Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Kociątka.

sobota, 31 maja 2008 0:44

            Nie ma chyba nic milszego, jak obserwowanie kocich maluszków. Altanowa ferajna będzie miała za kilka dni pierwszy miesiąc życia. Wszystkie kociaki są bardzo urodziwe, a szczególnie te z nich, które mają... okulary. Obie matki wyprowadziły swoje maleństwa ze styropianowej budki i puszyste kulki baraszkują na wybiegu. Zauważyłam, że obydwie kocice karmią jednocześnie wszystkie sześć kociaków, a nie tylko swoje. Maluszki najpierw ssają matkę, a potem mamkę i na odwrót. Jestem pełna podziwu i uznania dla kocic, które cierpliwie znoszą taką liczną ferajnę, która coraz bardziej rozrabia. Dzisiaj, będąc na działce, nie mogłam się doliczyć szóstego kociaka. Obawiałam się, że mogło się stać coś złego. Okazało się, że jeden z nich po prostu wypiął się na cały świat i gdy pozostała piątka pożywiała się matczynym mlekiem, ten indywidualista spał sobie spokojnie w budce. Acha! Kocie matki nareszcie doszły do wniosku, że trzeba mi zaufać i pozwalają zbliżać się do maleństw. Ach! Jak bardzo bym chciała, by wszystkie maluchy znalazły domki. Nie będzie to łatwe. Oj! Nie będzie.

          Dzisiaj znowu byłam pod zamkniętymi na kłódkę, drzwiami Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Miałam nadzieję, że może tym razem uda mi sie wydębić trochę karmy. Niestety. Moja wyprawa do śródmieścia była bezowocna. Wychodzi na to,że działacze TOZ-u nie przejmują się specjalnie posłannictwem niesienia pomocy bezdomnym zwierzakom. Karma dla kotów, to jeszce pół biedy. Zawsze można ja kupić w sklepie. Jest jednak kolejny problem. Aby oddać kocice do bezpłatnej sterylizacji, będę potrzebowała zaświadczenia z TOZ-u, że bezdomniakami się opiekuję. Jak wspomniałam - drzwi do tej instytucji są zamknięte na trzy spusty, więc zaświadczenia takowego nie ma mi kto wystawić. Mam nadzieję, że w końcu sprawę uda mi się załatwić.

          W najbliższą środę na działkę obiecała przyjechać Justynka. Maluchom trzeba porobić zdjęcia. Jest to potrzebne do podjęcia starań adopcyjnych. A co do sytuacji w TOZ-ie, będę jednak musiała zadzwonić do pana Jana i poradzić się, jak wydębić to cholerne zaświadczenie. O resztę będę się martwić później.

                                                                                              Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nie takie bryły przed nami były.

wtorek, 27 maja 2008 16:06

         To powiedzenie mojej koleżanki często powtarzam sobie, gdy mam problemy. Ale także to powiedzenie stało się powodem do gafy, jaką strzeliłam nieopatrznie przedwczoraj. Otóż pamiętacie zapewne, drodzy moi, wizytę Waszej ciotki w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami, a właściwie pod jego drzwiami. Ci z Was, którzy czytali tamtą notatkę, pamiętają też zapewne, że wkurzona sytuacją, zadzwoniłam do jednego z działaczy Towarzystwa. Do szczegółów odsyłam kilka wpisów wstecz. Przedwczoraj także wykonałam telefon do tego pana, by sprawdzić, czy poradził sobie ze skombinowaniem wózka inwalidzkiego. Tu muszę wyjaśnić, iż uroczy pan nosi piękne nazwisko Bryła. Gdy w rozmowie naszej poinformował mnie, że wózek już ma - skomentowałam sprawę przysłowiem koleżanki - Nie takie bryły przed nami były. Dopiero po naszej rozmowie zorientowałam się, że ćwierkając do telefonu, popełniłam lapsus lingwa! Pan przyjął moje klapnięcie ozorem z powagą i zrozumieniem. Całe szczęście. Widocznie człowiekowi nie brakuje poczucia humoru. Ważne jest to, że mimo rekonwalescencji po operacji - swoją deklarację odwiedzenia mnie na działce podtrzymał. Co do mnie - cieszę się ogromnie. Możecie sobie wyobrazić - jak będą się cieszyć z tej wizyty działkowe kociska. Być może - że po odwiedzinach pana Jana ich los będzie jeszcze lepszy niż dotychczas. Mam taką nadzieję.

          Drogi Kazu, który jak nikt inny, potrafisz fotografować koty! Pozdrowienia dla nich przekazałam. Ucieszyły się bardzo. Także mają nadzieję, że, że zawitasz do nich na małą sesyjkę zdjęciową, jak trochę podrosną.

                                                                                                     Ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Sprawiedliwości stanie się zadość.

sobota, 24 maja 2008 19:56

         Moja blogowa koleżanka - Ismena - napisała dziś świetną rozprawkę na temat istoty sprawiedliwości. Zainteresowanych tematem odsyłam pod wskazany adres. Nie bez powodu jednak przywołuję tutaj Ismenę, pnieważ temat subiektywnego podejścia do sprawiedliwości  sam wpadł mi w ręce. Otóż, gdy byłam po południu na działce - dowiedziałam się, że to nie ja będę kontrolowana przez wysoką komisję w sprawie oceny stanu działek, ale... ja będę kontrolować. Zarząd naszych działek przypomniał sobie, że jestem członkiem komisji rewizyjnej i w składzie gremium kontrolującego powinnam być. Nie powiem, że z takiego obrotu sprawy jestem niezadowolona.  Przecież zawsze lepiej jest kontrolować niż być kontrolowanym. Dlaczego piszę o tym na Kici, kici? Ano dlatego, że póki co - małym kociakom, mieszkającym na ganku mojej altany - krzywda stać się nie może.  Nie ma prawa!

                         

                                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Teraz się pewnie wyda...

czwartek, 22 maja 2008 12:25

         Gdy wchodziłam przedwczoraj na teren działek, zaczepił mnie gospodarz. - Halo! -  pan N. ożywił się na mój widok. - W przyszłym tygodniu będzie kontrol - rzucił od niechcenia i zajął się pieleniem rabatki. - Nie pierwsza i nie ostatnia - odparłam, choć nie powiem, bym była z tej lakonicznej informacji zadowolona. Koty nie są tymi stworzeniami, które działkowcy lubią najbardziej. Jak ta cała komisja kontrolująca wykryje,że mam na ganku swojej altany sześć kocich osesków - mogę mieć nie lada problemy. Zobaczymy za kilka dni.

        Wczoraj mimo ulewnego deszczu poczłapałam do ogrodu, by sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Stare kocice przywitały mnie z entuzjazmem. Były chyba bardzo głodne. W kocim domku bez zmian. Na razie - jak sprawdziłam - wszystkie maluchy mają się dobrze. Bodajże trzy z  nich już widzą. Śpią wtulone  jeden w drugiego i wzajemnie się ogrzewają. Dobrze, że nie rozebrałam jednak budki z nastaniem ciepłych dni. Styropianowe ścianki skutecznie izolują kociaki od potwornej wilgoci, jaka panuje w ogrodzie.

        Wczoraj złożyłam wizytę "moim" weterynarzom. Chodzi o sterylizację kocic, gdy już wykarmią i odchowają swoje dzieciaki. Otrzymałam kilka cennych informacji i adresów lecznic, które te zabiegi przeprowadzają bezpłatnie. Muszę się z nimi skontaktować, bo jak powiedział pan Marcin - kocice po odchowaniu małych mogą natychmiast znowu zajść w ciążę. - Kto ma  pieniądze, ten może wysterylizować kotki w naszej lecznicy - skwitował naszą rozmowę. Ja ich, niestety, nie mam w nadmiarze, o czym weterynarz dobrze wie.  Acha! Ojciec tej licznej gromadki, czyli Piękny Maniuś zniknął z działek. Maniuś jest kotem oswojonym i do ludzi lgnie. Obawiam się, że stało się coś złego. I tak na dobrą sprawę - nawet nie mogę zapytać o Maniusia jego "właścicielkę". Ta głupia baba unika mnie jak ognia. Jedzenie dla kotów jednak wystawia.

        To było by na tyle w sprawie życia na działce. Muszę dodać, że jestem bardzo wzruszona licznymi dowodami zainteresowania losem kotów, które to dowody zostawiacie na kocim blogu. Bardzo mi potrzeba Waszego wsparcia i otuchy. A zatem - dzięki Ci Ewuniu z dalekiej Japonii! Dzięki Ci Basiku za ciepłe słowa. I Tobie dzięki Ismeno, która znajdujesz czas, by koty moje tutaj odwiedzić. Jednym słowem - dziekuję wszystkim wrażliwym istotom, zostawiającym na Kici, kici ślad swojej bytności.  

                                                                                        Wasza ciotka.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Siurpryza.

poniedziałek, 19 maja 2008 20:35

         Jak by   było mało kłopotów ze zdobywaniem karmy dla dziczek, to w sobotę spotkała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Zaniepokojona tym, że nie mogłam odnaleźć trzeciego kociaka, rozebrałam częściowo budkę, w której oseski są pochowane. Po prostu zdjęłam sufit skrytki, by zobaczyć - co dzieje się w środku. Moim zdumionym oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewałam. W kojcu spały sobie w najlepsze cztery kociaki, nie licząc tych dwóch, które już widzą na oczy i akurat były na zewnątrz budki. Czyli razem jest sześć maluchów. Widocznie dzikie kotki wydały na świat swoje potomstwo jednocześnie - stąd ich jednoczesne rejterady z budki na odgłos moich kroków. Nie powiem, aby z tego powodu była szczęśliwa. Sześć kociaków to problem znalezienia dla nich domu, pomnożony przez sześć razy. Zadzwoniłam do Justynki z tą "radosną" wiadomością. - Proszę się nie martwić - powiedziała. - Dla jednego maluszka domek już mam. A potem zobaczymy co jeszcze da się dla nich zrobić. Koleżanka, która  w sobotę złożyła mi wizytkę i na działce ze mną była, tak się wzruszyła sytuacją, że odpaliła  mi 20 zł na żarełko dla kotów. Jeszcze w sobotę popędziłam do supermarketu i przytargałam 2 kg suchej karmy. Acha! I jeszcze jedno. Od kilku dni nie widzę na działkach Pięknego Maniusia. Oczywiście martwię się o niego, ale z drugiej strony ma to swój plus. Wiecznie głodny kocur nie podżera mi jedzenia wykładanego dla karmiących kotek. Dzisiaj, gdy byłam na działce, zauważyłam, że bezczelna sójka wlatuje na ganek i żywi się kocią konserwą. Robi to bardzo sprytnie. Zawsze wiedziałam, że sójki to wyjątkowo inteligentne ptaki. Po ulewnych deszczach, jakie przeszły nad moim miastem, uaktywniły się w ogrodzie te okropne ślimaki bezskorupowe. Jest ich zatrzęsienie. Włażą nawet na koci wybieg. Wczoraj, w czasie ulewnego deszczu uratowałm żabę trawną, która wskoczyła do mojego mini oczka wodnego i nie potrafiła sama wyleźć. Pewnie by się biedaczka utopioła. Teraz ma drewniany pomościk, z którego - gdyby co - może wydostać się ze zbiorniczka.

          To tyle, co mam Wam do powiedzenia w sprawie bieżącej sytuacji na działce.

                                                                                                   Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Jak pech, to pech.

piątek, 16 maja 2008 16:37

         Mimo wielu utrudnień w poruszaniu się po moim mieście z powodu mega remontu dróg - do siedziby Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami - z kłopotami, ale jednak dotarłam. Sęk jednak polegał na tym, że w TOZ-ie nikogo nie zastałam - mimo,że w piątki powinien ktoś z działaczy dyżurować. Na "łaskawców" czekała także inna pani, która przywlokła się tutaj z odległej dzielnicy mojego miasta. Oczywiście także po darmową karmę dla bezdomnych kotów. Gdy jakiś czas temu byłam tu po raz pierwszy - otrzymałam wtedy od dyżurującego inspektora od zwierzaków numer jego komórki - "jak by co...".  Wkurzona dzisiejszą absencją aktywu zwierzęcych opiekunów - do pana inspektora zadzwoniłam. Okazało się, że ten, bodaj, jedyny aktywny działacz właśnie wyszedł ze szpitala po poważnej operacji i w związku z tym w TOZ-ie nie będzie przez dwa miesiące dyżurował. Przy okazji zwierzył mi się, że poszukuje wózka inwalidzkiego, odpowiedniego do wożenia jego potężnej postury. Dowiedziałam się także, iż wózek skrojony na jego miarę, kosztuje około jednego tysiąca zł, a na taki wydatek sympatyczny inspektor od zwierzaków pozwolić sobie nie może. Obiecałam rozpytać tu i ówdzie, by człowiekowi pomóc, bo chyba jest tego wart. Darmowego żarcia dla działkowych kotów nie mam, ale za to mam zadanie - o którym właśnie Wam napisałam. Korzystając z okazji bycia w śródmieściu - wdepnęłam także do innego Towarzystwa opieki nad zwierzętami. Na drzwiach jego siedziby zastałam kartkę takiej treści: "Od 12 maja wydajemy karmę tylko dla psów."  A koty - proszę państwa - to, za przeproszeniem, pies? Chyba też im się coś od życia należy. Widocznie jednak jestem w błędzie i niech już tak zostanie.

                                                                 Wasza wkurzona ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Już wychodzą!

piątek, 16 maja 2008 8:29

         Oczywiście chodzi o małe kociaki, które są coraz bardziej aktywne. Mimo,że są jeszcze ślepe - od czasu do czasu wyłażą z budki na ganek. Kocice uważnie obserwują te małe, puchate kulki, które w swojej niezborności są rozczulające. Wydaje sie, że najmocniejszy jest ten, które pierwsze dni swojego życia spędził w tekturowej walizce pod gankowym stołem. Za kilka dni ta kocia czeredka powinna już widzieć na oczy. Dzisiaj jadę do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami wyżebrać jakąś karmę. Mam nadzieje, że mi sie to uda. Kocie potrzeby będą teraz rosły w coraz szybszym tempie. Także te - związane z karmieniem. Trzymajcie za mnie kciuki i za kociska też.

                                                                                                     Wasza ciotka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kocich zmyłek ciąg dalszy.

niedziela, 11 maja 2008 22:53

         Oczywiście na działce jestem codziennie, bo roboty przybywa, a poza tym karmiące matki muszą dostawać regularnie jedzenie. Napisałam - matki - ponieważ w dalszym ciągu nie wiem, czy matki są dwie, czy może jedna z nich to matka, a druga - ciotka. W każdym razie obie kotki trzymają się razem i o kociaki też dbają wspólnie.

         Każdą swoja wizytę na działce zaczynam od sprawdzenia, czy wszystko jest w porządku i na swoim miejscu. Zrobiłam to także dzisiaj. Po pierwsze - zdziwiło mnie, dlaczego kocice wylazły nie z budki, w której powinny być dwa kociaki, ale z budki trzeciej - właściwie nie zamieszkałej. Zastanowiło mnie to. Okazało się, że dwójka osesków została przeniesiona właśnie do tej trzeciej budki stojącej na ganku altany. Skorzystałam z okazji i budkę - porodówkę wysprzatałam i wyścieliłam na nowo. Sprawdziłam też, co dzieje się z trzecim kociakiem z tekturowej walizki pod stołem. Kocię spało sobie w najlepsze. Jest największy z całej trójki i podobny do Pięknego Maniusia. Uspokojona - wyłożyłam karmę na talerzyki i zajęłam się pielęgnowaniem ogrodu, czyli wyrywaniem chwastów, które rosną jak szalone. Gdy czas było już się ewakuować z działki - jeszcze raz zajrzałam do tekturowej walizki. Potomka - jak mniemam - Pięknego Maniusia, w walizce nie było... Prawdopodobnie któraś z kotek przetransportowała go w inne miejsce. Tylko w które? Jeśli wszystkie trzy kociaki są teraz w tej trzeciej budce, o podglądaniu ich mogę zapomnieć. Mały właz do budki jest na poziomie gankowej podłogi. Nieźle to sobie wykombinowały te "moje" działkowe kocice. Tłok teraz tam musi być niezły, ponieważ ten koci domek ma wymiary taboretu kuchennego i musi pomieścić dwie dorosłe kocice i trzy małe (jeszcze ślepe) kociaki. Myślę jednak, że kocie matki wiedzą co robią.

                                                                                                   Wasza ciotka.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kocie zmyłki.

czwartek, 08 maja 2008 13:44

         Okazuje się, że byłam w błędzie sądząc, że są tylko dwa kocie oseski. Wczoraj zajrzałam do styropianowej budki, ponieważ kocię strasznie się darło. Patrzę ci ja i nie wierzę własnym oczom. Zamiast jednego malca zobaczyłam dwa. Trzeci oczywiście znajduje się w tekturowej walizce pod gankowym stołem. W dalszym ciągu nie mogę ustalić, która w gronie dorosłych kocic jest matką, a kto ciotką. Najwięcej troski o los potomstwa wykazuje jednak ta śliczna, bura kicia o szmaragdowych oczach. Weteranka widocznie spisała już na straty "swój" domek, bo pojawia się tylko od czasu do czasu i tylko po to aby się najeść. Jutro mam jej podać  pigułkę zapobiegającą ciąży. Mam nadzieję, że da się skusić kawałkiem dobrego mięska.

           Dzisiaj mija równo rok, gdy założyłam tego bloga. W związku z tym pozwólcie, że złożę sobie gratulacje z powodu wytrwałości, bo z tym to u mnie jest różnie. Ci z Was, którzy towarzyszą mi w blogowych zmaganiach prawie od początku - wiedzą, że miałam także chwile załamań i zniechęceń, choć i teraz mam czasem wrażenie, że opisywanie historii bezdomnych kotów - to przysłowiowe wołanie kota na puszczy.  Można sobie wołać, ale i tak mało kto usłyszy.

         

                                                                                                 Wasza ciotka.

            


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Przeprowadzka.

wtorek, 06 maja 2008 11:37

         Gdy wczoraj po południu poczłapałam na działkę - nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Otóż w styropianowej budce Weteranki był tylko jeden koci noworodek. A gdzie drugi? Zaczęłam niespokojnie rozglądać się po ganku. Kocice bacznie obserwowały moje poczynania. Co się stało - odkryłam po chwili niepewności. Otóż prawdopodobnie jedna z kotek, matka albo ciotka - wyniosła oseska do starej walizki stojącej pod gankowym stołem, która w czasie zimy była legowiskiem dla Pięknego Maniusia. Widocznie mądre kocice uznały, że w styropianowej budce jest za ciasno. Zaczynam przypuszczać, że maluchy jednak nie są od jednej matki. Prawdopodobnie obydwie kotki urodziły jednocześnie po jednym kociaku, stąd ich wspólna obecność w  budce przedwczoraj, gdy odkryłam - co przyszło na świat. W czasie mojej wczorajszej obecności na działce nie mogłam ustalić - która z kocic wyniosła kociaka w inne miejsce. Obydwie zachowywały sie dość tajemniczo i do walizki nie wchodziły. Mam nadzieję,że ten przeprowadzony kociak będzie dobrze strzeżony przez swoją matkę przed intruzami w rodzaju Pięknego Maniusia i innych kotów, które od czasu do czasu pojawiają się na mojej działce.

          Jak ten czas leci! Za dwa dni Koci Blog obchodzić będzie pierwszą rocznicę swojego istnienia. Tyle się w ciągu roku wydarzyło, że nie sposób tego ogarnąć. A działkowe koty chyba musiały wiedzieć o tej rocznicy, skoro podarowały mi te dwa kocie oseski. Oby tylko kociaki w zdrowiu dożyły następnej rocznicy istnienia Kociego Blogu! Czas pokaże.

                            

                                                                              Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 164  

Czasu żal...że ucieka.

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114164
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl