Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Batalia trwa.

sobota, 29 listopada 2008 12:17
Okazuje się, że sprawa otworu w ogrodowej siatce nie jest już tylko moim problemem. Wczoraj dowiedziałam się od zaprzyjaźnionych pań karmiących koty, że zawalenie dziury płytą chodnikową przez gospodarza-gołębiarza wywołało powszechne oburzenie wśród mieszkańców sąsiadującego z działkami bloku. Podobno zawalanie otworu odbywało się w obecności licznie zgromadzonych świadków, którzy głośnymi protestami wyrażali swoją dezaprobatę. Nie przeszkodziło to jednak panu gospodarzowi i komuś tam jeszcze, kto gospodarzowi pomagał, by dzieła dokończyć. Oczywiście opis ten dotyczy stanu sprzed ponownego odwalenia płyty chodnikowej przez jakieś dobre duszki. Nie ukrywam, że wraz z innymi osobami, sprzyjającymi kotom czekam na dalszy rozwój wypadków. Nie wierzę bowiem by głupota tak łatwo ustąpiła. Acha! Gdy wczoraj wchodziłam na moją działkę, zauważyłam, że ktoś po niej pryciał. Furtka była otwarta na całą szerokość, a wiatr z pewnością nie mógł tego zrobić. Więc kto? Nie trudno się domyśleć. Stawiam na gołębiarza.
Wczoraj także, gdy rozmawiałam z panią Heleną, która także dokarmia koty, przewinął się obok nas prezes działek, którego głupi pomysł "obcinania pędów wzrostu wszystkich drzew do wysokości trzech metrów" został obalony przez Polski Związek Działkowców (na mój wniosek - oczywiście). Pan Z.J. pitrował na mój widok aż się kurzyło. Wyglądało to i strasznie i śmiesznie zarazem. Nawet nie udało mi się go dogonić, by o parę spraw zapytać, między innymi o status działki Olchowej. Może uda mi się to następnym razem.
Czas mi wyruszyć na działkę. Ciekawe - co nowego na niej dziś zastanę. Mam nadzieję, że zapiekłość kocich wrogów nie spowoduje najgorszego, czyli np. wytrucia futrzaków. Wszystko jest możliwe.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tego jeszcze nie grali.

piątek, 28 listopada 2008 10:22
Nawet ani przez chwilę nie mogłam przypuszczać, że akcja pod kryptonimem "Dziura" spotka się z takim odzewem wśród odwiedzających Koci Blog. Otóż, gdy zajrzałam wczoraj na jedną ze stron /zapiskijolandy.blog.onet.pl/ najzwyczajniej odebrało mi mowę... Dlaczego? Ano dlatego:
                      
                      No trudno,
Nigdzie nie brakuje kłopotów.
Nie brakuje ich także w Królestwie Kotów.
A mimo to, powiadam Wam,
Ja pewną osobę znam,
Która ma serce gorące jak słońce
I wszystkim kotom pomaga bez końca.

                          *
Nie wiem tylko, czy Ewa, czy Ciotka
To jest nasza Ciotka,
Czy Ciotka niejednego kotka?
                         *
               No trudno,
Nigdzie nie brak kłopotów.
Ciotka Ewa robi wszystko dla kotów,
By zyć mogły godnie te śliczne zwierzęta.
Codziennie do nich zagląda,
Zawsze o nich pamięta -
Nie tylko od święta.
Jak w prawdziwej rodzinie
Każdy z kociaków ma swoje imię.
Jest Głucholka i Weteranka
i Piękny Maniuś, co znikł pewnego poranka.
A, że Ciotce Ewie fantazji nie brakuje
To i nowe rasy wśród kotów odnajduje.
Maciuś to koto-żbik, Ciotki wychowanek,
który przywłaszczył sobie na działce ganek.
                            *
                 Trudno,
Nigdzie nie brakuje kłopotów.
Szczególnie w społeczeństwie kotów.
Pomimo wielkiego Ciotki starania
są zaciekli przeciwnicy kotów dokarmiania.
I choć poświęcenia, woli i ochoty Ewie nie brakuje,
To taka, psia kość, "Olchowa" Jej pracę rujnuje.
Do wszystkich blogowiczów apel mam taki.
Jeśli tak chętnie dokarmiamy ptaki,
Pomyślmy też o innych głodnych istotach.
O pieskach porzuconych i bezdomnych kotach.
                            *
                       Trudno,
Nigdzie nie brak kłopotów.
Pomóc zaś możemy niejednemu kotu.
Ewo! - "Olchowa" nie będzie w przyszłości Twoim kłopotem
- Bo w kolejnym wcieleniu będzie nędznym szczurem,
A Ty - ŻBIKIEM - KOTEM!


                                                    
Droga Jolando!
Nawet nie wiem, co powiedzieć, bo ogarnia mnie wzruszenie.
A choć głupków nie brakuje, ja z pewnością się nie zmienię.
Mogę być też kocią ciotką, chociaż ludzi kocham bardzo,
lecz z pewnością nie tych głupków, którzy życiem kotów gardzą.
A "Olchowa" będzie szczurem. Ma to baba zaklepane.
Koty na niej wezmą odwet, gdy się zacznie polowanie.
Póki co- zwieramy szyki i strategię wymyślamy.
Koty z ciotką będą górą! My tak łatwo się nie damy!

Twoja i Wasza ciotka.




     



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wrócił Piękny Maniuś!

środa, 26 listopada 2008 22:47
Jak już wiecie - martwiłam sie, że Piękny Maniuś przepadł już na zawsze. Bardzo lubię tego kota i tylko mi żal,że ma pecha i zkazany jest na taki podły los jak wegetowanie na działkach. Jak już wspominałam - jego "opiekunka", która wyrzuciła go z domu, już nawet nie przychodzi by kotu podrzucić trochę jedzenia. Podłe babsko - nie ma co. Drzwi od komórki też nie zostawiła uchylonych - tak jak to miało miejsce ubiegłej zimy. Jednym słowem - kocisko nie ma szczęścia, a przecież jest pięknym i oswojonym przez  ludzi stworzeniem.
Wczoraj, gdy przyszłam na działkę, z ganka altany wysypało się już pięć kotów. Dwie zupełnie dzikie kotki, Maciuś, czyli Koto-żbik, oraz niezawodna Weteranka - mamuśka Maniusia i mojej domowej Głucholki, oraz Piękny Maniuś. Zaczynam się martwić jak wykarmię całą czeredę przez zimę. Przynajmniej koty nie są narażone na zimowe chłody, poniewaz folia spełnia swoje zadanie,  a i ocieplone budki styropianowe dają kotom trochę ciepła.
Jednak nie wszystko jest ok. Dziura w siatce ogrodzeniowej została przez kogoś (albo Olchową, albo też gospodarza-gołębiarza) zawalona płytą chodnikową i "poprawiona" stalową kratą. Próbowałam płytę usunąć, ale nie dało się. Ta cholerna płyta została wkopana w ziemię i podawanie przez dziurę w siatce jedzenia bezdomniakom praktycznie jest niemożliwe. Tak myślałam stojąc nad zatkaną dziurą. Okazało się jednak, że siatka jest tak zardzewiała, że przy lekkim jej poruszeniu powstała w niej nowa dziura. Dodatkowo dzieła dopełniły dwie karmicielki, które tutaj dożywiają koty. Po prostu dziurę starannie powiększyły by bezdomniaki mogły swobodnie przez nią dostawać jedzonko. I  bardzo dobrze! Gwałt niech się gwałtem odciska. Nie będę ukrywać, że w tej sytuacji zaprosiłam jednak na wizytację prezesa TOZ-u, z czym zwlekałam - mając nadzieję, że w związku z nadejściem zimy prześladowcy kotów się opamiętają i przestaną walczyć z bezdomniakami. Wychodzi na to, że mój artykuł na koty.pl pt. "Podłość czy głupota" będzie miał swój dalszy ciąg.
Acha! Na zakończenie mam dla Was dobrą wiadomość. Na "bajdurkach" jest informacja od Simbuni, że jeden z psiaków ma już domek. Oby pozostałej siódemce tak się też poszczęściło. Oby!

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Koty są cwane.

poniedziałek, 24 listopada 2008 21:23
Porzuconym szczeniaczkom moje koty gościnnie ustapiły miejsca, ale przecież jest to w końcu blog koci, więc i dzisiaj będzie o kotach. Niespodziewane nadejście zimy pokomplikowało i tak już marną egzystencję działkowych kotów. Co prawda - zimowa rezydencja została odpowiednio dla nich przygotowana, ale zaanektował ją w całości koto-żbik o wdzięcznym imieniu Maciuś. Oczywiście martwiłam się tym faktem, ale nic nie mogła zrobić. Kocice nie chciały na ganku altany przebywać i już. O podawaniu im jedzenia przez dziurę w siatce, czyli na terytorium Olchowej - ze względu na dużą warstwę śniegu mogłam zapomnieć. A przecież koty powinny dostawać żarełko regularnie, tylko gdzie?
Z taką oto myślą i niepokojem szłam dziś na działkę. W okolicach furtki nie pojawił się żaden z kotów, nawet Weteranka, która zawsze na mnie czeka. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na odgłos moich kroków przy altanie, wysypało się z ganku ni mniej, ni więcej tylko cztery koty, a właściwie trzy kotki i oczywiście koto-żbik. Pełna zgoda - proszę Państwa. I przy misce z karmą, i przy misce z gorącym mlekiem, które dziś przyniosłam. W tej gromadce, niestety, nie ma Pięknego Maniusia. Moje przypuszczenia co do losów tego pięknego kocurka jednak się sprawdzają. Kot albo zginął, albo - co jest wersją optymistyczną - został przez kogoś "uprowadzony" w niewiadomym kierunku.
Okazuje się także, że losami Weteranki (mamuśki Maniusia i mojej domowej Głucholki) interesuje się więcej osób, do których także należy jedna z nauczycielek sąsiadującej z działkami szkoły. Jak się dziś dowiedziałam - ta stara wyjadaczka domaga się głaskania od przygodnie spotkanych osób - także nauczycieli wychodzących ze szkoły. To dobry znak. Kocica potrafi sobie radzić w różnych sytuacjach. Koty są cwane - moi drodzy - i wiedzą dobrze, do kogo mogą podejść by otrzymać porcję głasków, a może i coś do jedzenia.
I na koniec jeszcze jedno. Otrzymałam ze Związku Działkowców odpowiedź na moje pismo, złożone tam w lipcu. Chodziło o interpretację uchwały "mojego" zarządu działek "Wisienka" w sprawie zcięcia wszystkich drzew do wysokości 3-ch metrów (sic!). Oczywiście uchwała ta "jest zbyt mocno i bezpodstawnie rozszerzoną interpretacją" przepisów, które te sprawy regulują. Obszerna odpowiedź PZDz nadmienia jeszcze o jednej sprawie,a mianowicie o wycinaniu drzew tzw. ozdobnych (nie mylić z drzewami owocowymi). Nie wiem, czy np. dorodne olchy można do drzew ozdobnych zaliczyć. O to niech się już martwi Olchowa. Faktem jednak jest, że drzewa zostały przez nią wycięte z naruszeniem obowiązujących w tej mierze przepisów o ochronie środowiska. Nie będę ukrywać, że mam cichą satysfakcję. Tylko wyciętych drzew szkoda.

Wasza ciotka. :-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Psia bieda.

niedziela, 23 listopada 2008 13:08

Każdy wie dobrze - także psia bieda,
że bez schronienia żyć się już nie da.
Domek dla psiaków może być ciasny,
byle był ciepły, miły i własny...
I niech przyjaciel w tym domku mieszka
co miskę strawy poda raz dziennie
i psa pogłaszcze i wyprowadzi.
No i niech kocha psa też codziennie.



Wasza ciotka.





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szczeniaczki.

piątek, 21 listopada 2008 10:40
Wczoraj późnym wieczorem od jednej z moich koleżanek blogowych dostałam emalię. Do listu zostały dołączone te dwa zdjęcia. Osiem siedmiotygodniowych, psich osesków zostało przez kogoś wyrzuconych. Uratowała je Simbunia. Obecnie psiaki znajdują się w jednym ze schronisk dla zwierząt w północnej Polsce. Może ktoś z osób odwiedzających Kici, Kici nie przejdzie obojętnie nad losem tych ślicznych szczeniaków. Może ktoś właśnie potrzebuje psiego przyjaciela. Psiaki czekają na adopcję. Może im się poszczęści? Mam taką nadzieję.

Wasza ciotka.

INFORMACJA UZUPEŁNIAJĄCA.

Szczeniaki znajdują się w schronisku dla zwierząt pod Morągiem. Gdyby ktoś z Was zdecydował się na zaadoptowanie któregoś ze zwierzaczków - Simbunia jest gotowa zorganizować transport i osobiście szczeniaczki do nowego domku dostarczyć. Psiaki mają już nadane imiona (na dolnym zdjęciu od lewej): Astra, Zadziorka, Straszka, Czekolada, Saba, Maksio, Łapka i Misio.
Adres emaliowany do Simbuni to:  psotka22@wp.pl
Na "Bajdurkach" pod wpisem o szczeniaczkach są komentarze Simbuni/Aniołka. Zapraszam.

Wasza ciotka.

     
      Foto: Simbunia

       
        Foto: Simbunia

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Maciuś.

środa, 19 listopada 2008 23:06
Okazuje się, że ten bury koto-żbik jest bezdomniakiem osiedlowym. Dzisiaj rozmawiałam z jedną z pań, która także karmi koty. Pani Celina powiedziała mi, że Maciuś jest kocurkiem bardzo łagodnym i lgnącym do ludzi. Jego groźny wygląd jest czystym zaprzeczeniem jego charakteru, co z resztą także stwierdziłam. Maciuś do niedawna pomieszkiwał w jednej z komórek, gdzie był tolerowany przez właściciela tego lokum. Komórka, niestety, zmieniła użytkownika i kot został stamtąd przegoniony - stąd jego obecność na ganku mojej altany. Dzisiaj Maciusia nie było, ale za to znowu pojawił się piękny, szaro-biały samczyk, który nota bene przegonił swojego czasu z terytorium Pięknego Maniusia. Czyli można powiedziec, że bilans ilości kotów na mojej działce zawsze się zgadza. Dzisiaj także rozmawiałam z panią Celiną o Olchowej. Okazuje się, że ta to dopiero nie ma łatwego życia gdy od czasu do czasu (jednak!) próbuje zatkać dziurę w ogrodzeniu."Biedaczka" natyka się za każdym razem na panią Lucynę i jej koleżankę (także karmicielkę kotów), które nie bawią się w Wersal i dają Olchowej zdrowo popalić - robiąc jej po prostu karczemne awantury, że koty przegania. I bardzo dobrze. Olchową przestrzegałam, że łatwo kotów się nie pozbędzie, bo dobrzy ludzie   staną w ich obronie. Pani Lucuna powiedziała mi także, że jedna z najmilszych kotek osiedlowych zginęła pod kołami samochodu. Nie zdążyła uciec przed piratem, który na uliczce osiedlowej rozwinął zawrotną prędkość. Dobrze, że nie było tam w tym czasie jakiegoś dziecka lub starszej osoby. Ofiarą kretyna stała się lubiana przez sympatyków tych zwierzaków - czarno-biała kotka.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przyszła zima...

wtorek, 18 listopada 2008 18:16
Dzisiejszy spadek temperatury zainaugurował najgorszy czas zimy dla działkowych kotów. Dobrze, że zachowałam się przytomnie i ganek ociepliłam. Koci zbik urzęduje już tam na stałe i wita mnie radośnie - domagając się jedzenia. Gorzej jest z innymi kotami, które aneksję ganku altany przez żbikowatego przybysza nie bardzo tolerują. Weteranka (mamuśka Pięknego Maniuisia i Głucholki) - co prawda przyszła za mną na działkę, ale z obecności żbika nie była zadowolona. Ofukała go ostrzegawczo i oddaliła się z godnością do znanej Wam dziury w siatce ogrodzeniowej - czyli na terytorium pani Olchowej. Mam nadzieję, że koty w końcu jakoś się dogadają. Miejsca na ganku jest dla kilku kotów. Zamierzam zmontować dodatkowo jeszcze kilka budek ze styropianu i ustawić je bliżej kociej stołówki, czyli w pobliżu terytorium Olchowej. Do tego celu świetnie się nadają styropianowe pudła po rybach importowanych do Polski z Norwegii. Na szczęście zaprzyjaźniony ze mną sklep rybny, którego właściciele także mają kilka kotów pod opieką, takie pudła już niedługo będzie miał. Dzisiaj zamówiłam ich kilka. Potem tylko dwa pudła wystarczy okleić taśmą i wyciąć otwór. Budkę można dodatkowo wymościć polarem. Koty to uwielbiają i co najważniejsze - jest im ciepło i przytulnie. Piszę o tym tak dokładnie nie bez przyczyny. Może ktoś z osób odwiedzających Kici-kici taką budkę dla bezdomniaków na zimę zmontuje.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Koto-żbik.

niedziela, 16 listopada 2008 17:57
Wspominałam już, że na mojej działce pojawił się nowy kot płci męskiej. Wielki buras przypomina bardziej żbika niż kota i okazuje się, że jest bardzo łagodny i oswojony. Gdy grabiłam dzisiaj liście - kocisko cały czas mi towarzyszyło, a nawet zachęcało do zabawy. Kocur wskakiwał na konar jabłonki i łapał różne śmieszne figury, jakby chciał powiedzieć - właź też na tę gałąź. Pobawimy się w berka. Jest to z pewnością kot domowy, ponieważ zdziczałe koty tak się nie zachowują.  Skąd się tutaj wziął - pewnie nigdy się nie dowiem. Żbik uznał prawdopodobnie, że ofoliowany ganek mojej altany jest dobrym schronieniem przed zimnem i deszczem. I ma rację. Skoro mu się tutaj podoba - niech zostanie na zimę. Pięknego Maniusa widzę coraz rzadziej. Co prawda - pojawia się od czasu do czasu, ale prawdopodobnie zmienił swoje terytorium już na dobre. W dalszym ciągu jest mi szkoda tego pięknego kota. Mam nadzieję, że sobie jakoś poradzi w czasie zimy. Jego "opiekunka", co go kiedyś w środku zimy wyrzuciła na działki, już nawet go nie karmi.
Trzy bure kocice konsekwentnie trzymają się działki pani "olchowej". Prawdopodobnie rezydują w którejś z altan w pobliżu. Gdy już naprawdę zrobi się bardzo zimno, pewnie przeniosą na mój ganek. Dla kilku kotów jest tam miejsca dosyć. Acha! dziura w siatce - jak do tej pory - została przez "olchową" pozostawiona w spokoju. "Olchowa" już chyba całkiem się załamała, bo nawet nie grabi liści opadłych z tych olch, co to jeszcze i ch nie wycięła. A i wycięty pień jednego z drzew nie został usunięty z jej terytorium. Pożyjemy - zobaczymy. Na wszelki wypadek jednak nie zasypuję gruszek w popiele i jutro znowu wykonam telefon do TOZ-u. Niech sobie kobitka nie myśli, że przeganianie bezdomniaków ujdzie jej na sucho. To właściwie tyle, co miałam  Wam dziś do zakomunikowania.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jest nadzieja...

piątek, 14 listopada 2008 18:36
O mojej wczorajszej wizycie w siedzibie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami napisałam co nieco na "Bajdurkach". Temat jednak jest szerszy i nie ogranicza się jedynie do zabrania stamtąd 3 kg suchej karmy dla bezdomniaków.   Rozmawiałam przedwczoraj z koleżanką, która - nie dość, że jest dość wpływową osobą , to jeszcze do tego uwielbia koty. Ma ich aktualnie w domu kilka, w tym jednego, który jest ślepy. Koleżanka moja jest osobą energiczną i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Gdy jakiś czas temu przyjęła tymczasowo pod swój dach chorą kotkę (uczyniła to w wyniku prośby o przechowanie kotki ze strony działaczy na rzecz ochrony zwierząt), nie przypuszczała nawet, że mogą być z tego spore kłopoty. Okazało sie, że kotka była bardzo chora, a mojej koleżance nie pozostało nic innego, jak kotkę poddać leczeniu. Kotka została uratowana, ale moją koleżankę wizyty u weterynarza i lekarstwa kosztowały w sumie około 1.000 zł. Jako osoba skrupulatna i konsekwentna - koleżanka moja zebrała do kupy rachunki za leczenie kota i udała się pod wskazany adres, by wydane środki jednak odzyskać. I właściwie nie ma się jej co dziwić. Kota do domu przyjęła uprzejmościowo i na jakiś czas. I tutaj zaczęly się schody. Działaczom organizacji zajmującej się opieką nad zwierzętami ani do głowy nie przyszło, by koleżance przynajmniej w części wydatkowane na leczenie kotki pieniądze zwrócić. Jak wynika z relacji koleżanki - doszło do ostrej wymiany zdań , a każda ze stron twardo tkwiła przy swoim. Nie wiem, czy moja koleżanka w końcu pieniądze odzyskała, ale od tamtej wizyty w stowarzyszeniu nie daje się już namawiać na bycie domem tymczasowym dla porzuconych przez ludzi zwierząt.
Pewnie zastanawiacie się - dlaczego o tym piszę i jaki to ma związek z moją wczorajszą wizytą w TOZ-ie. Ano ma. Przy okazji dowiedziałam się, że moja koleżanka, która tak twardo dochodziła swoich racji, nie ma już prawa wstępu do tego stowarzyszenia. Podobno obraziła panią wiceprezes, a tego pani wiceprezes mojej koleżance nigdy nie wybaczy.
Zastanawiam się - jak to się dzieje, że obydwie strony walczą o godne życie bezdomnych zwierząt, czyli przyświeca im jeden cel, a jednocześnie nie potrafią znaleźć wspólnego języka w dojściu do porozumienia w sprawach nadrzędnych, że nie powiem - merytorycznych. Niewiele wczoraj brakowało, że i mnie oberwało by się po głowie. Dlaczego? Otóż próbowałam ten konflikt załagodzić - nota bene ze skutkiem prawie zerowym.
Ale jeden z punktów mojej wczorajszej wizyty (poza trzema kilogramami karmy dla bezdomniaków) udało mi się jednak zrealizować. Pan prezes tej organizacji obiecał mi, że sprawą przeganiania kotów z ich terytorium przez "olchową" zajmie się osobiście. Chwała Bogu!
Jeśli idzie o życie na działkach - dzisiaj zmontowałam styropianowe budki dla kotów i wyścieliłam je polarem i innymi ciepłymi materiałami. Na ganku mojej altany po założeniu osłon foliowych jest ciepło i przytulnie. Zmontowane i stojące na ganku budki dają kotom dodatkową osłonę przed zimnem, mrozem i deszczem, a nawet śniegiem. I chyba o to właśnie chodzi. Nieprawdaż - moi drodzy?

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 185  

Czasu żal...że ucieka.

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114185
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl