Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Wiadomości bieżące czyli prawie spokój.

czwartek, 30 października 2008 22:32
Aż dziwne i niepojęte. Paniusi, co to olchy z takim zapałem wycinała, jakoś  nie widzę, mimo że na działkach jestem codziennie. Dziura w siatce, przez którą włażą na jej terytorium koty, też już nie jest łatana z takim zapałem jak bywało poprzednio. Mało tego. Miseczki dla kotów także nie są usuwane. Powiem więcej. Pani nie wycięła wszystkich olch, które planowała usunąć. Okazuje się, że wycinaniem drzew zainteresowali się mieszkańcy sąsiadującego z działkami bloku. Rozmawiałam w tej sprawie z kilkoma osobami. Ludzi nawet zainteresowało - co stało się z wyciętymi drzewami i do kogo mogły trafić. Olcha jest przecież cennym materiałem do wędzenia. Jedna ze znajomych zapytała nawet publicznie via Internet - kto wziął kasę za sprzedane prawdopodobnie drewno.
Co do kotów - na terytorium zaanektowanym przez nową działkowiczkę przebywają aktualnie trzy kotki. Piękny Maniuś raz jest, a raz go nie ma. Nawet na karmienie czasami się nie pojawia. Ciągle się pocieszam, że może znalazł sobie jakieś przytulisko. Jego "właścicielka" już mu karmy nie wystawia przy swojej altanie. Kawałka schronienia w postaci drewnianego kwietnika, jak to miało miejsce ubiegłorocznej jesieni, też Manuś już nie ma. Pani na mój widok nabzdycza się i udaje, że mnie nie zna. Trudno, Jakoś to przeżyję. Ciągle odkładam założenie folii na ganek altany, aby koty miały choć ochronę przed zimnem gdy nastaną mrozy. jednak ta czynność, dosyć wyczerpująca, czeka mnie nieodwołalnie. Co prawda - zwróciłam się o pomoc wolontariuszy z pewnej fundacji, która zajmuje się niesieniem pomocy bezdomnym zwierzakom, ale mój list został potraktowany milczeniem owej fundacji. Bywa i tak. Acha. I jeszcze jedno. Szarobiały przybłęda, który przegonił z mojej działki Pięknego Mańka, nie zamierza opuścić zdobytego terytorium. Widuję go i on widuje mnie także.
To właściwie byłoby tyle, co mam Wam dziś do powiedzenia. Może następne wiadomości będą lepsze.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bardzo dziwne...

sobota, 25 października 2008 11:58
         Nie zamierzam polemizować z internautą, który zostawił swój komentarz pod wpisem pt. "Kontratak". Dodam tylko, że  - jak przypuszczam - jest on nie do końca zorientowany w sprawie statusu działek, na których bezdomne koty (nota bene - przez "miłośników" tych zwierząt z domów wyrzucone) egzystują. Oczywiście pan Adam nie musi wiedzieć - do kogo należą te zielone tereny, ale upublicznienie jego osobistego zdania w tej kwestii powinno być podparte znajomością przedmiotu, a tak widocznie nie jest. Przy okazji pana Adama pozdrawiam i dziękuję za odwiedzenie Kociego Blogu.
        A teraz o sprawach bieżących. Gdy wczoraj wieczorem dawałam kotom jedzenie, podjechał policyjny radiowóz. Panowie policjanci zainteresowali się tym co robię. Było to dokładnie w tym samym miejscu, w którym tydzień temu zostałam zaczepiona przez pana Franka, i w którym zatrzymał się elegancki samochód drogiej marki. Zaczyna to być bardzo intrygujące, że wydawałoby się - banalna czynność karmienia kotów przy dziurze w ogrodowej siatce wzbudza aż takie zainteresowanie. Panowie policjanci skomentowali tę moją czynność jednym zdaniam -   No taaaak...  i odjechali życząc mi dobrej nocy. I znowu zastanawiam się, czy był to czysty przypadek, czy też zorganizowana akcja przeciwko... bezdomnym kotom.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nadepnęłam komuś na odcisk.

poniedziałek, 20 października 2008 10:57
        Muszę zacząć od informacji, że Pięknego Maniusia znowu wywiało z działek. Nie ma go już od kilku dni i obawiam się, że tym razem zniknął na dobre. Na posterunku tkwią dwie kotki, czyli Weteranka i mamuśka Budrysków. Jest także ten kocur, który przegnał kocie towarzystwo z jego dotyczasowego terytorium.
Sprawa przebywania kotów na działce owej pani, która wycina olchy, a także chyba samej działki,  zaczyna przybierać niepokojące kształty. Otóż w piątek pod wieczór, gdy dawałam koto jedzenie przy dziurze w siatce, nie wchodząc na obszar ogrodu, zostałam zaczepiona przez młodego chłopaka, który powiedział na wstępie, że chce ze mną porozmawiać. Dość szybko zorientowałam się, że pewny siebie nastolatek został przez kogoś na mnie nasłany. Najkrócej ujmując - ów chłopak zaprotestował przeciwko karmieniu kotów... na jego działce. Nie dałam zbić się z tropu i zapytałam go o prawo własności do działki, ponieważ - jak mi wiadomo - działka jak wszystkie pozostałe na tym obszarze, należy do skarbu państwa, a spółdzielnia mieszkaniowa jest tylko jej wieczystym użytkownikiem. Chłopak widocznie nie był przygotowany na taką reakcję z mojej strony. Zaczął opowiadać, że działka jest własnością... jego ciotki. Ja z kolei zapytałam, czy ciotka przypadkiem nie pracuje w spółdzielni mieszkaniowej. Mój rozmówca oczywiście nie odpowiedział mi wprost, próbując całą sprawę zmarginelizować jednym zdaniem - Pani jest szalona. I pewnie rozmawialibyśmy jeszcze, gdyby nie to, że obok nas zatrzymał się samochód osobowy drogiej marki. Jak zauważyłam - siedziała w nim dwójka osób około 40-tki, oraz trzej rówieśnicy mojego rozmówcy. Pan Franek - bo tak się przedstawił mój rozmówca, podszedł do samochodu i zaczął rozmawiać z kobietą siedzącą za kierownicą, do której zwracał sie per mamo. Ja stałam jak wryta w ziemię i czekałam na dalszy rozwój wypadków. Młodzi ludzie wysiedli z samochodu i wraz z "Frankiem" udali się, jak usłyszałam, na trening. Panią w samochodzie zobaczyłam po kilkunastu minutam jeszcze raz. Penetrowała okolice działek. Gdy zorientowała się, że ją obserwuję, zawróciła i dość szybko odjechała w stronę osiedla. Zastanawiam się, czy spotkanie z panem Frankiem należy zbagatelizować i uznać, że nic się nie stało, czy też należy z owego spotkania wyciągnąć jednak pewne wnioski. Jedno w tej sprawie jest pewne: Wyraźnie widać, że komuś jednak musiałam zdrowo nadepnąć na odcisk. Tylko komu? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zaczynamy od początku.

poniedziałek, 13 października 2008 12:20
Namęczyłam się od samego rana, by wpis nowy dodać i o bieżących sprawach Was poinformować. Wpis szlag trafił, a ja zaczynam od początku. Zanim przejdę do meritum, muszę podzielić się z Wami taką oto refleksją. Otóż w komentarzu do poprzedniej notatki Wibo napisał, że głupi ludzie powinni się leczyć. Niestety - drogi Wibo. Uważam, że nie ma takiej opcji, ponieważ by się leczyć z tej przypadłości, trzeba mieć świadomość jej posiadania. Tymczasem głupota sama w sobie, nie jest świadoma własnej choroby , albowiem jest głupia.  Ot i kółko się zamyka.
A teraz o bieżących wydarzeniach. Kilka dni temu, gdy udałam się na wieczorny spacer po moim osiedlu, spotkałam grupkę pań, które korzystając z osłony nocy, dokarmiają bezdomne koty. - Pani! Zaczęła jedna z nich. - Jakiś młody człowiek przyniósł kotom pół kilo mielonego i obiecał, że zorganizuje styropian na budki dla kotów. Powiedział, że panią zna. Przypuszczam, że ów dobrodziej to młody lekarz, mieszkający w jednym z bloków, sąsiadującym z  kompleksem działek. Pan Maciek jest człowiekiem kochającym przyrodę i póki co - czułym na los bezdomnych zwierzaków. Dziękuję Ci - Maćku za Twoje wielkie serce. Mam nadzieję, że danego słowa dotrzymasz.
Bodajże w piątek spotkałam na moim osiedlu panią wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, jednak nie danym mi było z nia porozmawiać. Pani N. pitrowała na mój widok aż się kurzyło. Może przypomniała sobie, że moję pismo o spowodowanie interwencji tegoż Towarzystwa w kwestii prześladowania kotów na działkach, pozostało bez jakiej kolwiek reakcji ze strony tej instytucji. Od pamiętnego lipca, gdy pismo takie złożyłam, minęło już przecież trochę czasu.
Na zakończenie powinnam dodać, że olchy na terytorium ogrodów działkowych są w dalszym ciągu konsekwentnie wycinane. W ubiegłą sobotę nowa właścicielka kawałka terenu zlikwidowała kolejne. Jednak jest i drobna wiadomość pozytywna. Owa "miłośniczka" przyrody odstąpiła jednak (nie wiadomo na jak długo) od likwidowania dziury w siatce, przez którą wchodzą bezdomniaki. Prawdopodobnie zorientowała się, że to nie koty, ale ludzie życzliwi kotom, dziurę tę za każdym razem na nowo odrestaurowują. Koty i tak znalazły sobie inne wejście na działkę tej pani, bo koty to mądre stworzenia. Czasami mądrzejsze od niejednego człowieka.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Szkoda gadać.

środa, 08 października 2008 15:23
Ci z Was, którzy zaglądają do "Bajdurek", wiedzą już że Maniuś i inne działkowe koty sa coraz bardziej zagrożone. W zasadzie odebrany im został ostatni kawałek terenu, po którym mogły się swobodnie poruszać. Pech sprawił, że teren te został przydzielony jednej paniusi, co to nie dość, że olchy masowo z tego terenu wycina, to jeszcze absolutnie nie toleruje obecności kotów. Kotami się brzydzi jak mi to oświadczyła dwa dni temu. Co prawda kota nie kopnie, ale nie życzy sobie ich obecności na jej terytorium. Ciekawa jestem, czy koty zechcą do jej woli się dostosować. Ku mojej radości dziura w siatce ogrodzeniowej, która ta pani zasznurowała, by koty nie mogły przez nia przełazić, została przez kogoś rozsznurowana, ale bynajmniej nie przeze mnie. Zrobił to ktoś, kto koty lubi i je dokarmia. Właściewie to nie ma sie co dziwić tej pani. Jest przecież pracownicą spółdzielni mieszkaniowej "Teofilów", której pracownicy są już znani z wielkiej awersji do bezdomnych kotów. O sprawie tej pisałam już nie raz. Co prawda - nowa właścicielka kawałka ziemi odpowiada w tej spółdzielni za utrzymanie zieleni, ale była już także administratorką. A administratorzy w tej spółdzielni mają kategoryczny nakaz od swoich zwierzchników, by koty tępić. I nie ma na to siły. Żadnej siły. Koty to "szkodniki" - jak powiedział kiedyś prezes od działek i jednocześnie członek rady nadzorczej tej spółdzielni mieszkaniowej.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Maniuś w opałach.

czwartek, 02 października 2008 21:01
Tak. To, że Piękny Maniuś musiał rejterować z terenu, który zajmował, ma dla niego okręślone konsekwencje. Biedak wysiaduje teraz przy siatce okalającej działki, a za siatką jest jezdnia. W siatce jest dziura, przez którą kocisko wyłazi by przywitać się ze znajomymi ludźmi. Mało powiedziane - wyłazi. On wybiega w szalonym tempie z tej dziury, oczywiście nie bacząc na niebezpieczeństwo wpadnięcia pod przejeżdżające samochody. Stało się tak i w dniu wczorajszym. Stałam na ulicy i rozmawiałam ze znajomym o świeżo wyciętych olchach na naszych działkach. Nie wiedziełam, że zza siatki obserwuje mnie Maniuś. Kot  postanowił jednak starym zwyczajem przywitać się ze mną. Gdy był już przy mnie, wystraszył go pies znajomego. Maniuś jak oszalały czmychnął do dziury w siatce- prawie pod koła nadjeżdżającego samochodu. To prawdziwy cud, że wyszedł z tego żywy. Dzisiaj o "wyczynach" Maniusia powiedziałam jego "opiekunce". Pani obojętnie wzruszyła ramionami. - A co ja zrobię? Najwyżej jakiś samochód go w końcu zabije - odpowiedziała z kwaśną miną, dając mi do zrozumienia, los kota nie specjalnie ją obchodzi. Nie będe przed Wami ukrywać, że zaczynam się bardzo poważnie obawiać o życie Maniusia. Oswojony kot garnie się do ludzi i nie chce przebywać tylko we własnym towarzystwie i nie ma się co kotu dziwić. Tylko konsekwencje mogą bycć dla niego bardzo żałosne. .. - Piękny Maniusiu! Dlaczego mimo Twojej urody i uroku nikt Cię nie chce przygarnąć?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 197  

Czasu żal...że ucieka.

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114197
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl