Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Czas na wiosenne porządki.

poniedziałek, 25 lutego 2008 12:31

         Nie było mnie tu już jakiś czas. No i nie ma się czemu dziwić. Codzienne wizyty na działce. "uprawa" innych moich blogów, rekonwalescencja po chorobie, przesilenie wiosenne itd. i tp. Jednak z kronikarskiego obowiązku donoszę Wam,że "działkowcy" mają się dobrze. Co prawda - suchej karmy, którą dostałam od Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, już prawie nie ma, ale za to sierść moich podopiecznych, także ich humory, poprawiły się bardzo. Zdaje sie,że także styropianowe budki już specjalnie nie są im potrzebne. Za ciepło. Wczoraj myślałam,że pęknę ze śmiechu, ponieważ Weteranka wlazła, co prawda, do swojej "rezydencji", ale tylko w połowie. Widocznie wełniana wata, którą budka jest wyścielona, przestała być Weterance potrzebna. Już teraz wiem, dlaczego z takim uporem kocica usiłowała jej się pozbyć. Piękny Maniuś także nie korzysta już z wygód. Śpi pod iglakiem, a gdy nie śpi - gania za jedną młodą buraską o lazurowych oczach. Ani chybi - kocia miłość.

        Jednym słowem - po zimie życie na działce tętni życiem - że    tak powiem. Wczoraj wzięłam się za robienie porządków. Spod zeschłych liści wyłażą na świat pierwsze wiosenne roślinki. Dzisiejszy deszcz pewnie im w tym jeszcze bardziej pomoże. Acha! Zapomniałam dodać, że przyleciało znajome stado gawronów, które od lat okupuje drzewa na skwerku przed moim blokiem. Hałasu ptaszyska robią co nie miara, konkurując między sobą o lepszą pozycję w kwestii zakładania gniazd na skwerkowych olchach, które właśnie zaczęły kwitnienie. Działkowe kosy też nie próżnują. Ich prześliczne tryle to znak, że wiosna chyba zawitała do nas na dobre.

                                                                                              Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wracamy do rzeczywistości.

sobota, 16 lutego 2008 23:17

        Skoro święto kota mamy już za sobą, czas wrócić do realiów dnia codziennego. Jak zapewne pamiętacie, w dniu wczorajszym byłam umówiona z pania wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Mimo złego zamopoczucia po przebytej infekcji na umówione spotkanie pojechałam. Gdy po godzinie jazdy z moich peryferiów do śródmieścia w końcu dotarłam pod wskazany adres - po pierwsze, mimo że ulice Piotrkowską znam jak własną kieszeń - nie mogłam odnaleźć siedziby Towarzystwa. Gdy mi się w końcu to udało, okazało się (to po drugie) - że pani wiceprezes w TOZ-ie nie zastałam. Musiałam wyglądać jak rozjuszona furia, skoro dyżurujący tam pan wykazał zainteresowanie moim uniesieniem. Powiedziałam o co mi chodzi i właściwie bez dalszych tłumaczeń z mojej strony otrzymałam karmę dla moich "działkowców". Co prawda - jest tego niewiele. Dwa kilogramy brykietów firmy Kitikat, oraz trochę Wiskasa. Ale dobre i to. Przynajmniej przez tydzień moje kociska będą miały co jeść. Musiałam jednak wywrzeć pozytywne wrażenie na "moim" dobrodzieju, bo wręczył mi na zakończenie wizyty prywatną wizytówkę z prośba o kontakt - "jak by co". Poza tym zadeklarował  się z wizytką na mojej działce. Też fajnie. Może nie będę już sama popychać tej kociej bidy. Może. Oczywiście do pani E.N. już nie zadzwonię. Niekorzystna opinia o jej osobie jednak w pewnym sensie ma swoje uzasadnienie. No cóż. Podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a od władzy ludziom w głowie się przewraca. Tylko co z tym wspólnego maja zwierzęta? Wbrew pozorom - bardzo wiele.

                                                                                                      Wasza ciotka.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Z okazji Światowego Dnia Kota.

czwartek, 14 lutego 2008 11:00

                                                         Koniec dnia a'la Gałczyński.

                                  Kończy się dzień. Kotowa szykuje wieczerzę.

                                  Kicia połeć słoninki wiezie na rowerze.

                                  Kocur już się położył. Wnet światło ogarnie

                                  Latarenki przy bramach i duże latarnie.

                                  Wszędzie zabłysną lampy kolorowe.

                                  Na torach i okrętach światła sygnałowe. 

                                   Lampy w szkołach i w sklepach.

                                   Lampy w bibliotekach.

                                   I na wieżach stalowych

                                   I na miękkich rzekach.

                                   Różnych świateł dużo.

                                   I świecznik meluzyna w hotelu "Pod różą"

                                   w Krakowie,

                                   Gdzie na piętrze pod numerem szóstym

                                   Szuka swojego kota Balzaka cień tłusty.

                                   Gdy to wszystko zapłonie

                                   I oczy zadziwi,

                                   W jakiejś bocznej uliczce

                                   dorożkarz sędziwy

                                   Również swoje zapala

                                   Latarnie z kotami

                                   I do chóru je włączy...

                                   A przy każdej bramie już się pięknie świeci

                                   Napis na murze domu - Oddam kocie dzieci.

                                   Teraz świecę zadmuchnij i podaj mi rękę.

                                   Pójdziemy sobie razem przez sznur latarenek

                                   Tą uliczką do góry aż tam gdzie ten balkon.

                                   Tam zostawiłem kota i chciałbym go zabrać.

                          


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Ktoś powinien to odszczekać.

poniedziałek, 11 lutego 2008 14:54

       Skąd się wzięło hasło do odszczekiwania na kocim blogu? Z całkiem banalnych przyczyn. Mój piątkowy telefon do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami jednak spotkał się z odzewem. Dzisiaj zadzwoniła pani wiceprezes z przeprosinami. Jak się wyraziła - jest od lat moją fanką. Gdy powiedziałam, o co mi tak konkretnie chodzi - okazało się,że i z tym nie ma problemu. Na godzinę 12.oo w piątek jestem umówiona w TOZ-ie w celu odebrania żarełka dla działkowców. Ja oczywiście bardzo się  cieszę, ale jeszcze bardziej cieszą się z tego prezentu działkowe koty, którym o telefonie od pani wiceprezes oczywiście powiedziałam. Chyba będę musiała rozważyć na poważnie sprawę wstąpienia do tej organizacji.

                                                                                                  Wasza ciotka.

A rudzielec oczywiście macha tym razem w stronę pani wiceprezes.    Jaka szkoda,że koty nie potrafią szczekać...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie wszystko sie udaje...

piątek, 08 lutego 2008 23:34

        Nie będę ukrywać,że zaczyna mnie martwić przyszły los "moich" działkowców. Nie od dzisiaj wiadomo w mojej okolicy, że bezdomne koty są tępione, a w najlepszej sytuacji przeganiane. Gospodarz mojego kompleksu działkowego ma gołebnik, więc sami rozumiecie, wiecie. Gdy wchodziłam wczoraj na działki - zapytałam go, dlaczego został przez zarząd działek złożony wniosek o wycięcie tych nieszczęsnych olch. Czyli mówiąc prościej - komu one przeszkadzały. Reakcja "pana i władcy" tego terenu była co najmniej dziwna. Dostał furii. Musiałam mu mocno nadepnąć na odcisk. Ciekawe - dlaczego? Pewnie niedługo czas pokaże, co się za tym kryje.

        Takie "podbramkowe" sytuacje zawsze mobilizują mnie do działania. Już jakiś czas temu miałam się skontaktować z łódzkim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami w sprawie działkowych kotów. Powiem szczerze, że jest mi coraz trudniej je wyżywić, nie mówiąc już o lekarstwach, bo i takie są też czasami potrzebne. Wiedziałam,że wiceprezesem TOZ-u jest moja była znajoma - pani E.N. Wieczorem do niej zadzwoniłam, aby zapytać, co może im dać od siebie TOZ. Pani - co prawda - nie wyparła się, że mnie zna, ale odesłała mnie do siedziby towarzystwa, podając numer telefonu. - Proszę zadzwonić jutro około godziny jedenastej i wtedy powiedzieć, o co pani chodzi - usłyszałam. - Teraz nie mam czasu z panią rozmawiać.

      Oczywiście dziś zadzwoniłam. W telefonie odezwała się automatyczna sekretarka: - W sprawach pilnych dzwoń na policję - usłyszałam - lub podaj swój numer telefonu. Oddzwonimy. Tyle automatyczna sekretarka TOZ-u. - Powiedziałam do słuchawki,że jestem umówiona na telefoniczną rozmowę z panią E.N i proszę o kontakt z paną wiceprezes, zostawiając oczywiście swój numer telefonu. Jak myślicie? Był do mnie telefon? Oczywiście że nie. Póżnym popołudniem spotkałam znajomego, który od lat opiekuje się bezdomnymi psami. - Nie spodziewaj się,że ta pani   cokolwiek ci pomoże. Z własnych doświadczeń wiem,że to jest zwyczajne bicie piany. O konkretnej, choćby doraźnej pomocy dla tych kotów nawet nie myśl. Szkoda twoich wysiłków - zakończył. Czyżby Tomek, który zna życie od podszewki jak mało kto, nie mylił się w swoich ocenach?

                                                                             Wasza ciotka.                            .  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

W sprawie olch - ciąg dalszy.

czwartek, 07 lutego 2008 12:34

        Jak osoba uparta, po otrzymaniu informacji w Wydziału Ochrony Środowiska w sprawie decyzji o wycięciu olch, postanowiłam jeszcze raz sprawdzić miejsce wycinki. Pani urzędniczka powiedziała mi,że spółdzielnia mieszkaniowa, do której należy teren, otrzymała zezwolenie na wycięcie dwóch drzew. Na miejscu wycinki - po pięknych olchach zostały jednak nie dwa pniaki, ale... cztery. Zastanawiam się, czy znowu mam dzwonić do urzędników od ochrony środowiska, aby ich poinformować o złamaniu prawa. Po prostu ręce i majtki opadają. Życia tym drzewom już nic nie przywróci, ale może ktoś jednak zastanowi się nad uprawianą powszechnie paranoją. Paranoją w majestacie prawa i obowiązujących przepisów.

        A jak się ma do tego sytuacja działkowych kotów? Napewno hałas piły nie był dla nich miły.

                                                                                              Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Co na to król olch?

środa, 06 lutego 2008 11:03

        Wczoraj, gdy byłam u kotów na działkach, zauważyłam, że ktoś wyciął dwie potężne olchy. Drzewa nie były ofiarami wiatrołomu, nie były też chore. Dziwne, bardzo dziwne... Od jednej wszystko wiedzącej pani dowiedziałam się, że drzewa musiały być usuniete, ponieważ ktoś ze spółdzielni mieszkaniowej ma chrapkę na teren, na którym rosły te olchy. Aby otrzymać informację "u źródła" - zadzwoniłam do Wydziału Ochrony Środowiska, czy została przez nich wydana zgoda na wycięcie tych drzew. Przed chwilą otrzymałam informację,że, niestety, tak. Te dwie olchy zostały wycięte, ponieważ były... spróchniałe (?) a jedna z nich niebezpiecznie przechylona. No cóż... skoro tak zadecydowali urzędnicy... A ja i tak wiem swoje.

                                                                              Wasza wkurzona ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wolę nie zadzierać...

niedziela, 03 lutego 2008 19:41

        Dzisiaj, moi kochani, będzie wierszem, a właściwie rymowanką, którą wymyśliłam sobie, gdy człapałam dziś na działkę...

                                         Wolę upaść gdzieś pod płotem

                                         Niż zadzierać z moim kotem.

                                         Kot stworzeniem jest dość cwanym

                                          Przy tym mało wychowanym,

                                          Więc omijam go z daleka

                                           Bo już nie wiem, co mnie czeka.

                                           Gdy mu strzeli coś do głowy,

                                           Kłopot będę miała nowy.

                                           O co chodzi znów z tym kotem,

                                           Skoro upaść mam pod płotem?

                                           Odpowiadam bez żenady:

                                           - Mój kot żąda czekolady!

                                           Ma być mleczna. Proszę bardzo!

                                            Deserową koty gardzą.

                                                                                          Wasza ciotka.

 

                                                       

                                                  

                                                      

                                                        

  

                                       A ten kot, to też cwaniaczek.

                                       Schował się mój "nieboraczek".

                                       Pewnie czeka na łakocie.

                                       - Oj! Nieładnie! - cwany kocie!

       

 

                           


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Głucholka i Burka III mają się dobrze.

piątek, 01 lutego 2008 21:29

         Opowiadając Wam historiyjki o "moich" działkowych kotach - zupełnie zapomniałam,że moim domowym kociębom też od czasu do czasu jakieś słowo się należy. A więc tak. Głucholka wyrasta na przepięknego kota i nie ma w tym nic dziwnego. Jest przecież rodzoną siostrą Pieknego Maniusia z działek. Jej głuchota sprawia chyba,że jest szczęśliwa, nie niepokoją jej dźwięki i odgłosy dobiegające do mojego mieszkania z różnych stron. Jej podstawowe zajęcie to oczywiście spanie i zabawa. Czasem próbuje podgryzać Burkę III, ale ta nauczyła się bronić przed wojowniczością Głucholki. Poza tym Głucholka jako kotka pozbawiona słuchu - drze się tak głośno,że wysiadają przy niej wszystkie marcujące koty - do kupy wzięte. Najgorsze jest to, że zwykle na miauczenie ma ochotę późnym wieczorem, gdy sąsiedzi już śpia. Niech tam! I tak pewnie myślą,że mam w domu rozwrzeszczane niemowlę. Burka III znosi te wrzaski Głucholki ze zrozumieniem i gdy tamta zaczyna swój koncert - ona, czyli Burka uspokaja Głucholkę liżąc ją bez opamiętania. Burcia jest bardzo łagodnym i towarzyskim stworzeniem. Właśnie siedzi mi na kolanach i swym szorstkim językiem liże mnie po rękach.

       To tyle o moich domowych kotach. Acha! Dzisiaj w poczcie dostałam prezent. Oto on.     Czyż nie jest piękny? Dziękuję Ci Ismeno!   

                                                                                                                    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 167  

Czasu żal...że ucieka.

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114167
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl