Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Złamałam zasadę

sobota, 27 czerwca 2009 12:54
            Wczoraj złamałam zasadę pojawiania się na działce co drugi dzień. Wczoraj po prostu nie poszłam. I nie wynikało to z mojego lenistwa, ale z braku czasu. Mam nadzieję, że koty nie oplują mnie, gdy dzisiaj na działce się pojawię. Mam też nadzieję, że czwartkowa nawałnica, jaka przeszła nad moim miastem, nie narobiła szkód, bo drzewa wokół mojego bloku doznały uszczerbku. Połamane konary i powalone drzewa strażacy usuwali do późna w nocy.
Niejako "po drodze" miałam jeszcze jedną sprawę do załatwienia. Ty razem chodziło o królicę Zosię moich młodych sąsiadów z bloku. Młodzi się rozeszli, a królicy nie miał kto przygarnąć. Znowu pomogła rozwiązać problem Justynka (ta, która przygarnęła jakiś czas temu dwa koty z działek). Obiecała królika zabrać do siebie. Jak się sprawa definitywnie zakończyła - nie wiem, bo mnie o tym do chwili obecnej nie poinformowano. Ja tutaj byłam tylko pośrednikiem w załatwieniu sprawy. Mam nadzieję, że Zosia została przekazana przez moich (już prawie byłych sąsiadów) nowej właścicielce. Było by   szkoda, gdyby to piękne zwierzątko spotkał los innych, wyrzuconych przez człowieka, stworzeń na czterech łapach. Ech...
             Komentując komentarz Ewy Roj odnośnie traktowania działkowych kotów przez ich zapiekłych wrogów, stwierdzam, że Ewa ma rację. Tylko inwazja szczurów na gołębnik gospodarza może powstrzymać eksterminację kotów na działkach.

Wasza ciotka.
            

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nowe wiadomości

poniedziałek, 22 czerwca 2009 12:56
             Mimo licznych zajęć na działkę wpadam regularnie, czyli co drugi dzień. Stwierdzam w czasie mojej tam obecności, że koty musiały być przez kogoś przepłoszone bardzo skutecznie. Po prostu się nie pojawiają gdy przychodzę z żarełkiem. Wczoraj czekała na mnie Weteranka, ale nie na ganku altany, lecz przy dziurze w płocie, czyli w dość dużej odległości od mojej działki. Gdy wysypywałm tam suchą karmę, zaczepiła mnie pani, której dotąd nie widziałam, ale, jak się okazało - też podrzuca kotom jedzenie. Pani była ze swoim psem, przyjaźnie nastawionym do kocich bezdomniaków, co miałam okazję stwierdzić podczas naszej rozmowy. Jak wynikało z tej pogawędki - gołębiarz-gospodarz oraz jego mocodawca, czyli prezes od działek są ludźmi znienawidzonymi przez dośc sporą grupkę miłośników zwierząt - okolicznych mieszkańców. Mało tego. Okoliczni mieszkańcy dobrze wiedzą o praktykach gołębiarza, także prezesa, zmierzających do całkowitego wytępienia kotów z działek. Ktoś nawet widział jak gołębiarz unicestwił jakiegoś kota łopatą. Gdy rozmawiałyśmy - akurat napatoczył się sam pan gołębiarz wraz z małżonką. Moja rozmówczyni nie przejęła się tym specjalnie i wykrzykiwała pod ich adresem, że są mordercami kotów. - A w kościele to przystępują do komunii co niedziela, a sumienia w sercu nie mają - kontynuowała swoją opowieść. Pan N. wraz z małżonką pośpiesznie oddalili się w stronę bloku, w którym mieszkają, ale byli wyraźnie przestraszeni. - Że też nie ma na takich kary - stweierdziła na zakończenie naszej rozmowy właścicielka psa.  - A gołebi to też przecież nie można  hodować na działkach - dodała już na odchodnym.
No cóż.  Widać z tej rozmowy, że w walce o byt kotów nie jestem osamotniona i to cieszy. Nie zmienia to jednak faktu, że koty na działkach giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Z maluchów, które urodziły się w kwietniu prawdopodobnie nie pozostał przy życiu żaden.

 


Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

No i wyjaśniło się

poniedziałek, 15 czerwca 2009 23:52
Wiedziałam, że wcześniej czy później dowiem się  - co przydarzyło się mojej nowej sąsiadce działkowej.  Skarbnica wszelkich wiadomości, czyli jedna z działkowiczek poinformowała mnie wczoraj, że nasza nowa sąsiadka została... porwana i uwięziona przez kidnapera gdzieś na strychu jednej z kamienic, którymi to owa pani zarządza. Według relacji porwanej i szczęśliwie oswobodzonej z uwięzienia - została ona uprowadzona w sobotę, a  następnie wypuszczona w poniedziałek na skutek interwencji mieszkańców owej kamienicy. Ludzie to miewają przygody. Że też mnie się nic takiego jakoś nie przytrafia. Ech...
Oczywiście całej tej opowieści nie dałam za grosz wiary, a mojej informatorce nawet wyjaśniłam - dlaczego cała sprawa wydaje mi się mocno podejrzana i niewiarygodna. No chyba, że się mylę.
A wracając do kotów - maluchów działkowych jakoś nie widać. Ich mamuś też. Wczoraj widziałam jak żona tego działkowca, który rozmawiał z prezesem o pozbywaniu się kotów za pomocą palonego wapna, rozpylała wokół altany jakiś chemiczny środek. Chyba na koty, ponieważ jej mąż działania te skomentował tak: - Podobno trzeba zastosować wapno.
Co do moich domowych kotek - właśnie przed chwilą upolowały wielką ćmę, która wleciała do mieszkania przez otwarte okno. Biedaczka już nie zipie, ale koty w dalszym ciagu "tańczą" wokół niej.
Nareszcie spadły pierwsze krople deszczu. Będzie w nocy czym oddychać, ponieważ gęste powietrze było w dzień nie do zniesienia.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Prezesa działek sposób na koty.

środa, 10 czerwca 2009 21:41
Jak już pisałam wielokrotnie - działkowe koty nie należą do najulubieńszych zwierząt niektórych działkowców. Zapewne nie należą do nich żadne zwierzęta, ale koty nie należą do ulubionych istot na czterech łapach w sposób szczególny. Dzisiaj, będąc na działce mogłam się   znowu o tym przekonać. Ukryta w gąszczu zieleni i zajęta dawaniem żarełka moim podopiecznym, usłyszałam taką rozmowę: - Prezesie - koty znowu narobiły mi szkód w uprawach. Tych choler nie można się jakoś pozbyć? - zaindagował prezesa od działek małżonek jednej z członkiń zarządu. - Panie! Jest na nie niezawodny sposób - "wszystkowiedzący" prezes mógł się wykazać znajomością przedmiotu. - Ja te szkudniki załatwiłem palonym wapnem. Sper...ły aż się kurzyło. Posyp pan kilka kilogramów, to pozbędziesz się pan kotów - poradził działkowcowi. - Słusznie! - ucieszył się ów działkowiec. - Będzie im za gorąco - dodał na zakończenie i zarechotał tubalnym śmiechem.  Przyznam się bez bicia, że rozmowy tej słuchałam w pewnej odległości, jaka dzieliła mnie od rozmawiających panów. Wolałam być nie zauważona, co mi się z resztą udało. Ciekawa jestem - co na stosowanie takich metod eksterminacji kotów powie np. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Jak znam życie - pewnie nie zajmie stanowiska, bo kto by się takimi duperelami przejmował. Nawet z rozpędu wykonałam telefon do jednego z inspektorów tego stowarzyszenia. Niestety. Telefon milczał jak zaklęty i milczy do tej pory. Acha! Podsłuchana rozmowa miała miejsce na działce gospodarza-gołębiarza, który ma już na swoim sumieniu zlikwidowanie kilku działkowych kotów. Mam nadzieję, że "instrukcja" prezesa, której gołębiarz był świadkiem, nie wpłynie mobilizująco na samego gołębiarza, chociaż - kto wie?
 Z palonym wapnem nie ma przeziez żartów. Gołębie gospodarza pradwopodobnie też by tego nie zniosły.

W  Boże Ciało.
Nareszcie, za pomocą skomplikowanych zabiegów telefoniczno-zdjęciowych udało mi się zamieścić fotkę zrobioną na ganku mojej altany. Przedstawia ona Weterankę, choć przyznaję się, że zdjęcie poddałam pewnej obróbce komputerowej.
Oto ono:
                                

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wiadomości dobre i złe

wtorek, 09 czerwca 2009 13:44
Donoszę, że zaginiona działkowiczka jednak się odnalazła, choć nie wiem - w jakich okolicznościach. Widziałam ją w niedzielę, choć, przyznam szczerze, że na rozmowę z tą panią nie miałam ochoty. Udałam, że jej nie widzę. Sprawozdanie z "cudownego" odnalezienie się tej pani zda mi z pewnością jej najbliższa sąsiadka. Także i moja.
Wczoraj, będąc po południu na działce, zauważyłam, że z tych dwóch burasków od dzikiej kotki jest tylko jeden. Tamten ślepotek nie pojawił się na jedzenie, więc podejrzewam, że biedak gdzieś dogorywa. Ciekawe, że wszystkie koty reagują na moją obecność na działce rejteradą, poza Weteranką, która przychodzi się przywitać, ale potem też gdzieś znika. Nabieram pewności, że z Pięknym Maniusiem stało się coś złego. Po prostu chyba już na dobre zniknął z działek. Jego "właścicielka" nawet nie wystawia już miski z jedzeniem. Pewnie też straciła nadzieję, że kot wróci.
Acha! W dzisiejszej realnej poczcie otrzymałam "wyprawkę" dla małych kociaków. Przysłała mi ją pewna znana firma od kociego żarełka. Co prawda - "wyprawka" jest niewielka. bo w paczce jest tygodniowy zapas jedzenia, ale dobre i to.  Nie mogę narzekać. Koty z pewnością też, bo żadełko jest przedniej jakości.
Nad moim miastem gromadzą się chmury burzowe. Jest duszno i parno. Na popołudnie szykuje się ulewa z piorunami. Wczoraj skosiłam trawnik, ale siana nie zgrabiłam. Dzisiaj z pewnością też tego nie zrobię z przyczyn - jak wyżej.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Jednak są!

sobota, 06 czerwca 2009 22:49
Dzisiaj znowu miałam na działce niespodziankę. Ku swojemu bezgranicznemu zdumieniu na ganku spotkałam najpierw jednego, małego buraska, potem drugiego przyprowadziła kocia matka. Chodzi o te kociaki, które próbowałam ratować jakieś trzy tygodnie temu. Maluchy już jedzą samodzielnie, ale niestety, chyba   jeden z nich nie widzi , co jest wynikiem kociego kataru.  Udało mi się wziąć go na ręce i obejrzeć ślepka. Są w strasznym stanie. Drugi, bardziej ruchliwy, uciekł za matką i nie mogłam go skontrolować. W poniedziałek, jeśli uda mi się je "złowić", zaniosę kociaki do "Psiej kości". Dzisiaj temu ślepaczkowi zakropliłam antybiotyk, chociaż pewnie już niewiele to da. Jeśli się okaże,  że kocisko straciło wzrok na dobre, czeka mnie nieprzyjemna decyzja uśpienia malucha u "moich" weterynarzy. Niewidomy kot nie ma najmniejszych szans przetrwania w działkowych warunkach. Niewidomego kota nikt też do domu nie weźmie, bo to tylko dodatkowy kłopot.
To właściwie tyle informacji  z działki. O pani, która zaginęła, nie mam żądnych nowych wiadomości.  Acha! Z powodu zimna i deszczu zaczęły gnić na drzewie moje ukochane czereśnie. Chyba cały tegoroczny urodzaj szlag trafi.  Zgniłych owoców nawet szpaki nie będą chciały dziobać.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bardzo dziwne...

czwartek, 04 czerwca 2009 12:43
Chyba pod koniec kwietnia jedna z działek, znajdująca się w bliskim sąsiedztwie mojej, zmieniła właściciela. Szczęśliwą posiadaczką kawałka dobrze zagospodarowanej ziemi wraz z całkiem przyzwoitym domkiem stała się pani wyglądająca na niewiele powyżej czterdziestki. Pewna siebie, wygadana i elokwentna. Jak się przedstawiła - jest zarządcą nieruchomości wspólnotowych. Jak to zwykle bywa przy wejściu w posiadanie kawałka własnego ogrodu wraz z przyległościami, na działce pracowała cała rodzina na czele z panią M. Altano-domek został pięknie odnowiony aż miło było popatrzeć. Grządki i rabatki kwiatowe uporządkowane, a nowa właścicielka, mimo liczych obowiązków służbowych, na działce bywała często. Już po dokonaniu remontu domku i innych czynności, nowa działkowiczka stała się ofiarą włamywaczy i złodziejaszków. Altana została spenetrowana przez amatorów cudzej własności, ktoś jednak musiał ich przepłoszyć, ponieważ uciekając w pośpiechu z terytorium pani M. zostawili "na pamiątkę" pokaźny łom. I w całej tej sprawie nie byłoby nic szczególnego, bowiem altany działkowe są ograbiane dość regularnie, gdyby nie fakt, że pani M. postanowiła dać odpór złodziejom i na drzwi altany założyła super zamki. I cała sprawa poszłaby prawdopodobnie w zapomnienie, gdyby nie fakt, że pani M.... zaginęła. Podobno w ostatną sobotę wyszła do pracy i wszelki ślad po niej zaginął. Skąd o tym wiem? W niedzielę pojawił się na działce małżonek pani M. Miał nadzieję, że zaginiona przebywa na swojej nowo nabytej działce. Niestety. Pani M. na działce nie było i do tej pory nie wiadomo gdzie przebywa. Jestem bardzo ciekawa, co stało się z moją nową sąsiadką. Mam nadzieję, że nic najgorszego.
Acha! I jeszcze jedno. Świeżo wyremontowany domek pani M. skupił uwagę także działkowych kotów. Mimo zabezpieczeń znalazły dojście do jego wnętrza. Gdyby potrafiły mówić, może by powiedziały - co się mogło wydarzyć w sprawie tajemniczego zniknięcia pani M.

Wasza ciotka

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 176  

Czasu żal...że ucieka.

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114176
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl