Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 860 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Stan napięcia.

wtorek, 24 czerwca 2008 19:10

        Jednak zdecydowałam się dzisiaj zabrać z działki dwa buraski w okularkach i śliczną czarnulkę w stringach. Jak niektórym z Was wiadomo - buraski w sobotę pojadą w daleki świat do nowego domku. Czarnulkę w stringach obiecała zabrać i udomowić Justynka. Na działkach kociaki dziczeją błyskawicznie. Dzisiaj - aby wsadzić je do kontenerka, musiałam ganiać za nimi po całym ogrodzie. Gdy już mi sie to udało, swoje wielkie niezadowolenie okazała jedna z kocich mamuś. Widocznie czuła, że kociny prawdopodobnie na działkę już nie powrócą. W największy upał zatargałam koszyk z zawartością do "Psiej kości". Koty zostały odrobaczone i zaszczepione. Każdy z nich otrzymał książeczkę lekarską, więc formalności także stało się za dość. Muszę jeszcze wykupić w aptece lekarstwo do uszu ale to już detal w porównaniu z innymi sprawami. Najważniejsze jest teraz to, by moje domowe kocice zaakceptowały nieproszonych gości. Od kilku godzin obserwuję rozwój sytuacji. Burka od czasu do czasu niespokojnie spogląda w kierunku kojca z kociakami. Głucholka śpi jak zabita i udaje, że niczego nie zauważyła. Oby tak dalej. Gorzej będzie, gdy kociakom znudzi się wylegiwanie w czystym i wyścielonym koszu na bieliznę i zaczną wyłazić na zewnątrz. Mija czwarta godzina ich obecności w moim mieszkaniu. Na razie jest cisza i spokój, ale kto wie? Na działce zostały jeszcze dwa czarne budryski. Dzisiaj wieczorem ich nie odwiedzę. Muszą sobie radzić same.

                                                                                                       Wasza ciotka.

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pierwsza ofiara.

sobota, 21 czerwca 2008 15:29

         Kocice matki przestały już karmić kociaki własną piersią, ale w dalszym ciągu swoich dzieci nie odstępują na krok. Gdy zbliżam się do maluchów, fukają na mnie ostrzegawczo. Okazuje się,że kocie mamuśki przystąpiły teraz do uczenia swych dzieci - jak zdobywać pożywienie. Wczoraj znalazłam za altaną upolowaną, młodą sikorkę bogatkę. Młode kociaki zabawiały się biednym trupkiem, podrzucały go do góry i tarmosiły. Niektórzy z Was wiedzą, że bardzo lubię ptaki i taki widok absolutnie nie sprawiał mi przyjemności, ale natura ma przecież swoje prawa a koty muszą się nauczyć - jak sobie w życiu dawać radę.

Dzisiaj zabłysnął na firmamencie promyk nadziei dla jednego z trójki czarnych budrysków. Znajomym zginął kot. Myślą o następnym. Umówiłam się, że w poniedziałek załaduję dwójkę chłopczyków w kontener i pokażę je znajomym. Może coś z tego będzie. Znajomi ci mają dom z ogrodem w Zgierzu, lubią zwierzęta, więc modlę się teraz by się nie rozmyślili w sprawie zaadoptowania kota. Mimo wszystko nie chciałabym oddawać kociąt do tego wielkiego sklepu zoologicznego. Los ich byłby tak samo tam niepewny jak ich przyszłe życie na działkach.

                        

                                                                                          Wasza ciotka.

                                                                                               


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie wyrabiam!

czwartek, 19 czerwca 2008 9:31

         Oczywiście wszystko robię w biegu. Teraz też właśnie się spieszę, by pogalopować na działkę. Kocinek, którego dopadł koci katar, musi dostać antybiotyk. Ci z Was, którzy śledzą wątek mojej walki o oddanie do adopcji maluchów - wiedzą z informacji zamieszczonej na "Bajdurkach", że wczoraj narodził się pomysł przekazania kotków do sklepu zoologicznego. Wczoraj wieczorem także rozmawiałam z Justynką, która wyjechała z Maćkiem na kilka dni na urlop. Justynka stanowczo odradza mi oddanie kotów do tamtego sklepu. Dlaczego? Otóż ten zoologiczny gigant został już ukarany finansowo za trzymanie zwierząt w niehumanitarnych warunkach. Justynka wie co mówi, bowiem jej rodzice też są właścicielami kilku sklepów zoologicznych w moim mieście. Co do zabrania kotków z działki - jeszcze się wstrzymuję, ponieważ obawiam sie, że moja skromna rezydencja może nie wytrzymać takiego naporu kociego temperamentu. Zabranie z działki dwóch burasków w okularach i tak mnie czeka nieuchronnie, ponieważ maluchy pojadą za dziesięć dni w drugi koniec Polski i przed wyjazdem trzeba je będzie z lekka ucywilizować. Acha! Justynka i Maciek zdecydowali się na zaadoptowanie jednego z czarnych budrysków. Prawdopodobnie będzie to śliczna koteczka - jedyna dziewczynka z tej piątki.

       To tyle, co mam Wam teraz do powiedzenia. Zadzieram kiecę i lecę na działkę. Oczywiście z duszą na ramieniu. Maluchy poczynają sobie coraz śmielej. Wczoraj dwa z nich wdrapały się na jabłonkę. Na szczęście same z niej zlazły.

                                                                                                        Wasza ciotka.

           


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wieści bieżące.

poniedziałek, 16 czerwca 2008 21:50

         Jakaś młoda internautka ofuknęła mnie wczoraj, że za wiele smutku tutaj. - Kota daj koleżance - poradziła mi owa urocza osóbka. Pewnie. Nic bardziej oczywistego. Ale, jak wiecie, jednak nie jest to takie oczywiste. Kot nie jest pluszakową  zabawką, o czym pewnie ta młoda dama nie wie. Ale do rzeczy. Dzisiaj zgodnie z planem udałam się do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Miałam szczęście. Pani wiceprezes dotrzymała słowa i w siedzibie TOZ się pojawiła kilkanaście minut po godzinie 12.oo Mimo wieloletniej przerwy w naszych kontaktach rozmawiało się nam całkiem fajnie - oczywiście między innymi o kotach. Zaświadczenie o tym, że opiekuję się bezdomniakami - otrzymałam. Teraz czeka mnie wizyta w Urzędzie Miasta by dokument został ostemplowany i mocy urzędowej nabrał. Lecznica weterynaryjna, do której dzwoniłam w piątek i która kocice ma wysterylizować, już czeka na dostarczenie "towaru". Pani wiceprezes osobiście przez telefon z lecznicą rozmawiała. Teraz pozostaje problem złowienia przynajmniej jednej kotki. Chyba padnie na Weterankę, bo jest najbardziej oswojona. Pozostałe dziczki w dalszym ciągu karmią swoje dzieci, więc z operacją trzeba będzie jeszcze poczekać. Co prawda - karmy dla kotów nie dostałam, ale zostałam obdzielona pastylkami antykoncepcyjnymi dla kocic i to w dość sporej ilości. Dobre i to. Jednym słowem - do TOZ-u nie pojechałam na próżno.

          Nie mogę nie napisać choćby kilku zdań o maluchach. Kociaki intensywnie poznają najbliższe okolice mojej działki i zaczynają wdrapywać się na drzewa. Sa już na tyle oswojone, że gdy się pojawiam, meldują się zaraz przy misce. Mimo, iż matki namawiają je do opuszczenia ganku altany, one nic sobie z tego nie robią i po obfitym jedzonku włażą do styropianowego domku i albo śpią, albo baraszkują. Coraz częściej łapię się na tym, że całą piątkę wzięłabym ze sobą do domu. Byłoby to jednak szaleństwo, na które nie mogę sobie absolutnie pozwolić. Los zadecyduje - co się z nimi stanie.

                                                                                                                  Wasza ciotka oraz

        


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Mitomania?

niedziela, 15 czerwca 2008 12:44

         Wczoraj trzeba było podać Weterance pastylkę antykoncepcyjną. Kocica na moją działkę zagląda teraz sporadycznie, ponieważ mamuśki maluchów przeganiają każdego intruza. Postanowiłam Weteranki poszukać. Była na działce "opiekunki" Pięknego Maniusia - czyli pani Basieńki. Gdy używałam różnych wybiegów, by kocica pastylkę raziem z mięskiem zjadła, z altany wyłoniła się owa pani. Wywiązała się między nami następująca rozmowa: - Wie pani - zaczęłam - że ten burasek z chorym okiem, który pałętał się jesieną na działkach, znalazł świetny dom? (Oczywiście miałam na myśli Lucusia-Pyrtusia, co go Justynka przygarnęła). - Oczywiście! - odpowiadziała pani Basia. - Tego kotka wzięła koleżanka z klasy Karoliny (wnuczki pani Basi). Zatkało mnie po sam pas. - Jak to koleżanka Karoliny? Przecież kota osobiście zabrałam z działek i oddałam mojej znajomej. - No właśnie - pani Basia nie traciła rezonu. - To   jest koleżanka mojej Karoliny. Dodam, że wnuczka pani Basi uczęszcza do szkoły podstawowej, więc Justynka jako studentka II roku biologii, raczej jej koleżanką z klasy być nie może. Nasza rozmowa zaczęła przypominać dialog gęsi z prosięciem. Ja swoje, a pani Basia swoje. Nie wiem, dlaczego wnuczka pani H. skłamała i jaki miała w tym cel. Ważne w tym wszystkim jest to, że Lucuś-Pyrtuś miał wyjątkowe szczęście. Mogło by się przecież okazać, że kot znalazłby się po jakimś czasie znowu na działkach - podzielając los Pięknego Maniusia, którym "opiekuje się" uparta jak osioł - pani Basia. Ja też jestem uparta. Uparta jak koziorożec, więc na dowód tego, że Lucuś-Pyrtuś jest jednak kotem Justynki - zamieszczam takie oto zdjęcie:

             

                                                                                                             Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Coraz smutniej.

sobota, 14 czerwca 2008 11:02

          Właściwie to nie powinnam się zamartwiać. Koty działkowe chowają się zdrowo i są wesołe. A jednak coś ściska mnie z żalu, że takie śliczności będą prawdopodobnie jednak skazane na wegetowanie w schronisku. Wczoraj dałam ogłoszenie na forum.miau.pl. Reakcja była prawie żadna. Odezwała się jedynie pani, która w moim mieście zajmuje się organizowaniem łowów kocic do sterylizacji. - W sprawie małych kotów nic ci nie pomogę - napisała w emalii. Jest ich za dużo. Mogę ci podrzucić klatki łapki do wyłapania kocic. Działaczka od regulacji urodzin podała mi także namiary na lecznice weterynaryjne, które takie zabiegi przeprowadzają na koszt miasta. Oczywiście mam także w planie doprowadzić do sterylizacji działkowych kotek, ale z tym muszę jeszcze się wstrzymać. Sama po prostu nie dam rady "zapolować" na nie. Poza tym kocie matki karmią jeszcze swoje dzieci. Rzutem na taśmę wykonałm jednak telefon do jednej ze wskazanych przez panią lecznic. Dowiedziałam się, że powinnam otrzymać zaświadczenie z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, że bezdomniakami sie opiekuję. Potem dokument ten powinnam okazać w Urzędzie Miasta, a nastepnie dostarczyć potwierdzony kwit do lecznicy wraz z kocicami. Zadanie trudne do wykonania, zważywszy, że moje próby skomunikowania się z TOZ-em już przerabiałam. Lekarka z lecznicy, do której zadzwoniłam - obiecała, że moje telefoniczne namiary przekaże wyspecjalizowanym w tym zadaniu - "łowcom" kotów. Mam czekać na odzew. Acha! Udało mi się skontaktować z wiceprezeską TOZ-u. Gdy zadzwoniłam - pani Ewa akurat była na dużurze. Ustaliłyśmy, że w najbliższy poniedziałek o godz. 12.oo mam się tam pojawić. Znowu będę goniła w piętkę. O godzinie 14.oo w drugim końcu miasta mam być u lekarza. Może przy okazji mojej bytności w TOZ-ie uda mi się wydębić trochę karmy dla bezdomniaków. Nie będę ukrywać, że jestem bardzo zmęczona i coraz bardziej zniechęcona.

                                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nadzieja umiera ostatnia.

piątek, 13 czerwca 2008 11:28

           Mój optymizm dotyczący szansy uratowania całej piątki kociaków powoli zaczyna wygasać. Mimo medialnego wręcz nagłośnienia sytuacji bezdomniaków na blogach - odzew jest prawie zerowy. Zastanawiam się -dlaczego. Oczywiście nie mogę ignorować wielu ciepłych słów, jakie padają pod adresem moim i kociaków, ale sytuacja realnie zakrawa na ewidentny pat. Prawda, acz bolesna, jest taka, że kociaki (poza dwoma buraskami) albo pozostaną na działkach i będa prześladowane przez złych ludzi, albo będę musiała zapakować je do koszyka i wywieźć do schroniska. Jest takie powiedzenie, że każdy dobry uczynek spotka zasłużona kara. Może powiedzenie pachnie cynizmem, ale ileż jest w nim słuszności. Brutalnej słuszności. Chwyciłam się dziś jeszcze jednej deski ratunku. Zamieściłam komunikat w sprawie ewentualnej adopcji maluchów na forum.miau.pl.  Zrobiłam to, ponieważ każda, nawet nikła szansa, powinna być wykorzystana. Nie mam jednak złudzeń. Kocie forum aż pęka w szwach od takich rozpaczliwych komunikatów. 

              Na zakończenie dodam, że głupota "opiekunki" Pięknego Maniusia, czyli ojca kociaków jest, niestety, wręcz powalająca. "Urocza" pani Basieńka unika mnie jak zarazy, co już zakrawa na śmieszność. Wczoraj, gdy czekałam na autobus w kierunku mojego osiedla - osoba ta stała tuż obok mnie i konsekwentnie udawała, że mnie nie zna. Przyznam, że i ja zachowałam się podobnie. Dlaczego? Ano dlatego, iż moje próby poruszenia serca tej paniusi okazały się zupełnie nieskuteczne. Trudno. Pewnie nie pierwszy to i nie ostatni raz w moim życiu. 

                             

                                                                                                Wasza ciotka.   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Koty depczą żyto...

wtorek, 10 czerwca 2008 11:01

         Staram się utrzymywać w tajemnicy obecność kociej ferajny na działce, ale koty, jak to koty. Siedzenie na ganku altany i jej najbliższych okolicach ani im się śni. W najbliższym sąsiedztwie mojej "posiadłości" jest dorodny łan żyta, który to łan stanowi kryjówkę dla kociej gromadki i jej mamuś. Sąsiadująca z moją działka jest zapuszczona do niemożliwości, a jej właścicieli nigdy na niej nie ma. Koty oczywiście korzystają z tej okazji, ale żytko, które urosło nad podziw wysoko, jest... przez kociska tratowane - jak zauważyła jedna z działkowych "miłośniczek" tych zwierząt. Jedna z sąsiadek, która jest chyba największym wrogiem kotów, bo jej, za przeproszeniem, ... srają na uprawy, już nawet nie odpowiada na moje - dzień dobry. S...ł ją, za przeproszeniem, pies. Flaga mojego pojednania z pania Basią, czyli "opiekunką" tatusia kociąt, też na niewiele się zdała. Pani Basieńka na mój widok nadyma się jak nadmiernie napompowany balon i aż się dziwię, że nie pęknie. Wczoraj na moje powitanie baknęła coś pod nosem i szybko uciekła w głąb swojej działki.

          Wczoraj na działce miałam gościa. Wielki jeż sprawdzał, czy zostały po kotach jakieś resztki jedzenia. Wystawiłam mu mleko, które wypił z wielkim apetytem. Obecność jeży na działkach nie jest czymś wyjątkowym. Jakiś czas temu napisałam na ten temat wierszydełko pleciugowate, a jego bohaterem   był mały, kolczasty jeżyk...

                                  W słoneczne popołudnie

                             - pewnie nie uwierzysz -

                             przydreptał do mojej altany

                             mały, kolczasty jeżyk.

                             Popatrzył na moją kotkę

                             i wypił miseczkę mleka.

                                Wracaj jeżyku do norki.

                            Mama na ciebie czeka.

            To tyle na dzisiaj. Zauważyłam, że koci blog jest coraz liczniej odwiedzany i z tego się bardzo cieszę. Być może wśród gości znajdą się także ci, którym los działkowych kociaków nie będzie obojętny, a trójka niebieskookich budrysków trafi w końcu do przyjaznych domów.

                  

                                                                                       Wasza ciotka.

 

           


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Co się nie robi... dla kotów.

niedziela, 08 czerwca 2008 18:16

          Wczoraj postanowiłam, że na działkę będę chodzić każdego dnia dwukrotnie. Kociaki rosną i muszą częściej dostawać jedzonko. Stare kocice - co prawda - jeszcze je karmią, ale zauważyłam, że jedna z nich opuszcza się w swych macierzyńskich obowiązkach i do altany zagląda rzadko. Na szczęście wszystkie kociaki jedzą już samodzielnie. Gotowane i rozdrobnione mięso z indyka bardzo im smakuje.

Gdy poszłam dziś przed południem do ogrodu, cała piątka rzuciła się na jedzenie a potem baraszkowała na wybiegu, by potem wleźć w komplecie do budki i zasnąć. Widok tych puchatych kulek, gdy we śnie tulą się do siebie, jest przepiękny. Acha! Zapomniałam napisać, że dwa buraski w okularkach weźmie do siebie nasza ukochana Ismena. Czyli - gdyby ktoś z Was miał ochotę na te kociny - w zasadzie należą one już do naszej Poetki Naczelnej.    Mam nadzieję, że również poszczęści się trzem czarnym pumom o niebieskich oczach. Jednego z nich prawdopodobnie zaadoptuje Justynka z Maćkiem, ale to jeszcze nic pewnego.

          Dzisiaj także zrobiłam coś, czego nigdy po sobie bym się nie spodziewała. Otóż na swojej działce była pani, która kiedyś wywaliła z domu Pięknego Maniusia - ojca burasków. Postanowiłam zagrać va bank. Obydwa okularniki wzięłam na ręce i... złożyłam wizytę pani Basi. - Przychodzę w pokojowych zamiarach - rzekłam na wstępie wchodząc na jej terytorium. - To są dzieci Maniusia - dodałam. - Tak??? - pani Basia zrobiła wielkie oczy. - A skąd pani wie? Geny - pani Basiu. Czyż tego nie widać?  Dalej już rozmowa o kociakach potoczyła się gładko. Pani Basia nawet potomstwo Pięknego Maniusia wzięła na ręce. Chyba kociaki jej się podobały. Jednym słowem - nastąpiło zawieszenie broni między mną i panią Basią. Dla dobra maluchów wybaczyłam tej kobiecie, że tak brzydko obeszła się kiedyś z ojcem maleństw, czyli przepięknym marmurkowym kotem. Trzeba przecież jednoczyć siły i środki, by uchronić kotki od złego, które na działkach wcale nie śpi. O tym także rozmawiałam z panią Basią.

           Gdy skończyłam podlewanie działki, z nieba lunął rzęsisty deszcz, tak wyczekiwany przez wszystkich. Atmosfera na działkach oczyściła się bardzo. Dosłownie i w przenośni.

        

 

                                                                            Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jak Wam się podobają?

piątek, 06 czerwca 2008 23:40

          Dzięki wspaniałej i co ważne - skutecznej pomocy Donwinki, która prowadziła mnie za rękę, udało się wstawić zdjęcia kociaków. Teraz już wiecie i widzicie - jakie cudowności mieszkają na ganku mojej altany. Jednego z tych burasków w okularach już nie ma, ale te dwa też są przecież piękne, że nie wspomnę o niebieskookich brunetach, lub brunetkach w ilości sztuk trzech, bo płci jeszcze nie rozpoznałam.

                                         

                         

           Głęboko wierzę, że kociny znajdą przytulne domki, gdzie będą kochane. Pragnę także bardzo podziękować Maćkowi, który fotki wykonał i zamieścił na swojej stronie. Justynko! Masz fajnego faceta. O Twoich licznych walorach już nawet nie wspomnę, ponieważ musiałabym w kółko się powtarzać.

                                                                                             Wasza ciotka.

                                                                                                 

                                                                                                       

                      

                          


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  116 284  

Czasu żal...że ucieka.

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 116284
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1572
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3816 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl