Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Wielka aukcja na rzecz bezdomnych kotów

środa, 25 listopada 2009 12:11
          Niektórzy z Was wiedzą, że udzielam się aktywnie w serwisie społecznościowym "Wiadomości 24". Postanowiłam ten fakt wykorzystać i kilka dni temu wspólnie z redakcją "Wiadomości 24" ogłosiłam na łamach tej internetowej gazety... aukcję moich tkanin. Cel tego przedsięwzięcia jest jeden - za tkaninki karma dla bezdomnych kotów. Są już pierwsze, pozytywne efekty aukcji. Dwie z czterech wystawionych tkanin zostały "zakupione" za dwa worki suchej karmy. Jedna z nich pojedzie w przyszłym tygodniu do Wrocławia, druga natomiast do Zakopanego. Ważą się losy trzeciej tkaninki. Być może - powędruje ona do Warszawy, lub też do... Szwajcarii. Aukcja będzie trwała do najbliższego piątku, więc wszystko jeszcze się może zmienić.
Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę. Z zakupionych przeze mnie wczesną jesienią 20 kg karmy zostało już niewiele. Coraz większe zimno powoduje, że przychodzą do altany także inne koty by się nieco pożywić i ogrzać. Tyle o aukcji moich tkanin.
Co do sprawy pobicia Pani Heleny, nie mam żadnych dodatkowych informacji na ten temat. Swoimi kanałami ustaliłam jednak kilka szczegółów, dotyczących tego bandziora. Mieszka on na moim osiedlu, a w posiadanie działki wszedł w ubiegłym roku. Jest także działkowym sąsiadem prezesa, o którym wiadomo, że tępi koty ("Prezesa działek sposób na koty").
To właściwie tyle, co mam Wam dziś do zakomunikowania. Acha! Ten kot na zdjęciu to mój nowy "znajomy". Kilka dni temu pojawił się na działce i chyba mu się podobało, bo został na dłużej.

Wasza ciotka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Odgryzł się...

sobota, 21 listopada 2009 13:41
         Panią Helenę na moim osiedlu wszyscy znają. Ta 87-letnia staruszka opiekuje się bezdomnymi kotami. Te koty to całe jej życie i pewnie gdyby nie one, Pani Helana przeniosłaby się już dawno w zaświaty. Miejsce, w którym Pani Helena karmi swoich podopiecznych, sąsiaduje z działkami, na których wrogów kotów nie brakuje. 17. listopada, czyli w ubiegły wtorek w godzinach rannych Pani Helena została fizycznie   napadnięta i poturbowana przez jednego z działkowców. Upadła i straciła przytomność. Prawdopodobnie napastnik przestraszył się i sam wezwał pogotowie. Lekarz chirurg, który w załodze karetki  akurat był - stwierdził uraz czaszki u Pani Heleny, co zostało zapisane w karcie informacyjnej.  Pani Helena po odzyskaniu przytomności odmówiła jednak i wezwania policji i odwiezienia jej do szpitala. Była natomiast tego samego dnia (zawieziona przez jednego z jej sąsiadów) w III Rewirze Dzielnicowych by sprawę o pobicie zgłosić. Jak mi powiedziała - policjanci poradzili jej by kotów nie karmiła, bo się działkowicze na nią skarżą, ale zgłoszenia o pobicie nie przyjęli i odprawili Panią Helenę z przysłowiowym kwitkiem.
Wczoraj, około godz, 18-tej, po rozmowie z Panią Heleną poszłam do III-go Rewiru Dzielnicowych. Pocałowałam klamkę, mimo że któryś z policjantów powinien mieć jednak do godziny 20.oo dyżur.
Znajomi "spod budki z piwem" poradzili mi bym sprawą pobicia Pani Heleny przestała się zajmować. Według nich sprawę trzeba będzie załatwić inaczej. Jak? Możecie się domyśleć sami.

Wasza ciotka.
                   

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Odmowa współpracy

poniedziałek, 16 listopada 2009 10:53
         Plany dotyczące oddania Burasi do adopcji okazują się być tylko moimi pobożnymi życzeniami. Kocina odmawia współpracy. W piątek chciałam ją wsadzić do koszyka i udać się do "Psiej kości" by weterynarze z zaprzyjaźnionej lecznicy jeszcze raz ją przebadali. Nawet w tej sprawie wykonałam uprzedzający telefon, że z Burasią przyjdę. Nic z tego. Moje wysiłki, polegające na złapaniu kota nie odniosły skutku.
Udało mi się natomiast wziąć na ręce jednego z małych kociaków i nawet specjalnie nie protestował. Ta czarna kulka chyba ma większe szanse na poprawę swojego kociego losu. Zobaczymy. Wykonałam nawet jej zdjęcie telefonem komórkowym i zamieściłam na jednym z portali internetowych. Zdjęcie jest fatalnej jakości, ale i tak, moim zdaniem,  oddaje urodę kota:
                                  
                                                  
                                       
Skoro już mowa o zdjęciach - moja koleżanka Ismena zaprezentowała na swoim blogu aktualną fotkę dwóch kotów uratowanych z działek w ubiegłym roku. Jak widać - podopieczni mojej koleżanki mają się świetnie i co ty gadać - koty są po prostu piękne.
I jeszcze jedno. Wczoraj znalazłam pod altaną nowy prezent dla kotów - kilka puszek karmy i pełną miskę kociego jedzonka. Nawet już nie będę się rozwodzić nad tym jak mnie ten bezinteresowny gest ucieszył. Pewnie jest to robota mojej młodej sąsiadki, która lubi koty. Czyli konkludując - wychodzi na to, że nie jestem osamotniona w walce o przetrwanie futrzaków.
   

       
        

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pojawiła się szansa

piątek, 13 listopada 2009 10:05
Dni robią się coraz bardziej krótkie. Do tego jest deszczowo i mgliście. Na działkę muszę wychodzić wcześniej, chociaż i bywa tak, że wychodzę z ogrodu gdy już jest ciemno. Wczoraj nabyłam latarkę, bo elektryczności na tych obszarach zielonych nie mamy. Okazało się, że był to bardzo trafiony zakup. Mogłam spokojnie (już po zmroku) ogarnąć wnętrze altany, bo koty rozrabiają w niej nieźle i zawsze jest coś do roboty. Cwaniaki nawet nie siedzą już w styropianoiwych budkach na ganku ale urzędują w altanie.
Gdy około godz. 18-tej wróciłam do domu, odezwała się moja komórka. Dzwoniła Justynka. Okazało się, że ktoś z jej znajomych jest zainteresowany zaadoptowaniem młodego kota płci żeńskiej. Oczywiście zaraz pomyślałam o Burasi. Przedstawiłam Justynce sytuację tej kociny i to, że nosi w sobie skutki przebycia kociego kataru. Kot jest, co prawda, już zdrowy, ale prawdopodobnie nigdy nie da się usunąć ciężkiego, świszczącego oddechu, jaki wydobywa się z jego oskrzeli. Ustaliłyśmy, że jeśli jej znajoma zaakceptuje taki mankament Burasi, kocina powędruje do adopcji. Moja koleżanka weterynarz, która leczyła Burasię, też uważa że kot jest na tyle w dobrym stanie kondycyjnym, że trzeba skorzystać z okazji i dać mu szansę. Gdyby to się udało - nie muszę Wam mówić, jak bardzo bym się z tego faktu cieszyła.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Bieżące wieści

piątek, 06 listopada 2009 20:42
Ta cwana kocica - Weteranka już na stałe zamieszkała na ganku altany. Nawet jej wygląd się poprawił, ponieważ ma stały dostęp do karmy, no i co ważne - w miarę ciepłe przytulisko w styropianowej budce. Musiała się poczuć całkiem bezpieczna, ponieważ przestała fukać i syczeć na maluchy. Wystawiłam na ganek drugą budkę i kociaki ją natychmiast zaakceptowały. Ich dzika mamuśka, owszem, także rezyduje na ganku, ale znika natychmiast gdy się pojawię. Burasia po kilku wizytach w lecznicy weterynaryjnej wyraźnie zdrowieje, chociaż prawdopodobnie nigdy już nie będzie całkowicie wyleczona. W dalszym ciągu ma kłopoty z oddychaniem przez nos, ale to są pozostałości po kocim katarze. Moje zgłoszenie jej do adopcji na portalu www.koty.pl pozostało bez echa, czyli los nie jest dla Burasi jednak łaskawy. Małe kociaki rozrabiają jak pijane zające, choć w dalszym ciągu są kotami właściwie nie do całkowitego oswojenia. Może to i lepiej dla nich samych.
Acha! Byłabym zapomniała! Dzisiaj w lecznicy weterynaryjnej spotkałam panią wiceprezes ŁTOnZ. Przyszła z rannym, młodym gawronem. Owszem, pogadałyśmy sobie o tym i o owym, choć właściwie o pomoc od tej instytucji nie zamierzam ponownie występować. Parasola ochronnego i tak nie dostanę, a kotów do adopcji, jak się dziś dowiedziałam, Towarzystwo ma całą, długą listę. Dzisiaj także uregulowałam należność za leczenie Burasi. I tak lekarka obeszła się ze mną łaskawie, pobierając ode mnie tylko 40 PLN. Stwierdzam jednak, że zajęła się kotem starannie i solidnie, za co jestem jej bardzo wdzięczna.
I właściwie to byłoby tyle, co miałam dzisiaj do przekazania.
A te dwa śpiące koty to Burka III (na pierwszym planie) i Głucholka (na planie drugim). Prawda, że ładna z nich para?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ech! Ta Weteranka...

niedziela, 01 listopada 2009 13:54
            Okazuje się, że mój żal po Weterance okazał się przedwczesny. Ta cwana kocica pojawiła się jednak wczoraj na ganku altany i zaczęła się rządzić. Ofuknęła małe kociaki i zajęła im styropiaową budkę. Oczywiście dorwała się też do jedzenia jakby przez tydzień nie miała nic w pysku. Wychodzi na to, że wola życia w tej staruszcze jest wielka. Niech sobie więc żyje jeszcze ze sto lat.
            Co do burasi, z którą trzeba było iść do weterynarza, druga wizyta przebiegła już w miarę łagodnie. Chyba kocia nareszcie zrozumiała- po co ją wyrywam z naturalnegp środowiska. Jutro znowu muszę ją zanieść do lecznicy na kontrolę. Podany przez Anię antybiotyk jednak tym razem zadziałał, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. Małe kociaki wykazują coraz więcej ufności do mnie, choć złapać w dalszym ciągu się nie dają. Wczoraj, gdy wycinałam zeschłe rosliny, jeden z nich (prawdziwe, czarne cudo) towarzyszył mi przez cały czas, mimo, że było bardzo zimno.
I jeszcze jedno. Także wczoraj zamieściłam na www.koty.pl ogłoszenie w sprawie ewentualnej adopcji Burasi. Może się uda odmienić jej los. Bardzo bym tego chciała.

 
Wasza ciotka                                            

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 154  

Czasu żal...że ucieka.

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114154
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl