Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Ostatnie wiadomości z frontu

sobota, 31 października 2009 12:30
         O moich perturbacjach z doniesieniem kociego starszaka do weterynarza napisałam na "Bajdurkach". Dodam tylko, że burasia okazała się być bardzo inteligentnym kotem i gdy ją zamknęłam na noc w altanie i tak sobie poradziła - otwierając kocie drzwiczki, które dodatkowo zaparłam kawałkiem kija. Gdy wczoraj weszłam na ganek, siedziała z młodszymi kociakami na szafie z narzędziami. Jednak z ponownym jej złapaniem nie było żadnego problemu. Czekała ją bowiem kolejna wizyta u weterynarza. Acha! Moja poraniona ręka bardzo ładnie się goi i całe szczęście. Kocie zadrapania mogą robic różne psikusy. I jeszcze jedno. Bodajże przedwczoraj spotkała mnie   miła niespodzianka. Pani Kasia, której działka sąsiaduje z moją, przyniosła bezdomniakom pięć puszek kociej karmy. Do tego jej mały synek podarował kociakom dwie piłeczki oraz myszkę - zabawkę. Kociaki oczywiście nie są przeganiane z terytorium pani Kasi, z czego chętnie korzystają.
Dzisiaj wysłałam zgłoszenie do serwisu Koty.pl w sprawie ewentualnej adopcji Burasi. Może ktoś zainteresuje się losem kota i go przygarnie. Idzie zima, a Burasia jest podatna na infekcje. Dwa maluszki jeszcze nie chorowały, więc może jakoś w zimie się uchowają. Acha! Prawdopodobnie pra matka wszystkich działkowych kotów - Weteranka (także matka mojej domowej Głucholki) zakończyła swój żywot. Nie widać jej już od dłuższego czasu, co nawet zauważyli mieszkańcy sąsiadujących z działkami bloków. I tak uważam, że jakim cudem udało jej się przeżyć w tych ekstremalnych warunkach około dziesięciu lat. Szkoda mi bardzo Weteranki, bo jej inteligencja była, nawet jak na kota przystało - dużo powyżej przeciętnej.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Prezent"

wtorek, 27 października 2009 11:21
Tego mogłam się spodziewać. Co bardziej zaciekli wrogowie przebywania kotów na działkach przeszli do ataku. Gdy wczoraj wchodziłam na działkę, o mało co nie wlazłam w... wielką kupę. Z pewnością była to ludzka kupa, którą ktoś podrzucił mi w "prezencie" na ścieżkę prowadzącą do altany. Na kocią kupę była zbyt duża. "Prezent" uprzątnęłam. Teraz czekam co będzie dalej.
Zauważyłam także, że w związku z zakończeniem sezonu działkowego zostały rozmontowane krany z urządzeń doprowadzających wodę do działek. Taka czynność wykonywana jest co roku jesienią i może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że owej czynności dokonuje, no kto? Oczywiście były do niedawna gospodarz działek i gołębiarz w jednej osobie. Jaki to ma związek z "prezentem"? Jeden z hydrantów stoi akurat na przeciwko furtki do mojej działki. Widocznie w trakcie prac nad demontażem kranów gołębiarza przyparło i postanowił ulżyć sobie na mojej działce.
Dopuszczam także taką opcję, że ów "prezent" został mi podrzucony przez kogoś innego, kto kotów działkowych nienawidzi, cyt. - bo srają. Gdy wychodziłam z działek, po raz pierwszy od roku odezwałam się do gołębiarza. - Nie wie pan, kto buszuje po mojej działce? - zapytałam siląc się na spokój. - Odkręcał pan dzisiaj krany... Jak można się było spodziewać - gołębiarz nikogo nie widział i nic nie słyszał. O podrzuconym "prezencie" jednak nie napomknęłam. Będę obserwować dalszy bieg wypadków. A swoją drogą - ów wczorajszy incydent z kupą potwierdza, że obecności kotów na działkach owi "miłośnicy" przyrody z pewnością mi nie darują. I jeszcze jedno. Na mojej działkowej furtce umieściłam wczoraj ogłoszenie: UPRASZA SIĘ O NIE PODRZUCANIE WŁASNYCH ODCHODÓW NA MOJĄ DZIAŁKĘ. Nie wiem, czy treść ogłoszenie odniesie skutek. Raczej śmiem wątpić, ale jest to z mojej strony sygnał ostrzegawczy. Jak mówią moi znajomi - z Ewą lepiej nie zadzierać.
Acha! Byłabym zapomniała. W piątek zadzwonił do mnie jeden z działaczy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Zapytał, czy jestem członkiem tej organizacji. Nie jestem i nie zamierzam być. Podobno w sobotę miało się odbyć walne zgromadzenie członków ŁTOnZ. O swoich przygodach z tą organizacją już pisałam, więc nie będę się powtarzać. W statucie Towarzystwa przeczytałam, m.inn. "Pomagamy osobom opiekującym się zwierzętami wolno bytującymi." Póki co - na własnej skórze o tym zapewnieniu nie miałam okazji osobiście się przekonać. I jeszcze jedno. Po rozmowie z panem działaczem napisałam E-mail do wiceprezeski ŁTOnZ. . Do dnia dzisiejszego nie otrzymałam odpowiedzi i pewnie nie otrzymam. Rzutem na taśmę wykonałam wczoraj telefon do pana działacza. Niestety. Pan działacz nie miał dla mnie czasu na krótką rozmowę. Obiecał za godzinę zadzwonić. Nie zadzwonił. Ech... szkoda gadać.

Wasza ciotka

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kolejny krok do przodu

niedziela, 25 października 2009 18:49
          Adam dotrzymał danego słowa i drzwiczki dla kotów dziś po południu zamontował. Urządzenie to zostało zamontowane... w oknie altany i wygląda bardzo fajnie. Uroczyście zatem dokonałam zamknięcia okna na dwa spusty i w altanie zrobiło się zaraz cieplej. Reszta należy do kociaków. Muszą nauczyć się korzystać z tego udogodnienia, ponieważ w przeciwnym wypadku zimą będą marzły na ganku. A swoją drogą, gdy byliśmy dziś z Adamam i Anią na działce, koty dały istny popis - ganiając się szaleńczo wśród drzew. Miło było na nie patrzeć jak figlują ze sobą. Do zabawy włączył się starszy burasek, co jest oznaką, że wraca już całkowicie do zdrowia. Z działki wyszłam już o zmroku i nie mogłam zaobserwować jak kociaki przyjęły swoją osobistą furtkę do wnętrza altany. A swoją drogą, to wcale nie jestem zadowolona z przesunięcia czasu na tzw. zimowy. Będę teraz musiała wcześniej na działce się pojawiać. Ech...

Wasza ciotka.
                   

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jednak jest!

czwartek, 22 października 2009 14:05
         Spieszę donieść, że bury podrostek (okazuje się, że jednak płci żeńskiej, a nie męskiej - jak sądziłam) wrócił. Może poznawał najbliższą okolicę i zapomniał przyjść na jedzenie. W każdym razie burasia jest i to ważne. Chyba jednak powoli się oswaja, ponieważ   na mój widok już nie ucieka w panice i nie boi się wyciągnietej w jej (jego?) kierunku ręki. Dzisiaj z samego rana byłam na działce z Adamem w sprawie zainstalowania kocich drzwiczek. To dziwne, ale małe kociaki na jego widok nie pouciekały, a nawet przyglądały się  -  gdy Adam brał wymiary na wycięcie otworu w oknie. Kocie drzwiczki będą za kilka dni. Potem będzie nauka, jak pokonać tę przeszkodę by dostać się do środka altany.
         Dzisiaj także rozmawiałam z "moimi" weterynarzami o tym jak zlikwidować resztki przeziębienia u Burasi. Mam w dalszym ciągu podawać antybiotyk, ale jak? Oto jest pytanie. Przemycanie w karmie nie wychodzi, bo kocina jest cwana. Może trzeba będzie kupić jakąś ekstra karmę w saszetkach. No cóż... koszty rosną jak się ma "kota" na punkcie kotów.

 Wasza ciotka.
                              
                                         

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Gdzie on jest?

poniedziałek, 19 października 2009 20:31
         Przede wszystkim dziękuję osobom odwiedzającym koci blog za słowa wsparcia i zapewnienia, że jest on czytany. To dla mnie ważne i budujące. Teraz wracam do meritum. Jak zapewnie czytelnicy wiedzą, jeden z kociaków, urodzony wiosną, chorował. Odmawiał przy tym przyjmowania antybiotyku, co nie polepszało jego położenia. Dzisiaj już buraska nie było na działce. Myślę, że stało się coś złego. Kocurek mimo choroby wykazywał wielką wolę życia. Wczoraj, gdy podawałam mu jedzenie, nawet dał się pogłaskać i nie uciekał. Na działce byłam dziś około dwóch godzin. Dwójki maluszków, co prawda, też nie zastałam w altanie, jednak gdy otworzyłam puszkę z karmą, pojawiły się natychmiast, niestety, bez swojego starszego braciszka. Bardzo szkoda mi tego kota. Jakoś nie mam przekonania, że wróci.
           Dzisiaj odebrałam z poczty drzwiczki dla kota, Jak dobrze pójdzie - moj znajomy zainstaluje je jeszcze w tym tygodniu. Potem koty będą musiały nauczyć się z nich korzystać. Kot to zwierzę inteligentne, więc problemów być nie powinno. Przytargałam też jeszcze trochę styropianu, który świetnie chroni przed zimnem. Jak się już z tym wszystkim uporam,  działkowym bezdomniakom zima nie będzie straszna.

Wasza ciotka.
           

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Pogodowy kataklizm

czwartek, 15 października 2009 20:32
Mimo obrzydliwej pogody w dniu wczorajszym, codziennym zwyczajem na działkę poszłam. Co prawda - miałam niejakie trudności z dojściem do altany, ponieważ oczywiście śniegu było co niemiara i z góry i z dołu. Przywalone mokrym śniegiem krzewy leżały na ziemi i nawet dość wysoki płot wierzbowy nie wytrzymał obciążenia i właściwie przestał istnieć. Musiałam złapać w dłonie łopatę i śnieg odgarnąć, co przy takiej aurze nie należało do przyjemności. Nota bene - z działki wróciłam tak przemoczona, że nie obeszło się bez gorącej kąpieli i kuracji czosnkowej.
Koty oczywiście siedziały wypłoszone w altanie, ale gdy otworzyłam drzwi, wyszły na dwór by zobaczyć - co takiego stało się na świecie. Oczywiście jak szybko wylazły, tak jeszcze szybciej wróciły do altany. Gwałtowny spadek temperatury sprawił, że rzucają się na jedzenie i wylizują miskę do czysta. Sierpniowe maluchy są zdrowe i pełne wigoru. Natomiast bury podrostek jednak kaszle w dalszym ciągu mimo wciskanemu mu do jedzenia antybiotyku. Dzisiaj jednak stwierdziłam, że kaszle trochę mniej i ma apetyt, więc antybiotyk jednak chyba zadziałał.
Wczoraj zamówiłam w sklepie internetowym drzwiczki dla kota. Sklep potwierdził mi E-mailem, że paczkę dzisiaj wysyła. Mam nadzieję, że dostanę ją w poniedziałek. Pozostaje tylko kwestia zamontowania drzwiczek, co ma zrobić, jak obiecał, mąż mojej koleżanki. Okno altany jest cały czas lekko uchylone, ale to przecież najwyższa pora by zostało zamknięte. Ciężka kotara na drzwiach, którą zawiesiłam przedwczoraj, też swoje robi i w altanie robi się coraz bardziej przytulnie. Mam nadzieję, że kociaki nie będą marzły zimą, choć temperatura w altanie w czasie mrozów może spadać poniżej zera. Na wszelki wypadek przytargałam z domu wielki, barani kożuch, który kiedyś podarowała mi koleżanka, a którego nigdy na siebie nie włożyłam. Za ciążki i za duży.
To właściwie tyle, co mam do powiedzenia. I jeszcze jedno. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy prowadzenie tego bloga ma jakikolwiek sens. Mam czasami wrażenie, że adresatem mojej pisaniny o kotach jestem tylko ja, czyli piszę do tak zwanej szuflady. Hmmm...



Wspomnienie lata... Foto: P.Z.
Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bieżące relacje

wtorek, 13 października 2009 11:28
         Oj! Synoptycy straszą nas szybkim nadejściem zimy. Niebawem ma nastapić załamanie jesiennej aury a potem już tylko mróz, śnieg i ostre wiatry. Nie będę się rozpisywać, że każdą wolną chwilę przeznaczam na docieplenie altany. Skoro już tak ma być, że maluchy zostaną w niej na zimę, niech przynajmniej wiatr po niej nie hula. Liczyłam na to, że Justynka wywiąże się z danej obietnicy i "kocie" drzwiczki otrzymam by je zainstalować w oknie altany. Mój sąsiad zadeklarował, że mi w tej operacji pomoże. Niestety. Nie mamy "armaty". Trzeba będzie pokombinować inaczej, ponieważ drzwiczek jednak nie dostałam i pewnie już nie dostanę. No cóż, ludzie nie zawsze dotrzymują danego słowa, ale przyznam, że po Justynce  tego się nie spodziewałam. Wczoraj ostatnim rzutem na taśmę jeszcze raz do niej zadzwoniłam, ale mój telefon nie został odebrany. Deklaracja mojej młodej znajomej okazała się tym razem deklaracją bez pokrycia.
           Martwię się o starszego buraska. Coraz bardziej kaszle, ale nie chce jeść karmy z zakamuflowanym w niej antybiotykiem. Złapać się też oczywiście nie daje, więc o zaniesieniu go do weterynarza mowy nie ma. Bardzo nie lubię patrzeć bezradnie jak z takiej kociej istoty powoli ucieka życie. Miernym, ale jednak pocieszeniem jest to, że dwa maluszki czują się świetnie i rozrabiają jak pijane zające. Nawet nawoływania wściekłej mamuśki, która w dalszym ciągu wywołuje je z altany, nie robią na nich wrażenia. Ach! Co ja bym jednak dała za to by kocie pyrtki nie musiały spędzać zimy w takich ekstremalych warunkach. Moje życzenie, niestety, pozostaje jedynie pobożnym życzeniem.

Wasza ciotka.
                 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zimno robi swoje

środa, 07 października 2009 13:51
            Zaczynam powoli wątpić, czy uda mi się maluchy zachować przy życiu. Weterynarze ostrzegali mnie, że jeśli kociaki zostaną na działkach jesienią, będą chorować. I to się sprawdza. Zachorował kociak, który urodził się wiosną. Prawdopodobnie ma początki zapalenia oskrzeli, co jest konsekwencją nie wyleczonego kociego kataru. Oczywiście próbuję podać mu antybiotyk w jedzeniu, ale kocisko jest cwaniakiem. Mięso zjada a antybiotyk pozostaje w misce. Dwójka maluchów, póki co, jest jeszcze zdrowa, ale cały czas przebywa w towarzystwie starszaka i może się od niego zarazić. Co prawda - kociaki mogą swobodnie wchodzić do altany przez uchylone okno i grzać się w wersalce, ale ciekawość świata i ciągłe nawoływania kociej mamuśki, powodują że buszują na zewnątrz bez względu na aurę. Poza tym dzika mamuśka nauczyła je takiej nieufności do mnie, że choćby o pogłaskaniu ich nawet nie ma mowy. Za każdym razem, gdy usiłuję skrócić dystans, pitrują aż się kotłuje.
Nie będę ukrywać, że jestem niespokojna o ich dalszy los. Acha! Nowy gospodarz działek zwołał na czwartek zebranie, co o tej porze roku jest ewenementem. Prawdopodobnie chodzi o Olchową i wycięte z jej działki iglaki. W zebraniu nie zamierzam uczestniczyć, bo szkoda mi czasu i nerwów. Mam ważniejsze sprawy na głowie.

Wasza ciotka.

                     
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 162  

Czasu żal...że ucieka.

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114162
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl