Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Koty są cwane

sobota, 30 maja 2009 14:04
O cwaniackiej naturze kotów napisano już tomy. Te inteligentne zwierzaki potrafią radzić sobie w różnych sytuacjach, o czym miał okazję przekonać się każdy posiadacz kota. Ale do rzeczy. Pamiętacie zapewne niemiłą przygodę z kocim oseskiem, podrzuconym mi do altany przez jedną z dzikich kotek. Po tym wydarzeniu na wszelki wypadek pozostawiłam uchylone okienko w altanie, bo nie byłam pewna, czy pod wersalką nie ma jeszcze innych kocich osesków. Pomyślałam sobie, że kocia matka, słysząc ich ewentualne miauczenie, wyniesie kociaki na zewnątrz. Dzikiej kotki już nie wiedziałam od tamtego wydarzenia. Kociaków też nie. Po prostu cała ferajna zniknęła - o czym pisałam. Nawiasem mówiąc - Pięknego Maniusia też nie widzę od dłuższego czasu. Tego ślicznego kota jest mi żal najbardziej.
Gdy w czasie padającego deszczu udałam się wczoraj na działkę, mimo że pogoda nie sprzyjała robotom polowym, zdecydowałam "coś" na działce porobić, czyli dokonać cięć pielęgnacyjnych. W tym celu weszłam do altany, by w stosowne narzędzia się uzbroić. Weszłam do altany i co zobaczyłam? Na wersalce rozwalał się kot... Czyli mówiąc prościej - uchylone okienko znalazło swoje zastosowanie. Kot oczywiście zwiał na mój widok tą samą drogą, którą tutaj dotarł, ale teraz już wiem, że w sytuacji zagrożenia (gołębiarz i inni działkowicze tępiący koty) moi podopieczni mają w altanie pewne schronienie. Okienka postanowiłam nie zamykać. Złodzieje i tak się przez nie nie dostaną do środka, a poza tym oprócz zdezelowanej kosiarki w altanie nie mam żadnych skarbów.
Acha! Dawno nie wspominałam o pani Olchowej, a właściwie o jej wytrzebionej z olch działce. Otóż działka pani Olchowej przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Istna puszcza amazońska. Trawa nie dotknęta ostrzem kosiarki urosła do niebotycznych rozmiarów. Po prostu "miło" popatrzeć - jak się marnuje kawałek ziemi, darowanej Olchowej w ubiegłym roku przez zarząd działek na czele z prezesem. Tylko tej sławojki żal, co to ją prezes łącznie z gołębiarzem rozwalili. Dorodnych, wyciętych przez Olchową drzew też żal, ale na to już nie ma rady. Tylko koty mają uciechę. Mogą ukryć się w gąszczu chwastów i wysokich traw przed wrogami, których nigdy nie brakuje.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nic nowego.

sobota, 23 maja 2009 16:26
Nie składam codziennych relacji z życia działki i działkowych kotów, bo po prostu nie bardzo mam o czym pisać. Może tylko o tym, że ani jednego malucha od ostatniego wpisu nie zobaczyłam. Albo zostały dobrze ukryte przez kocice, albo, co także mogło się stać - wszystkie zachorowały i już ich nie ma wśród żywej, kociej społeczności. I starych kotów jakby nieco mniej po działkach sie kręci. Co prawda - wykładana karma znika, ale jeże też potrzebują jeść. Sroki także.
A zatem - macham do Was - wierni odwiedzacze kociego blogu. Jeśli wydarzy się coś, co warte jest  opisania, natychmiast to uczynię.
Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nowe kłopoty

niedziela, 17 maja 2009 22:46
             Tego się obawiałam. Dzisiaj, już pod wieczór usłyszałam rozpaczliwe miauczenie kociego oseska, które dobiegało zza altany. Kota   nie było, ale przeszukałam okoliczne zarośla. Najpierw usłyszałam wściekłe fukanie starych kocic, po chwili zobaczyłam dwa buraski. Obydwa mają bardzo zainfekowane oczy i właściwie na te swoje ślepka już nie widzą. Mimo protestów kocic wzięłam maluchy na ręce by jednak zakroplić im ślepia antybiotykiem. Obawiam się, że koci katar poczynił już takie postępy, że maluchów nie da się uratować. Jutro, jeśli uda mi się je złapać, zaniosę je do "Psiej kości", czyli zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej. Może da się jeszcze coś zrobić. Okazuje się, że w krzakach są też trzy kociaki innej kotki, które też były na ganku altany. Miejsce to znajduje się na granicy dwóch działek i właściwie maluchy są narażone na niebezpieczeństwo jednocześnie z dwóch stron. Poza tym kocia choroba też je z pewnością dopadnie. Stykają się w tych zaroślach z zainfekowanymi buraskami. Zobaczymy, co jutro da się zrobić.

NASTĘPNEGO DNIA.
            
            Gdy dziś przed południem przyszłam na działkę, po kotach nie było śladu. Prawdopodobnie zostały przez kogoś przepłoszone. Czyli kuracja antybiotykowa nie może być kontynuowana. Przeżyłam jednak coś bardziej stresującego. Wczoraj wieczorem wydawało mi się, że słyszałam miauczenie kociaka tuż za altaną.  Myliłam się. Dzisiaj rozpaczliwe miauczenie usłyszałam... w altanie. Okazało się, że jedna z kocich matek bodajże wczoraj ukryła swoje dziecko we wnętrzu altany pod wersalką. Musiała wykorzystać moment mojej nieuwagi i to że drzwi były uchylone. Kocię przez przeszło dobę siedziało pod wersalką, a kocica nie mogła się do niego dostać. Dzisiaj znowu usłyszałam rozpaczliwe miauki i już zbierałam siły by wersalkę przesunąć i kociaka spod niej wyciągnąć, gdy zorientowałam się, że kocina jest w zasięgu mojej ręki. Udało mi się go wyciągnąć. Położyłam maleństwo w kocim kojcu na ganku i oddaliłam się na bezpieczną odległość, zastanawiając się jednocześnie - co będzie jeśli matka po kociaka nie przyjdzie. Gdy po chwili wróciłam na ganek - kociaka już nie było. Został zabrany przez rodzicielkę. Uffff!

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Koty wiedzą swoje

piątek, 15 maja 2009 11:37
            Wielkie zgromadzenie małych kotów na ganku altany trwało tylko dwie doby. Gdy wczoraj pojawiłam się na działce, z całej piątki był tylko jeden. Pozostała czwórka znowu została przez kocice wyniesiona w niewiadomym kierunku.  Zaczęłam obawiać się, że ta mała, bura kociczka, którą zastałam na ganku, została porzucona przez matkę (tę dziką kotkę). Gdy zabrałam się do koszenia trawy, usłyszałam głośne miauczenie dzikiej mamuśki. Ta cholernica przyszła zabrać swoją własność... Nie przeszkadzałam jej w tym zadaniu. Kocię usłyszawszy wołanie, wylazło z ganku i oczywiście zostało zabrane przez dziką kotkę. Dokąd? O tym wie tylko kocia matka. Zachowanie kocich matek utwierdza mnie w przekonaniu, że po działce ktoś buszuje gdy mnie tam nie ma. Przecież koty dały mi do zrozumienia, że moja obecność im nie przeszkadza.  Wczoraj zostawiłam jedzenie w miskach, nalałam mleka i tylko tyle mogłam zrobić. Mam nadzieję, że dwukrotnie podany antybiotyk choremu maluchowi wystarczy, by kociak wyzdrowiał.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przychówek

środa, 13 maja 2009 0:15
            Zbliża się północ, a ja zamiast iśc spać, nie mogę ochłonąć z wrażenia. Gdy późnym popołudniem przyszłam na działkę, moją uwagę zwróciło miauczenie małego kociaka. Szybko zorientowałam się, że ów miauk należy do dziecka tej dzikiej, burej kotki, co to parkę swoich dzieci nowo narodzonych z ganku zabrała i gdzieś ukryła. Ta cholernica dzisiaj mi je podrzuciła! Kociaki są śliczne i bardzo podobne do Pięknego Maniusia, jednak nie wiem, czy się uchowają, ponieważ jeden z nich jest prawdopodobnie zainfekowany kocim katarem. To jeszcze nie koniec niespodzianek, jakie mnie dziś spotkały. Wysoko na szafie na narzędzia stoi sobie torba do transportowania kotów. Była ona zimą niezłym schronieniem przed chłodem dla bezdomniaków. W torbie też są trzy małe kociaki, ale jeszcze nieporadne i ślepe. To prezent od innej kotki, ale nie tak dzikiej. W sumie jest ich na ganku pięć.  Zamiast wracać z działki do domu o przyzwoitej godzinie, pogalopowałam do zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej po receptę na antybiotyk. Jeśli maluch z kocim katarem lekarstwa nie dostanie, jego los będzie przesądzony. Pozostałych kociakiaków też. Przy okazji wizyty w lecznicy otrzymałam propozycję nieodpłatnego wysterylizowania przynajmniej jednej z dorosłych kotek - tej bardziej oswojonej.
              Mam nadzieję, że kociaki uda się zachować przy życiu.   A gdy już podrosną, będziemy szukać dla nich domu. Do dzisiejszego dnia na działkę chodziłam co drugi dzień. Od jutra będę tam pojawiać się codziennie. Nie mam wyjścia, bo ten typ juz tak ma.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Może spadnie deszcz

poniedziałek, 11 maja 2009 16:40
Podobno stronami przewalają się burze. U nas w centralnej nie raczą się pojawić. A przecież maj bez wiosennej burzy to jak kogut bez grzebienia. Piszę i wyglądam tęsknie przez okno, bo bez deszczu nie ma życia. Moje błagania o deszcz będą jednak chyba wysłuchane przez niebiosa. Niebo nad moim osiedlem ma aktualnie kolor ołowiu. Nawet spadło już kilkanaście kropel deszczu, ale na prawdziwą burzę się nie zanosi. Moje modły o deszcz mają swoje konkretne powody. Gdy spadnie, nie będę musiała dziś pędzić na działkę by rośliny podlać. Nie będę ukrywać, że bardzo nie lubię tej czynności, a właściwie całego tego obrządku, związanego z podlewaniem. Wyciąganie węża, rozwijanie go, a następnie lanie wody to dla mnie najbardziej przykra czynność w ogrodzie. Przy okazji podlewania zawsze muszę się oblać strumieniem wody, gdy zamiast koncentrować się na tym, co robę - myślę o niebieskich migdałach. Możecie powiedzieć, że są jeszcze inne narzędzia do podlewania, np. konewka. Podlewania konewką też nie lubię, bo trzeba użyć do tej czynności sporo siły fizycznej, że już nie wspomnę o krzywieniu kręgosłupa. A moje piękne rośliny potrzebują wody jak słońca i powietrza. Ech...
I znowu spoglądam w okno. Jednak pada i to rozpadało się całkiem, całkiem. Powiem więcej. Nawet nie pada, ale leje. I o to chodzi - moi drodzy. I o to chodzi.
Nie wspomniałam dziś nic o działkowych kotach. Czynię to teraz, bo bez kotów ten blog traci swoją ważność. Otóż Pięknego Maniusia nie widziałam już pewnie od dziesięciu dni. Może się wyniósł w bezpieczniejsze rewiry. Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało. Weteranka odwiedza moją działkę od czasu do czasu, ale raczej sporadycznie. Wczoraj pojawiła się dzika mamuśka o tych dwóch maluchów, ale natychmiast uciekła. Zagląda za to na ganek inna bura kotka, bardziej oswojona i łaskawa. Nawet daje się pogłaskać. Koto-Żbik też nie zagląda na jedzenie. Może to wiosna sprawiła, że bezdomniaki radzą sobie same w zdobywaniu pożywienia.
Jeśli idzie o sprawy nie dotyczące kotów - jedna z nowych posiadaczek działki sąsiadującej z moją została dokładnie obrobiona przez złodziei. Nawet nie pomogło założenie na drzwi altany zamku typu gerda. Musiał ich jednak ktoś wypłoszyć. W pośpiesznej ucieczce z działki zostawili całkiem pokaźny łom. Ja tam zamków na swoje drzwi nie zakładam. Wywiesiłam natomiast ogłoszenie: "W altanie bytują osy i szerszenie. Wchodzisz na własne ryzyko". Chyba skutkuje, ponieważ włamania nie miałam już od kilku lat. I oby tak dalej.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Owadzie perszingi.

wtorek, 05 maja 2009 9:52
Moje przypuszczenia, że latoś szerszenie obrodziły wyjątkowo licznie, jednak się potwierdzają. Gdy po walce z "domowym" szerszeniem udałam się na działkę, ku mojej rozpaczy zauważyłam, że jeden taki egzemplarz właśnie próbował zaanektować ganek mojej altany. Szczelina w poddaszu okazała się dla niego na tyle atrakcyjna, że z uporem maniaka krążył wokól niej, wywołując we mnie uczucie lekkiej paniki. Gdy jednak odleciał, szczelinę zlikwidowałam, ale przecież nie jest to jedyna szczelina w altanie. Gdy w ubiegłych latach osy upatrzyły sobie moją letną rezydencję by gniazda w niej zakładać, używałam kadzidełek w celu ich wystraszenia. Im zapach był intensywniejszy, tym szybciej owady te opuszczały moje terytorium, ale to były zwyczajne osy, a nie szerszenie. W tym roku nie pozostało mi nic innego, jak zastosować silnie działający środek chemiczny przeciwko owadom latającym. Mam nadzieję, że środek ten skutecznie zniechęci szerszenie do odwiedzania altany.
W sprawie kotów działkowych nic szczególnego się nie dzieje. Kocia mamuśka nie pojawia się już wcale. Jedynym kotem, który przychodzi do mojego ogrodu, jest Weteranka, ale ta stara kocica jest stworzeniem wyjątkowym.
Na działce zakwitły już konwalie, a za chwilę zacznie się pysznić swoimi niesamowitymi barwami azalia.Gdy kwitnie - to tak jakby cały krzak płonął. Jest po prostu piękna.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 152  

Czasu żal...że ucieka.

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114152
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl