Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Olka, Olka...

piątek, 19 lutego 2010 23:42
         Olka to mój najnowszy nabytek - czyli kociczka, którą zabrałam z działek do domu. Ma dopiero sześć miesięcy i jest gabarytowo bardzo małym kotem. Pewnie już większa nie urośnie, ponieważ kilka dni temu przytrafiła jej się pierwsza chcica. Teraz sobie myślę, że jakie to szczęście, że zabrałam ją z działek... Moje domowe kocice Burka III i Głucholka pogodziły się już z faktem obecności Olki i żyją z nią w komitywie. Olka nawet nie psoci i zachowuje się jak na młodego kota całkiem przyzwoicie. Udało mi się ją sfotografować, gdy właśnie rozwalała się w fotelu. Prawda, że całkiem ładna z niej koteczka?

                          

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

17 lutego - Światowy Dzień Kota

wtorek, 16 lutego 2010 22:57
         Światowy Dzień Kota uczcić jakoś wypada. W końcu mruczkom, miauczkom i sierściuchom wszelkiej maści to się należy jak, nie przymierzając - psu kość.
Niechaj zatem ten światowy dzień pamięci o kotach zostanie przeze mnie osobiście uhonorowany takim oto wierszydełkiem:
                                                KOCI ANIOŁEK

                                      I koty mają swoje niebo,
                                      Więc są tam też aniołki kocie.
                                      Najczęściej siedzą te aniołki
                                     Na jakimś posrebrzanym płocie.
                                     A obok pełna miska stoi
                                     I taki kot, co mieszka w niebie,
                                     Z tej miski jeść już się nie boi,
                                     Gdy w kulinarnej jest potrzebie.
                                     I koty mają swoje niebo,
                                     Bo jakże może być inaczej.
                                    Skąd o tym wiem? To oczywiste!
                                    Jeden z aniołków właśnie sfrunął.
                                    Po klawiaturze teraz skacze.



Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dom zakocony

wtorek, 09 lutego 2010 12:16
          Dzisiaj mijają trzy tygodnie gdy zdecydowałam się przyjąć Olę pod swój dach. Proces jej adaptacji do nowych warunków przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Dziki kot, dziecko dzikiej kotki a tu Ola zachowuje się jakby całe jej poprzednie pokolenie było kanapowcami. Bardzo to zadziwiające... Jest tak układna i nie stwarzająca żadnych problemów, że aż czasem nie mogę zrozumieć - skąd w tym kocie tyle kultury. Oczywiście matkuje jej Burka III, co wygląda dość zabawnie. Kocica uważa na punkt honoru dbać o higienę Oli i liże ją od końca ogona po końcówki wąsów i robi to kilka razy dziennie. Mała się nawet nie broni, choć ciężka łapa Burki przytrzymuje Olę mocno w czasie tych ablucyjnych zabiegów. Oczywiście do zabawy z Olą jest Głucholka. To, co te kocice wyprawiają w zabawie nie da się opisać. To trzeba zobaczyć. Po prostu istne kino.
           U działkowych kotów też raczej wszystko ok. Lubię, gdy cała gromadka czeka na mnie i gdy już jestem na ganku - natychmiast pcha się do misek z jedzonkiem. Acha! Wczoraj znów znalazłam sześć puszek karmy, podrzuconej przez moją młodą sąsiadkę, która lubi koty, a sklep zoologiczny odpalił kotom "kocie mleko", co prawda, lekko przeterminowane, ale to już nie ma specjalnego znaczenia. Młode koty uwielbiają ten specjał i aż mruczą z zadowolenia gdy mleko piją. Witaminy zawarte w mleku bardzo są im teraz potrzebne. Wiadomo. Choroba kotów z pewnością je osłabiła.
           I to właściwie tyle. Dodam tylko, że domu dla Oli już nie będę szukać. Zostanie w moim. Jakoś sobie poradzę ze zwiększoną ilością kocich gąb do wyżywienia.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bardzo dziwne...

wtorek, 02 lutego 2010 10:41
Zacznę od tego, co mnie ostatnio najbardziej martwiło - czyli od masowej choroby bezdomniaków z działek. Okazuje sie, że kocia odporność wzięła górę nad chorobą. Nie wiem, czy przyczyną wyzdrowienia kotów było podanie im leku, który otrzymałam od lekarzy z zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej, czy po prostu koty postanowiły jednak żyć. Obecnie rezyduje ich na ganku altany cztery i właściwie żadnemu z nich już nic nie dolega. Oczywiście nie muszę mówić jak bardzo z tego się cieszę. Oby było tak dalej. :-)
Co do kociczki Oli - w ubiegły piątek byłam z nią w lecznicy. Okazuje się, że stres wywołany zmianą warunków z działkowych na domowe ma swoje konsekwencje. Kocina ma powiększone węzły chłonne i ropieją jej oczy. Ustępuje jednak uporczywy kaszel i kichanie - czyli jednak ma się ku dobremu. Oczywiście nie obyło się bez zaaplikowania Oli dodatkowych leków i to wcale nie tanich. Za wizytę oczywiście znowu nie płaciłam i całe szczęście. Jak mi powiedziała lekarka - podobno cieszę się szczególnymi względami właścicieli "Psiej kości". Jestem im za to bardzo wdzięczna.
Adaptacja Oli do nowych warunków "społecznych" też przebiega całkiem fajnie. Burka III zaakceptowała fakt przebywania w domu nowej koleżanki i już na Olę nie fuka. Głucholka jest tą sytuacją zachwycona. Ma z kim ganiać po całym mieszkaniu i bawić się w chowanego. Koty śpią nawet razem w ulubionym fotelu Głucholki. Jednym słowiem - idylla. Oby tak dalej.
Wracając do "działkowców" - kilka dni temu zauważyłam, że Olchowa (ta, która wycinała olchy na swojej działce) postawiła budę dla kotów. Fakt ten wprawił mnie w kompletne osłupienie, ponieważ pani ta - jak mi kiedyś powiedziała - kotów nie lubi i nie będzie ich tolerować na swojej działce. No cóż, ludzie się zmieniają. Prawdopodobnie przyczyna zmiany postawy Olchowej wobec kotów zasadza się w tym, że jej zapiekła przeciwniczka jeszcze bardziej tych zwierząt nie lubi, a nawet ich nienawidzi, czego dała dowód na jesieni - zgłaszając postulat do prezesa o eksterminację bezdomniaków z działek. ;-P
I to właściwie tyle - co mam do przekazania moim czytelnikom. I jeszcze jedno. Zauważyłam, że dzisjaj właśnie mija tysiąc dni - odkąd smaruję na tym blogu. Sama się dziwię, że tak szybko zleciało...


Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Tydzień przeleciał jak z bicza strzelił

środa, 27 stycznia 2010 14:50
         Ani się nie spostrzegłam jak od zabrania Oli z działki minął tydzień. Kocinka po serii antybiotyku wraca do zdrowia, choć ze względu na mrozy nie mogę iść z nią na kontrolę do lecznicy. Zaczęłam Olę oswajać z mieszkaniem i kocicami. Burka III wyraźnie ustawiła się w opozycji do nowej lokatorki i fuka na nią przy każdej okazji, ale krzywdy małej nie robi.  Głucholka ustawia się bardziej przyjaźnie i nawet pozwala się obwąchiwać przez nową koleżankę, a nawet wspólnie pogonić za kocią zabawką.  Wczorajszego wieczoru postanowiłam pójść o krok dalej. Zostawiłam Olę na noc w pokoju  z kotami. Było nawet dość względnie i nie musiałam  wkraczać z interwencją. Dziś rano Oli jednak nie mogłam znaleźć. Zaszyła się w jakiś kąt i nie reagowała na  moje kici, kici.  Znalazłam ją  w łazience, wtuloną w ręczniki. Widocznie  Ola uznała, że tu jednak jest najbezpieczniej.
Co do kotów działkowych - mimo trzaskających mrozów i mimo ich choroby trzymają się bardzo dzielnie. Zauważyłam nawet, że u dwóch choroba się cofnęła. Może to skutek zadziałania leków na zwiększenie odporności. Nawiasem mówiąc - żaden z nich nie chce siedzieć w alatanie, ale na ganku w budkach styropianowych. Ciepłe koce i stare futro, które zaniosłam na działkę, spełniają swoje zadanie. Jedzenie oczywiście prawie natychmiast zamienia się w bryłę lodu, ale koty już wiedzą, że trzeba z niego korzystać gdy tylko paniusia pojawi się na ganku z ciepłym mlekiem i puszkami, także z gorącą wodą.  Najnowsze komunikaty meteorologiczne przynoszą nowe wieści. Mróz ma odpuścić, ale za to czekają nas zmagania z wielkimi śnieżycami. Dawno nie miałam szufli do odśnieżania w rękach... Jednym słowem - jak nie sraczka to przemarsz wojska. Ech...

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Trzeci kot w domu

wtorek, 19 stycznia 2010 23:45
         Z kotami działkowymi jest coraz gorzej. Nie mogąc uratować wszystkich, zabrałam dziś do domu czarnulkę. Przed tem zaniosłam ją do "Psiej kości" by weterynarze ocenili jaki jest jej stan zdrowia. Mała nawet specjalnie nie protestowała i dała się wsadzić do koszyka. Okazuje się, że ma dopiero początki kociego kataru i jest do uratowania. I znowu spotkałam się ze strony weterynarzy z wielkim sercem. Młoda lekarka o imieniu Aleksandra poświęciła kociczce tyle czasu, ile było trzeba by stwierdzić, że czarnulce, póki co, śmierć nie grozi. Ponieważ kotce trzeba było założyć kartę pacjenta, na poczekaniu musiałam wymyśleć dla niej imię. Na pamiątkę swojej pierwszej w życiu wizyty u weterynarza - od dziś ma na imie Ola.
Oczywiście Ola nie mogła być od razu puszczona luzem po moim mieszkaniu. Do nowej sytuacji muszą przywyknąć zarówno Głucholka i Burka, jak i to śliczne, czarne kocię. Do jej dyspozycji oddałam łazienkę, a potem się zobaczy. Kociotko jest oczywiście w szoku, ale nie wyrywa się, gdy biorę ją na ręce i głaszczę. Oby tylko proces jej leczenia przebiegł pomyślnie. To teraz jest najważniejsze. Oczywiście zabranie Oli z działki nie zwalnia mnie od opieki nad pozostałymi kotami - dopóki jeszcze żyją. Ech... szkoda słów. A tak przy okazji: Może ktoś przygarnie ślicznego, czarnego kotka o imieniu Ola?

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Niedobre wieści

poniedziałek, 18 stycznia 2010 21:32
Okazuje się, że ostra zima młodym kotom nie służy i prawdopodobnie nie uda się uratować trzech z czwórki, która urodziła się ubiegłorocznej wiosny (dwa koty) i pod koniec sierpnia (dwa koty). Z braciszkiem czarnulki jest coraz gorzej. Przestał jeść i bardzo kaszle. Odnowiła się choroba buraski, z którą późną jesienią udało mi się pójść do weterynarza i wtedy jako, tako ją wyleczyć. Trzeci kot też nie wygląda na zdrowego. Jedynie, póki co, trzyma się czarnulka, ale obawiam się, że to tylko kwestia czasu co do jej choroby. Unidox podawany w mleku - jak widać - nie skutkuje. Jak już pisałam - o złapaniu chorych kotów nawet nie ma mowy. Z dorosłych kotów właściwie na posterunku została tylko Weteranka, ale ona jest zaprawiona w walce o przetrwanie na działkach i nie jedno już przeszła.
Dzisiaj byłam w "Psiej kości", czyli w zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej. Poinformowałam o stanie rzeczy i aż mi łzy pociekły z oczu - gdy opowiadałam co się aktualnie dzieje na działce. Zdaniem weterynarzy koty zabija zimno - nawet w sytuacji gdy dostają codziennie ciepłą karmę. Od lekarzy dostałam leki immunologiczne. Mam je kotom podawać, ale obawiam się że to już jest musztarda po obiedzie. Jedynym ratunkiem dla kotów byłoby zabranie ich z altany, w której temperatura jest ciągle poniżej zera - o czym świadczy zamarznięta woda w miseczkach i szron na ścianach. - Nikt nie chce już kotów - usłyszałam od pani A. Tym bardziej kotów bezdomnych...
I jeszcze jedno. Wczoraj, gdy wychodziłam z działek, natknęłam się działkowiczkę, która rozpowiadała, że trzymam koty zamkniete w altanie. Skorzystałam z okazji i z panią sobie porozmawiałam. Pani oczywiście zaprzeczyła temu "pomówieniu". Dowiedziałam się też, że "usunięcie" kotów z działek jest priorytetowym zadaniem dla prezesa - do czego jesienią się zobowiązał na zebraniu. Dziś pomyślałam sobie, że wiosną właściwie tematu już nie będzie, bo koty same wymrą. Ech... Gadać mi się nie chce...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Co się polepszy, to się popieprzy

czwartek, 14 stycznia 2010 20:30
            Mam zmartwienie. Zachorował jeden z kociaków sierpniowych - brat czarnulki, nota bene śliczny burasek. Prawdopodobnie złapał zapalenie oskrzeli, albo zapalenie płuc. Kot okropnie kaszle. Sęk w tym, że ani go nie mogę złapać by zanieść do weterynarza, ani też podać mu antybiotyku bo ucieka. Jutro będę próbowała dać mu jedzenie w osobnej misce i tym sposobem przemycić podanie unidoxu, który to antybiotyk najczęściej podaje się kotom. Kilkunastostopniwe mrozy w nocy też nie wpływają na kondycję kotów, w szczególności zaś tego chorowitka. Woda w miskach oczywiście zamarza, a koty muszą pić po jedzeniu suchej karmy. Na zewnątrz altany właściwie teraz tylko wychodzi czarna kicia, choć zauważyłam, że cała gromadka załatwia swoje potrzeby na dworzu. A czarna kicia to nawet dziś wlazła na sam czubek starej wiśni i bacznie obserwowała z góry jak odkuwam z chodnika zmrożoną warstwę śniegu.
Mam nadzieję, że chory burasek da się jutro przekonać do połknięcia antybiotyku. Inaczej czarno widzę jego los.
Jednym slowem - co się polepszy, to się popieprzy, tym bardziej, że i moje zdrowie też zaczyna szwankować, ale o tym nie będę się tutaj rozpisywać. Jest to temat na osobne opowiadanie i nie na tym blogu.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czysta ekstrema

sobota, 09 stycznia 2010 19:43
            Używając w  tytule dzisiejszej notatki słowa "ekstrema" mam oczywiście na myśli warunki pogodowe, a jakie są - każdy widzi. Po obfitych opadach śniegu miałam dzisiaj spore trudności by     dojść do altany. Nie dość, że warstwa śniegu sięgała mi do pół łydki, to jeszcze do tego wiatr od pola nabudował sporo zasp na chodniku prowadzącym do mojej działki. Jakoś jednak dotarłam i oczywiście ciekawa byłam - jak zachowują się koty. Cała ferajna siedziała na ganku zbita w kupkę. Moje przybycie oczywiście spowodowało, że towarzystwo rozproszyło po katach, ale ciepłe mleko, woda i kocia konserwa swoje zrobiły. Miło było patrzeć jak koty zgodnie skupiły się przy miskach z jedzeniem i piciem. Oczywiście najbardzej aktywna jest ta czarna, cudna kicia, której nie straszna jest nawet taka ekstremalna pogoda. Gdy  wzięłam się za odśnieżanie chodnika i wejścia na altanowy ganek, zaczął padać marznący deszcz. Kicia jako jedyna z gromadki kotów, wyszła na spacer rozprostować kości a nawet trochę pobiegać. Jaka szkoda, że mimo dawanych przeze mnie komunikatów i ogłoszeń w mediach nikt tego czarnego diabełka nie chce zadoptować. Jest przecież śliczna, mądra i wesoła.
Jednak chyba największą frajdę z przytuliska ma Weteranka. Rzadko wchodzi do altany, ale za to rezyduje cały czas w swojej styropianowej budce, która stoi na ganku. Przedwczoraj zaniosłam na działkę dodatkowy, ciepły koc. Stanowi teraz dodatkową izolację dla Weteranki przed chłodem i wilgocią. Kocica chętnie "wynajmuje" budkę młodzikom, a nawet pozwala im się tam dłużej ogrzewać.  Jak zauważyłam , Weteranka ze szczególną estymą traktuje właśnie czarną kicię. To dobry znak. Młoda uczy się od Weteranki, że od tej paniusi co to przynosi jedzenie nie należy uciekać, a nawet można się dać pogłaskać. Ciągle mam nadzieję, że los dla czarnej kici okaże się łaskawy i znajdę dla niej ciepły i przyjazny dom.

Wasza ciotka
                    

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Z NOWYM ROKIEM KOCIM KROKIEM

czwartek, 31 grudnia 2009 13:39
         Ani się człowiek nie spostrzegł, że nowy rok 2010 do wrót załomotał. I bardzo dobrze! Bo człowiek to taka istota, która  wierzy głęboko, iż każdy następny rok może być tylko lepszy, choć jak wiecie - różnie w praktyce z tym bywa... :-D
Z kronikarskiego obowiązku donoszę Wam, że działkowe koty mają się całkiem nieźle, szczególnie zaś najmłodsze pokolenie, które radzi sobie całkiem nieźle w ekstremalnych warunkach zimowych. Najnowszą zabawą maluchów jest ganianie za szczotką, którą odśnieżam chodnik prowadzący do altany. Koty traktują to narzędzie jako wroga publicznego nr 1 i na szczotkę polują. Acha! Małą czarnulkę próbowałam zabrać z działek do domu. Wsadziłam ją w koszyk, ale ta cwaniara otworzyła sobie wieko i prysnęła z koszyka błyskawicznie. Teraz nawet o wzięciu jej na ręce nie ma mowy, bo kicia omija mnie wielkim łukiem. Trudno. Może zmądrzeje i da się w końcu oswoić. Mam także nadzieję, że huk petard nie wypłoszy bezdomniaków dzisiejszej nocy z altany. Ten barbarzyński obyczaj już nie jednego zwierzaka przyprawił o wielki stres. A najbardziej bezpieczna w sylwestrową noc będzie moja domowa Głucholka, która - jak wiecie - jest głucha od urodzenia jak pień, więc jej akurat te "atrakcje" nie dotyczą.
Moi drodzy!
Z okazji zbliżającego się szybkimi krokami Nowego Roku 2010 zyczę Wam, by nie był on gorszy od roku 2009, a nawet niech będzie lepszy. Życzę tego Wam i także Waszym zwierzętom. Także zwierzętom bezdomnym, dla których los poprzednich lat nie był łaskawy.
 
          
Wasza ciotka.      

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 148  

Czasu żal...że ucieka.

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114148
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl