Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 859 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


W zawieszeniu.

poniedziałek, 28 lipca 2008 23:14

         W zasadzie nie mam dla Was żadnych wiadomości, dotyczących życia działkowych kotów. Małe, czarne budryski już nie sa takie małe, ponieważ w tych dniach kończą trzeci miesiąc życia. Po wyeksmitowaniu ich z dziury pod sąsiadującą z moją działką altaną częściej przebywają na moim terytorium - jakby wiedziały, że tutaj nic im nie zagraża. Obydwa kociaki są śliczne i ciągle nie mogę pogodzić się z myślą, że będą musiały na działkach już zostać. Wszelkie starania z mojej strony, by znaleźć im dom - nie przynoszą efektów. Szczególnie jest mi żal mniejszego budryska, który jest kotem oswojonym i chętnie mi towarzyszy gdy jestem na działce. Najbardziej bulwersujące jest to, że wrogów takich kocich bezdomniaków jest w okolicach działek dosyć sporo. Mam tu na myśli mieszkańców okolicznych bloków. Kilka dni temu pani Helena, która dokarmia koty, pokazała mi bardzo starannie wykonany komunikat, który został przez kogoś rozwieszony na drzwiach do klatek schodowych. Brzmi on tak: ZAKAZ DOKARMIANIA PTAKÓW I KOTÓW. Komunikat ów dziwnym trafem był wykonany na jednej z  okładek książeczki do opłacania komornego "mojej" spółdzielni mieszkaniowej. Nadgorliwość czy po prostu głupota?

Z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami także nie mam żadnej odpowiedzi na moje pismo. Mogłam się właściwie tego spodziewać. Potwierdza się opinia, że jest to głównie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, chociaż pozory mogą mówić zupełnie co innego.

Po pamiętnej awanturze z gospodarzem-gołębiarzem omijam tego zapiekłego wroga kotów wielkim łukiem, a właściwie po prostu go ignoruję, chociaż ci z Was, którzy zaglądają do "Bajdurek", wiedzą dobrze, że swoje robię. Z jakim skutkiem - okaże się już niebawem.

                                                                                                    Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Bardzo śmieszne...

sobota, 19 lipca 2008 13:35

        Nie ukrywam, że tytuł dzisiejszej notatki jest przewrotny, albowiem wcale nie jest mi do śmiechu. Sprawą prześladowania kotów wczoraj próbowałam zainteresować działaczy TOZ-u. Z pismem napisanym w czasie mojego nocnego czuwania pojechałam wczoraj do tej instytucji, naświetlając problem. Wydawało mi się, że wyraziłam się w piśmie jasno - prosząc o jakąś interwencję. Trzeba było Wam widzieć, jak mój manuskrypt był przekładany z miejsca na miejsce i z ręki do ręki. Obserwując tę śmieszną (jednak!) scenkę - pilnowałam tylko, by pismo nie zawieruszyło się w stosie innych pism. Zorientowawszy się, iż bojownicy o poprawę losu zwierząt nie są specjalnie zainteresowani przyjęciem pisma na dziennik - wygłosiłam taką oto mowę: - Drodzy Państwo! Możecie na pismo nie odpowiadać. Możecie także całą sprawę zignorować, ale skoro już tu jestem - proszę o jego pokwitowanie na kopii.  Działaczom Towarzystwa mowę odjęło, a pani wiceprezes - chcąc pewnie odwrócić moją uwagę od meritum - zajęła się uruchamianiem drukarki - rzucając pod nosem jobami, jakich nie powstydziłby się nie jeden menel spod przysłowiowej budki z piwem. Chcecie wiedzieć - jaki był finał mojego uporu? Oczywiście moje pismo zostało jednak przyjęte, a ja z pokwitowaniem na kopii, oraz pieczątką TOZ-u - opuściłam czym prędzej ten gościnny lokal. Teraz wypada mi tylko czekać na dalszy rozwój wypadków. Podobno jestem obrotna - jak skonstatował jeden z działaczy TOZ-u. Owszem - odpowiedziałam - jak stare młyńskie koło. Ziarno miele równo, ale i plewom nie przepuszcza. - Nie takie bryły przede mną były - panie inspektorze - nomen omen - Bryła.

          A wracając do "moich" kotów - wczoraj po południu dostałam od nich prezent. Przyniosły mi na ganek złowioną mysz. Skoro robią jednak postępy w poznawaniu świata - powinny dać sobie w życiu radę. Mam taką nadzieję.

                                                                                           Wasza ciotka. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Oj! Maniusiu!

czwartek, 17 lipca 2008 14:44

        Moje nadzieje, że kocurek nareszcie trafi do własnego domku, okazały się mocno złudne. Nie dość,że w dalszym ciągu wegetuje ten piękny kot na działkach, to jeszcze jego "opiekunka" trafiła podobno do szpitala. Oczywiście paniusia ta nie pomyślała wybierając sie do szpitala, że kot nie wyżywi się jedynie z łapania much. Myszy już na działkach nie ma przy takiej "zmasowanej" ilości kotów. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak Maniusia znowu zacząć dożywiać, na co przystał z wielką radością. Teraz puszkę kociej konserwy (400 g) muszę dzielić sprawiedliwie na dwa czarne budryski, które rosną i potrzebują dostawać karmę regularnie, dwie dzikie kotki, oraz oczywiście na Maniusia. Wychodzi, że na jednego kota przypada około 80 g żarełka. Trochę jednak mało. Dobrze, że moje domowe kotki zostawiają co nieco na swoim talerzyku. Te resztki "z pańskiego stołu" też trafiają do miski działkowych kotów. - Nie ma lekko. Chleb po trzy złote i do tego bez maku - jak zauważył jeden z kupujących.

                                                                                            Wasza ciotka.

       Wieczorem.

          Jednak nie będzie spokoju pod "Wisienką". Pan gospodarz-gołębiarz przeszedł do konkretnego działania. Po prostu zawalił płytami chodnikowymi i przysypał ziemią dziurę pod altaną mojej sąsiadki, która prawie nie przychodzi na działki, a poza tym koty lubi, bo sama ma kota w domu. Dziura owa była do dzisiaj strategicznym schronieniem dla czarnych budrysków, których - jak wiecie - nie udało się zabrać z działek. Gdy przyszłam - koty były bardzo wystraszone a ich matka siedziała wysoko na drzewie. Przypuszczam, że odbywało się coś w rodzaju polowania na te biedne stworzenia.Zauważyłam także, że furtka do mojego ogrodu jest uszkodzona. Pewnie chamstwo się z nią szarpało, chcąc wejść na działkę. Na jutro jestem umówiona w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Aby nie być gołosłowną, zrobiłam zdjęcie owej betonowej barykadzie i wysłałam na adres znajomego inspektora od ochrony zwierząt. Jakie to szczęście, że kociaki zdążyły ociec z tej dziury. Pewnie nie usłyszałabym ich miauczenia, bo płyty chodnikowe i do tego przysypane zwałami ziemi skutecznie wytłumiły by lament kociaków. Zauważyłam także, że dziura w siatce ogrodzeniowej, przez którą wchodzą koty, jest zawalona gruzem i kamieniami. Musiał to zrobić jakiś cholerny kretyn, który nie zdaje sobie sprawy, że takie przeszkody jak płot z siatki nie stanowią dla kotów żadnej przeszkody. Jednym słowem - wkurzona jestem na całego i z pismem o zlikwidowanie gołębnika będę jednak musiała do OZDz. wystąpić. Mam nadzieję, że nie nastapi kolejna faza eksterminacji kotów - czyli ich zabijanie, choć wszystko jest teraz możliwe.

                                                                                                      Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Powrót Pięknego Maniusia.

niedziela, 13 lipca 2008 17:01

        Wczoraj, gdy przyczłapałam   z działki, byłam tak zmęczona, że nie byłam w stanie o tym napisać. Mam dla Was dobrą wiadomość. Piękny Maniuś pojawił się na działkach! Gdy szykowałam jedzonko dla "moich" kociaków, ten piękny kocurek wskoczył na altanowy stół jak duch. Był bardzo głodny i wychudzony. I ciężko wylękniony - nawet obecnością małych budrysków. Po chwili dopiero zauważyłam, że na działce jego "opiekunki" ktoś podlewał rabatki. Tym kimś była córka pani B. z mężem. Maniuś po zaspokojeniu głodu pogalopował w tamtą stronę. Słyszałam na własne uszy jak zięć pani B. czule z Maniusiem rozmawiał, a kot - co też widziałam - kazał mu się głaskać po brzuszku. W moje serce zawitała  złudna  nadzieja, że ci państwo po prostu przywieźli kota ze sobą. Dlaczego tak przypuszczam? Gdy o zmroku wychodziłam z działki - Pięknego Maniusia już nie było. Tych państwa też. Dzisiaj się okaże, jak to faktycznie jest teraz z Pięknym Maniusiem.

Co do innych kotów - małe budryski robią wrażenie kotów szczęśliwych. Rozrabiają jak pijane zające pod miedzą. Ich szalone harce spowodowały, że mój paprociowy las nieco zmarniał, ponieważ koty znalazły sobie pod nim miejsce do zabaw. Wczoraj także zauważyłam, że są, niestety, zakleszczone. Chodzi oczywiście nie o pułapkę, ale o kleszcze. Dzisiaj będę próbowała usunąć tych nieproszonych gości, ale nie wiem, czy mi sie to uda. Prawdopodobnie będę musiała zanieść budryski do weterynarza. Okazuje się także, że pramatka działkowych kotów, czyli Weteranka po prostu wyniosła się z zagrożonego terenu. Wczoraj czekała na mnie w bezpiecznej odległości od furtki prowadzącej na działki.

       Na zakończenie muszę dodać, że skwar u nas jest wprost niemiłosierny. Aż się boję wyjść na dwór, a tu czeka mnie spacer do supermarketu, bo żarcia dla kocisków już nie mam. Nie ma zatem lekko.

                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

W działkowym grajdołku.

piątek, 11 lipca 2008 15:32

         Wczoraj doszły mnie słuchy, że cała, dość liczna gromadka moich sąsiadek - działkowiczek po sobotnim zebraniu bardzo intensywnie dyskutowała nad obecnością w ogrodach kocich bezdomniaków. Oczywiście za całe zło i szkody jakie koty wyrządzają - obwinia się mnie. Gdybym - zdaniem owych pań - kotami się nie zajmowała i ich nie dokarmiała - problemu by nie było. Jedna z owych dyskutantek nawet podobno wzięła mnie w obronę, ale została zakrakana przez pozostałe. Już nie wiem po raz który z rzędu zastanawiam się nad bezbrzeżną i wręcz powalającą głupotą tych ludzi. I co ja w tem gronie robię? To też pytanie, które nie daje mi żyć.

Dwa dni temu rozmawiałam z panią Heleną. Ta 84-letnia kobieta konsekwentnie, mimo szykan, jakie na nią spadają. dokarmia bezdomniaki w okolicach "moich" działek. Bodajże w ostatną sobotę została zaczepiona przez elegancką - jak się wyraziła - panią. Rozmowa tej pani z karmicielką kotów wyglądała,mniej więcej, tak: - Elegancka: - Karmi pani koty? Pani Helena: - Tak. Karmię. Elegancka: - A wie pani,że to zabronione? Pani Helena: - Nic mi o tym nie wiadomo. - Elegancka: - Koty to szkodniki. Pani Helena: - Niech się pani nie martwi, że tutaj są. Niedługo ich nie będzie. Elegancka: - ?. Pani Helena: - Są zabijane przez działkowców. Elegancka: - Taaak? To bardzo dobrze!

  Z charakterystki opisu owej eleganckiej pani, podanej przez pania Helenę, wywnioskowałam, iż chodzi o panią R. - która w sobotniej dyskusji nad problemem kotów i moją osobą - miała akurat najwięcej do powiedzenia. Jak wiem z pewnych źródeł, pani ta całą swoją pretensję za życiowe niepowodzenia (w tym także alkoholizm męża) postanowiła zrekompensować za pomocą tępienia działkowych kotów. Dzielnie    w tym zadaniu sekunduje pani R. jej najbliższy sąsiad z działki. Kto? No właśnie. Pewnie nie zgadniecie. Sekundantem owym jest nasz działkowy gospodarz-gołębiarz.

       To tyle, co mam Wam dziś do powiedzenia. Powinnam jednak dodać, że los Pięknego Maniusia jest w dalszym ciągu nieznany. Od jakiegoś czasu nie pojawia się także Weteranka. Czyżby koci inkwizytorzy przeszli od słów do czynów?

Dla porządku muszę dodać, że dwa czarne budryski poczynają sobie coraz śmielej w procesie poznawania świata. Co prawda - przychodzą na jedzenie, ale po napełnieniu brzuszków znikają w działkowych gęstwinach. Mam nadzieję, że dobry los nie pozwoli ich skrzywdzić, ale na to już teraz nie mam wpływu. Mam jednak nadzieję, ze sprytne koty jakoś dadzą sobie radę.

                                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zastój.

poniedziałek, 07 lipca 2008 10:54

         Mój potencjał energetyczny, dotyczący ratowania kotów z działki wyczerpał się do cna. Oczywiście boli mnie, że te dwa czarne budryski będą musiały wegetować na działkach, ale doszłam do wniosku, że chyba lepiej będzie gdy tutaj zostaną, niż by miały wylądować w tym wielkim sklepie zoologicznym i stać się pokarmem dla węży. Od ubiegłego tygodnia dzikie kocice dostają w karmie pastylki antykoncepcyjne, więc może następnego przychówku tego lata już nie będzie. Lecznica weterynaryjna, która obiecała podesłać kogoś do wyłapania dziczek, by je wysterylizować - nie daje znaku życia. Ja takiego zadania się nie podejmę, bo siły i zdrowie już nie to. Kilka dni temu zniknął z działek Piękny Maniuś. Obawiam się, że tym razem już na dobre. Kocur był wyjątkowo piękny i do tego oswojony. Bardzo szkoda mi Pięknego Mańka. Pocieszam się, że może znalazł przytulisko w którymś z domków jednorodzinnych, których w sąsiedztwie działek jest sporo. Acha! Wczoraj zauważyłam, że pojawiło się dużo szerszeni. Podobno upalna i bezdeszczowa pogoda bardzo im sprzyja. Trzeba będzie bardzo uważać na te "urocze" owady. Nie chciałabym zginąć od ich użądlenia.

         Donoszę czytaczom Kociego, że Ismena założyła kronikarski blog o życiu dwóch burasków, co to z mojej działki pojechały z nią na południe Polski. Adres tego bloga to: koci-dom.bloog.pl. Chyba niczego nie pomieszałam.

         W nawiązaniu do afery, jaka rozpętała się na działkach w sprawie kotów - komentuję ją zdjęciem, które pstryknęłam wiele lat temu.

              

                                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Koniec wieńczy dzieło.

wtorek, 01 lipca 2008 11:32

          Nie było mnie na Kocim Blogu przez tydzień. W ciagu tego czasu wydarzyło się tak wiele, że sama nie wiem - od czego zacząć. Jak niektórzy z Was już wiedzą, trójka kociaków mieszka już w nowych domkach. Buraski powędrowały w sobotę aż za Tarnów, natomiast śliczna czarnulka w stringach jest aktualnie maskotką Lucusia-Pyrtusia. Przed chwilą miałam telefon od Justynki.  Justynka zrelacjonowała mi następujęce wydarzenie: Otóż Lila, bo takie dostała kociczka imię, wlazła za telewizor i nie mogła sama z tej pułapki się wydostać. Zaczęła głośno miauczeć. Na rozpaczliwe wołanie kociczki zareagował Lucuś. Po prostu złapał ją zębami za kark - jak to robią zwykle kocie matki ze swoimi dziećmi - i Lilę wyniósł z tej matni. Justynka obserwując tę scenę po prostu oniemiała. Tego jednak po Lucusiu-Pyrtusiu chyba nikt się nie spodziewał. Jednym słowem - między kotami sztama na całego. Szczęśliwy Lucek nawet odstąpił swoją miskę z jedzeniem tej ślicznej koteńce. Mała też wykazuje wysoki stopień inteligencji. "Rozgryzienie" przez nią sposobu wejścia do zadaszonej kuwety zajęło tylko kilka chwil. Jutro spotykamy się z Justynką i Lilą w "Psiej kości". Kociczkę trzeba będzie poddać szczepieniom.

          Jak wynika z relacji Ismeny - dwa buraski w okularach - Hektor i Batman, też sobie nieźle radzą w nowym miejscu. Stały się natychmiast ulubieńcami dzieci (vide: ismena.bloog.pl). Daniel Koziarski w komentarzu na "Bajdurkach" napisał, że ratując trzy koty, uratowałam 27 żyć. Dlaczego? Otóż okazuje się, że każdy kot ma trzy życia - czyli z prostego wyliczenia wynika, że: 3 koty x 3 życia = 9 żyć x 3 koty = 27 kocich istnień. Proste? 

            Na działce, niestety, pozostały jeszcze dwa czarne budryski. Myślę, że chyba nie uda mi się już znaleźć dla nich domków. Zauważyłam, że proces dziczenia kociaków postępuje dosyć szybko. Ich mamuśka mocno nad tym pracuje. Kociaki, co prawda, przychodzą na jedzenie, ale ze styropianowej budki nie chcą już korzystać. Wyniosły się do dziury pod altaną sąsiadów. To tyle, co mam Wam do powiedzenia w sprawie walki o kocią gromadkę. Teraz muszę się zająć sobą.

                                     

                                      Burka II

                                                                                                             Wasza ciotka.

 

                               

             


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  116 291  

Czasu żal...że ucieka.

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 116291
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1572
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3816 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl