Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 860 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Chyba wszystko jest ok!

czwartek, 29 listopada 2007 21:49

       Moi kochani! Wieści od opiekunki Pyrtusia-Lucusia przestały napływać, czyli wszystko jest w porządku. Kot rośnie jak na drożdżach i odrabia zaległości w poznawaniu nowego otoczenia. Jutro mijają dwa tygodnie gdy wyrwałam go z bytowania na działce.

Koty działkowe nie są zachwycone śniegiem. Ze swoich siedzib na werandzie altany wychodzą niechętnie i po zjedzeniu codziennej porcji karmy, wskakują spowrotem do legowiska. Od jutra będę musiała im przynosić wodę. Stara weteranka nie mogła się dziś napić, bo woda w misce była całkowicie zamarznięta. Bardzo mi jej szkoda. Jest matką Pięknego Maniusia i Głucholki, więc mam do niej szczególny sentyment.

        Aby poprawić nieco nastrój - dzisiaj niech będzie wierszydełko o upiorku...

                     Było to koło północy w pewien zimowy wtorek.

               Zza zabytkowej serwantki wyskoczył wkurzony upiorek:

                     - Siedzę tu sobie od wieków, lecz myśli mam mocno ponure!

               Te twoje cholerne koty zachodzą mi mocno za skórę.

                Zamiast polować na myszy co pod kredensem buszują,

                one - te wstrętne kociska - mnie na okrągło pilnują!

                Życie w takich warunkach wydaje się nie do zniesienia!

                Więc lokal nieodwołalnie na inny - bez kotów - zmieniam!

                       Było to koło północy. Moje koty już spały.

                Zza zabytkowej serwantki wyniósł się upiór zgorzkniały.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Z cyklu - Kocie wiersze.

środa, 28 listopada 2007 13:07

       Witajcie - kotolubownicy!  Przeglądając moje przepastne zasoby wierszydełkowe - znalazłam na samym dnie zabytkowej skrzyni takie oto wierszydełko, które napisałam wtedy, gdy Pyrtusia-Lucusia nie było jeszcze na świecie i pewnie żaden wróbel o nim jeszcze nie ćwierkał,że nie wspomnę o srokach, które zawsze wszystko wiedzą najlepiej...

                                                      Tydzień.

                                      Od niedzieli aż do wtorku

                                  znowu trzymam kota w worku.

                                  Niech polata sobie w środę,

                                  bo to jeszcze kocię młode.

                                  Ale za to - w czwartek - kocie

                                  - znów masz swoje bezrobocie.

                                  Będziesz siedział w szafie starej,

                                  tylko znowu mi nie nalej!

                                  Ale w piątek - kocie drogi

                                  - szykuj znowu swe ostrogi,

                                  bo dziś trzeba popracować.

                                  Nie ma się co w szafie chować.

                                 - A w sobotę? Co w sobotę?

                                 - Znowu znajdę ci robotę,

                                 byś posprząteł swoje kątki.

                                        Trzeba robić znów porządki.

                                ... Od niedzieli aż do wtorku

                                znów posiedzisz w swoim worku,

                                nie ma bowiem lepszej sprawy,

                                jak kot chętny do zabawy!

                                    

 

                                                     Wasza kotowierszokletka.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Same dobre wiadomości.

poniedziałek, 26 listopada 2007 21:52

       Gdy wracałam po południu z zakupami do domu, odezwała się komórka. Miałam ją na samym dnie plecaka więc wyciąganie zabrało mi trochę czasu. Telefon jednak dzwonil i dzwonił. Tylko jedna osoba mogła tak   uporczywie dzwonić i cierpliwie czekać aż odbiorę wiadomość.  Oczywiście Justynka od Lucusia-Pyrtusia. - Pani Ewo! Kot jest wspaniały! I całkiem już zdrowy. Chodzi za mną po mieszkaniu jak pies i ciągle domaga sie jedzenia i zabawy. Dzisiaj na obiad dostanie kurczaka z marchewką. Bardzo to lubi. I królika nie zaczepia... No po prostu jest super!

Oczywiście ucieszyłam się bardzo z Justynkowej relacji. Przynajmniej jednemu kotu z gromadki "działkowców" poszczęściło się w życiu. Acha! Zapomniałam powiedzieć,że Justynka i Lucuś-Pyrtuś pozdrawiają wszystkich, którzy interesują się losem tego dzielnego kocurka. Macham zatem w ich imieniu w stronę Motylka z Oregonu, w stronę Poziomkowej Polany, w kierunku Ani z Kotliny Kłodzkiej, która sama ma dwa koty. Macham wytrwale w stronę Karri-Angel ze swoją śliczną Amber. Także - w kierunku Ismeny, która zawsze znajdzie czas, aby napisać na kocim blogu coś miłego. Macham i pozdrawiam wszystkich, którym los kotów nie jest obojętny. Mam nadzieję,że nikogo nie pominęłam w tym moim machaniu.

      Wierszydełko poniższe dedykuję Wam, moi kochani, którzy tu zaglądacie.

                                               Koty bergamoty.

                                      Ach! Te moje bure koty!

                                      Tyle z nimi jest roboty!

                                      Chociaż sama nie dojadam

                                      i ze zdrowiem już wysiadam,

                                      lubię moje koty bure

                                      choć załażą mi za skórę.

                                      Ach! te koty bergamoty!

                                      To dopiero są niecnoty!

                                      Wczoraj stłukły porcelanę,

                                       której w sklepie nie dostanę.

                                       Lubię jednak moje koty

                                       choć jest z nimi moc roboty

                                       i nie oddam ich nikomu.

                                       Niech mieszkają w moim domu!

                


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wszystko dobre...

niedziela, 25 listopada 2007 8:36

       Gdy piszę ten tekst - Głucholka siedzi mi na kolanach i każe się głaskać - jak by nie wiedziała,że przy pisaniu na klawiaturze komputera obie ręce ma się zajęte. No dobra. Niech będzie. Chyba jednak coś zrozumiała, bo teraz poszła sobie grzać się pod kaloryferem. Co do Pyrtusia - Lucusia - kocina najgorsze ma już za sobą. W piątek był z Justyną w "Psiej kości". Choroba wycofuje się w szybkim tempie, ale uważać trzeba.

Wczoraj wybrałam się do sklepu ojca Justynki, aby podziękować za karmę dla działkowych kotów. Zabrałam ze sobą świeżo ukończoną tkaninkę, by choć w ten sposób zrewanżować się za piękny gest ofiarodawcy. Pan Janusz tkaninki przyjąć nie chciał, bo uważał,że nic takiego - co by zasługiwało na nagrodę - nie uczynił. Tkanina ozdobi zatem ściany mieszkania pani Justyny, czyli i tak zostanie w rodzinie państwa Z.

       Dowiedziałam sie dzisiaj,że koci banerek - wykonany przez Karii-Angel powędrował do Stanów Zjednoczonych i figuruje już na kilku internetowych stronach. Jest szansa, że znajdzie się także na następnych. Nie wypada mi więc nic innego, jak gorąco podziękować za ten miły gest Motylkowi i Poziomkowej Polanie, co niniejszym czynię.

                                                               Wasza - kotowata - ciotka.  Razem z Burką III, Głucholką, Pieknym Maniusiem,

Weteranką i dwiema dzikimi kotkami, które także rezydują na mojej działce, oraz - oczywiście z Pyrtusiem - Lucusiem, który miał więcej szczęścia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jak się polepszy - to się popieprzy!

czwartek, 22 listopada 2007 11:33

       Niestety, drodzy moi, nie mam dla Was dobrych wiadomości. Pyrtuś zachorował! Dopadł go jakiś złośliwy wirus, a nawet chyba kilka. Gdyby nie uważna obserwacja nowej opiekunki kota, chyba już by się przeniósł do kociego raju. Przestał jeść, pić i zchudł w ciądu dwóch dni o 20 deko, co przy wadze w sobotę 1.20 kg budziło poważne niepokoje co do dalszego losu Pyrtusia. Wczoraj rano pani Justyna zawiozła go do moich weterynarzy. Kot dostał całą furę lekarstw, ale rokowania są niepewne. Przez cały dzień był z pania Justyną w sklepie, bo nie mogła go zostawić samego w domu. Po południu wpadłam do "Psiej kości" aby  zasięgnać informacji z pierwszego  źródła. To co powiedzieli - pokrawa się z relacją pani Justyny.

       Przed chwilą zadzwoniłam do opiekunki Pyrtusia. Wczoraj wieczorem kocurek zaczął trochę jeść, ale dziś rano znowu odmówił przyjmowania pokarmu. Lekarstw nikt nie lubi, więc i kot też. Pani Justynie na siłę udało się wcisnąć tabletki do kociego pyska. Dziś został sam w domu. Najnowsze wieści o stanie zdrowia Pyrtusia będą około godz. 16.oo...

       Nie będę ukrywać,że się niepokoję...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Raport w sprawie Pyrtusia.

poniedziałek, 19 listopada 2007 22:48

       Moi drodzy! Pewnie chcecie wiedzieć, jak przeżył rozstanie z działką Pyrtuś - szarobury, śliczny i rezolutny kotek, któremu się poszczęściło dzięki dobrym ludziom. Donoszę więc,że kotu bardzo spodobały się nowe warunki bytowania w ciepłym mieszkanku. Z załatwianiem się do kuwety nie miał żadnych problemów i od razu pojął - o co chodzi. Najchętniej śpi w nogach nowej opiekunki, oczywiście szczelnie okryty kołdrą. Przypadł do serca całej tej miłej rodzinie i nawet spodobał się psu. Kocisko zachowuje sie tak, jakby od urodzenia mieszkało w domu i nie było dzieckiem bardzo dzikiej kotki. Daje sie nosić na rękach i z zadowolenia cały czas mruczy. Oj! Pyrtku, Pyrtku! Miałeś ty szczęście!

       Dzisiaj, mimo przeziębienia, byłam na działce. Gdy dawałam kotom jedzonko, usłyszałam  nie za głośne wołanie: - Maniek, Maniek! Zaciekawiona wychyliłam głowę z ganka. Maniek był nawoływany przez córkę "opiekunki" kota, jednak zajęty wyżeraniem z miski, nawet nie machnął ogonem w stronę, skąd go wołano. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności, ale nie powiedzieć :- Proszę pani, Maniek do pani nie przyjdzie, bo jest akurat zajęty jedzeniem obiadu. Paniusia natychniast czmychnęła w stronę furtki, nie zostawiając kotu nawet garści suchej karmy. Ta pani jest podobno dentystką. Ja tam do niej z bolącymi zębami   nie poszłabym za żadne skarby świata, bo jak mówi mądre przysłowie - niedaleko pada jabłko oa jabłoni.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Koniec wieńczy dzieło.

sobota, 17 listopada 2007 19:23

       Moi drodzy! Dzisiaj - zgodnie z planem przekazałam małego działkowego Pyrtusia do adopcji. Kocina tak był zadowolony,że znowu znalazł się w ciepłym plecaku,że nawet nie zauważył, iż wynoszę go z działki raz na zawsze. "Uprowadzenie"  Pyrtusia  zauważyła jednak stara weteranka, która uczyła malucha sztuki życia na działce. Odprowadziła nas do furtki, miauknęła na pożegnanie i tyle ją widziałam.

Pan Łukasz, czyli lekarz weterynarii, do którego udałam sie z Pyrtusiem, stwierdził,że kot jest w dobrej kondycji. Dał lekarstwo na chore oko i dokładnie odpchlił. Po drodze do domu wstąpiłam do moich przyjaciół, aby im pokazać Pyrtusia. Tam odebrałam telefon od pani Justyny, która jechała już po kota. Przekazanie kociny odbyło się pod blokiem, w którym mieszkam. Pyrtuś wraz ze swoją nową opiekunką odjechał do nowego życia bardzo dobrym samochodem. Niech mu się dalej tak szczęści. Widocznie sobie na to zasłużył.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wybawienie w samą porę.

piątek, 16 listopada 2007 20:59

       Moja najlepsza koleżanka internetowa, komentując moje zmagania w sprawie poprawy losu działkowych kotów, użyła takiego sformułowania, cyt. - a niech się szerzy ta kocia zaraza.  Też tak uważam. Niech się szerzy w najlepsze. W ramach zatem szerzenia kociej zarazy udałam się na działkę (dzień, jak codzień , smutny dzień, jak codzień, drzwi skrzypnęły, zaśpiewał  ptak w ogrodzie - jak śpiewał kiedyś Gilber Beco)- aby poprawić folię na ganku i dać kotom jeść. Dzisiaj po raz pierwszy tej jesieni było mroźno. Woda wystawiona dla kotów zamieniła sie w lód. Chyba będę musiała przynosić gorącą wodę z domu, bo kociska nie będą miały co pić, a uwielbiają suchą karmę, więc sami rozumiecie...

       Nowa opiekunka małego Pyrtusia zadzwoniła w sprawie odbioru kota  około 18.oo - w przerwie między wykładami na uczelni. Jesteśmy umówione na jutro. Pyrtusia zabiorę  z działki rankiem, aby sie nieco ucywilizował w moim mieszkaniu, bo jeszcze w ludzkiej siedzibie nie był. Przede mną jeszcze jedno poważne zadanie, a mianowicie znalezienie domu dla Pięknego Maniusia. Jego p.......na "opiekunka"  co to go wyrzuciła ubiegłej zimy na działki, nawet już nie przynosi kotu żarcia. Jak sie uda z Maniusiem,to na działce pozostaną trzy kotki. Jedna z nich, stara weteranka, powinna dać sobie radę. Dwie pozostałe są prawie dzikie, ale jakaś kuratela  też im się należy. Obowiązek ten oczywiście spada na mnie. Cieszę się, że mały Pyrtuś ma  już swój ciepły dom. Mroźna zima zbliża się do nas wielkimi krokami...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wprost nie do wiary!

czwartek, 15 listopada 2007 19:18

       Moi kochani! Zgodnie z codziennym planem dnia poczłapałam na działkę. Gdy otwierałam furtkę, zobaczyłam zbliżającą się w moim kierunku panią Celinkę, która wybierała sie akurat dożywić pewnego psa, który - co prawda - ma swojego pana, ale ów pan psa olewa cienkim sikiem. Zaprosiłam więc Celinkę na swoją działkę, aby zobaczyła kocią rezydencję. Była zachwycona. Na pożegnanie dostała puchę psiej karmy  - oczywiście dla tego psiego bidulka.

       Robi się coraz zimniej. Dzisiaj, co prawda, wyjrzało na chwilę słońce, ale świeci tuż nad horyzontem, więc pociecha z niego niewielka. Koty niechętnie wyłażą z budek i po zjedzeniu strawy (dziś zawartość puszki zmieszałam z gorącym ryżem) - pakują się  spowrotem do "ciepłego" lokum. Tylko mały Pyrtuś skorzystał z okazji i potrenował wchodzenie na drzewo. Dzisiaj także dostał ostatnią pastylkę na pozbycie się robali.

       Gdy stałam już pod drzwiami własnego mieszkania, odezwała się z plecaka moja komórka. Telefon dzwonił dość krótko, więc zanim uporałam się z otwarciem plecaka - dzwonić przestał. Po chwili jednak komórka odezwała sie znowu, tymczasem był to sygnał sms-a. Chyba nie naruszę tajemnicy korespondencji, jeśli przytoczę treść otrzymanej wiadomości. Oto ona:  "Pani Ewo, piszę do pani bo mam pytanko czy ten kotek z tym chorym oczkiem co pani mówiła,że jest do adopcji. Ja tak pomyślałam,że może ja bym się nim zaopiekowała. Proszę o odp. co pani na to i jaki on jest z charakterem.  Buźka. J. z zoologicznego.

       No tak, moi kochani. Treści sms-a chyba nie muszę komentować. Dodam tylko,że z panią Justyną natychmiast się skomunikowałam. Prawdopodobnie jutro mały Pyrtuś znajdzie się w przytulnym - ludzkim - mieszkanku.

       Dzisiaj spotkała  mnie jeszcze jedna przyjemność. anek73-2.bloog.pl umieściła koci banerek na swoich trzech (bota bene - świetnych) blogach. Kochana Aniu! Moje koty pozdrawiają Ciebie serdecznie i mruczą także w kierunku Twojego burciusia-mruczusia.

                                                   Wasza - kocio szczęśliwa - Pleciuga.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Łańcuch ludzi dobrej woli...

czwartek, 15 listopada 2007 13:00

       Drodzy moi! W dniu wczorajszym nie poinformowałam o jeszcze jednej ważnej sprawie - mianowicie o moich staraniach o przyjęcie na wolantariat w "Psiej kości" córki ofiarodawcy karmy dla działkowych kotów. Komunikuję zatem,żę sprawa ta jest już załatwiona. Oczywiście z pozytywnym skutkiem. Nie będe ukrywać,że wielki kamień spadł mi z serca. Było słychać? Napewno! Dodam jedynie,że przy okazji zyskały bezdomne koty ze starej zajezdni tramwajowej w moim mieście. Pięć kilogramów suchej karmy dla tych nieszczęśników zostało przekazane przez zaufanego kuriera.

       Dzisiaj także dostałam komunikat,że koci banerek już wylądował na  jednym w bardzo popularnych blogów - pisanym w USA. Dzięki Ci - Poziomkowa Polano! Moje koty nigdy Ci tego nie zapomną!

      Ja tu gadu-gadu, a koty działkowe czekają na swoją codzienną porcję pożywienia, a mały Pyrtuś na lekarstwo. Dobrze,że przestało padać.

                                                   Wasza zapracowana Pleciuga.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  116 289  

Czasu żal...że ucieka.

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 116289
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1572
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3816 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl