Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 774 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Koto-gorie...

Zdjęcia w galeriach.


Wyrzucony kot - nowy kłopot.

piątek, 30 stycznia 2009 11:35
Ze słodkich objęć Morfeusza wyrwał mnie wczoraj rano dzwonek do drzwi. Tym razem nie była to sąsiadka, ale pani Helena, która także zajmuje się bezdomnymi kotami. Pani Helena nigdy u mnie nie była, ale pomógł jej do mnie dotrzeć nasz wspólny znajomy - pan Marek. Jeszcze nieprzytomna - zaprosiłam obydwoje do mieszkania, by dowiedzieć się - co takiego ważnego mogło przygonić pania Helenę do mnie. Pani Helena ma już na karku 84 lata, więc sami rozumiecie...
Okazało się, że ktoś znowu wyrzucił kota i to do tego kilkumiesięcznego kota. Burasek jest, co prawda, pod tymczasową opieką pani Włady (jednej z opiekunek bezdomniaków), ale trzeba mu poszukać domu. Pani Włada ma chorego męża, oraz dwa przygarnięte już koty oraz psa, więc trzeciego kota wziąć na swoje barki nie może. Pani Helena - wiadomo. Opiekuje się całym stadkiem kotów. Jednym słowem - nowy kłopot, który spadł na moją głowę.
Przypomniałam sobie, że Justynka (ta od Lucusia Pyrtusia i Lili) poszukuje młodego kota dla swojej znajomej, czyli do zaadoptowania. Zadzwoniłam do Justynki. Telefon milczał, ale wiedziałam, że dziewczyna na pewno oddzwoni. Póki co - trzeba było najpierw obejrzeć kota, którego pani Włada "zdeponowała" w swojej piwnicy. Kocurek jest oswojony i garnie się do ludzi.Jest bardzo ładny.
Ta kochana Justynka oczywiście oddzwoniła. Sprawa kota dla jej znajomej jest w dalszym ciągu aktualna. Dzisiaj okaże się, czy burasek z piwnicy pani Włady powędruje do nowego domu, czy będzie skazany na marny los innych bezdomnych kotów. Teraz czekam na kolejny telefon od Justynki. Mam nadzieję, że jej znajoma nie zmieniła zdania i kota przygarnie.

Wasza ciotka.
     
               

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Jeśli nie wesz - to bierz.

środa, 28 stycznia 2009 20:23
Te śliczne filmiki z życia kotów znalazła gdzieś w Internecie nieoceniona Donwinka. Mam nadzieję, że oglądanie ich poprawiło Wam humory, a nawet wywołało uśmiech na Waszych twarzach. Urechotałam się jak norka z pierwszej scenki, bo jota w jotę tak właśnie "rozmawiają" ze sobą moje domowe kocice - Burka III i Głucholka.
A teraz o sprawach poważniejszych. Korzystając ze względnej pogody, postanowiłam dziś pojechać Do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami by trochę karmy dla bezdomniaków wyrwać. Ostatnio byłam tam bodajże pod koniec października, więc pomyślałam sobie, że trzeba zaryzykować i pojechać. Ostatecznie karma dla bezdomnych zwierzat kupowana jest przez działaczy TOZ-u ze środków społecznych, więc łaski nikt mi nie robi, gdy trochę żarełka dla kotów odpali.
O chimeryczności pani wiceprezes owej organizacji krążą po moim mieście legendy, więc jadąc do siedziby Towarzystwa wiedziałam, że lekko nie będzie. Moje obawy spełniły się w stu procentach. - Karmy nie ma! - usłyszałam na dzień dobry. - No, prawie nie ma - poprawiła się pani wiceprezes. Nie dałam się zbić z tropu i zapytałam: - To w końcu jest, czy jej nie ma? Na moje zasadnicze pytanie wiceprezeska dostała ataku szału. - Mówiłam już, że nie ma! - proszę pani! Zapomniała widocznie, że od sporego już czasu zwracamy sie do siebie per ty. Scenę obserwował naczelny szef Towarzystwa, ale do rozmowy się nie włączył i zmył się po angielsku. A ja z kolei usłyszałam od pani wiceprezes, że sama ma trzydzieści psów i kotów, oraz wie co mówi, ponieważ stanowisko piastuje już dziewiąty rok i zwierzętom pomaga. Ja z kolei wiedziałam, że działacze TOZ-u tak łatwo mnie się nie pozbędą i do domu muszę wrócić z karmą. Po prostu nie wierzyłam w zapewnienia pani wiceprezes o braku karmy, tym bardziej, że pani ta wyraźnie dążyła do tego by mnie odprawić z kwitkiem. Efekt tej słownej przepychanki zaowocował jednak trzema kilogramami brykietów bardzo podłej jakości, bo nawet bezdomniaki nie chcą jej jeść. I wiecie - co jeszcze w charakterze bonusu przywiozłam do domu? Nie wiecie i nigdy się nie domyślicie. Pani wiceprezes, chcąc widocznie nieco załagodzić przebieg "rozmowy" - wtryniła mi:
1/ szczotki do zamiatania na kiju - szt 2
2/ szczotki zmiotki - szt 2
3/ szczotki klozetowe - szt 3
4/ szczotki do zmywania naczyń - szt 4
5/ kompres jałowy 10 x 10 cm - szt 25
6/ przylepiec mocujący z folii - szt 1
Moja Śp. ciotka mawiała w takich sytuacjach - Jak nie wesz, to bierz. No to wzięłam. Cóż miałam, biedna sierota, uczynić. Akcesoria do sprzątania przydadzą sie na działce. Acha! I jeszcze jedno. Podobno magistrat, który przydziela środki finansowe na potrzeby TOZ-u w charakterze dotacji, nie wyraża zgody na zakup przez Towarzystwo pastylek antykoncepcyjnych dla bezdomnych kotek. W związku z tym od pani wiceprezes dostałam "polecenie". Mam z tym zrobić porządek. Z tym, czyli z Wydziałem Gospodarki Komunalnej, a ściślej - z jedną panią urzędniczką, która taką decyzję podjęła. Podobno na złość pani wiceprezes. O nie! Czy ja wyglądam na taką głupią, za jaką bierze mnie pani wicepreses?

Wasza ciotka.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

You tube

środa, 28 stycznia 2009 8:51

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Chyba mi odbiło.

poniedziałek, 26 stycznia 2009 21:02
Zobaczyłam dzisiaj na witrynie jednego ze sklepów zoologicznych ogłoszenie takiej treści: "Jeśli masz w domu niepotrzebne kołdry, poduszki, ubrania polarowe, a także miski dla zwierząt - przynieś je do nas. My odwieziemy je do schroniska na ul. Kosodrzewiny. Zwierzęta (szczególnie koty) marzną." Ponieważ od wielu lat znam właścicielkę tego sklepu, postanowiłam poznać bliższe szczegóły, dotyczące tego ogłoszenia. Pomyślałam sobie także, że budka styropianowa, której jakoś nikt nie chce - może się kotom w schronisku przydać wraz z zawartością, czyli ocieplaczami polarowymi. Weszłam do sklepu i upewniłam się . czy ogłoszenie jest wywieszone przez właścicielke tegoż sklepu. Usłyszałam, że tak. Przeszłam zatem do meritum i zaproponowałam przyniesienie budki do sklepu - zgodnie z treścią ogłoszenia. Wiecie - jaka była odpowiedź pani A? Nie zgadniecie. Otóż pani A. powiedziała mi, że mam sama zadzwonić do schroniska na Kosodrzewiny i zapytać, czy taka budka jest im potrzebna. Na takie dictum odechciało mi się przekonywać autorkę ogłoszenia, że może jednak budkę przytargam do jej sklepu, skoro się tak ogłasza. Ze sklepu wyszłam z mieszanymi uczuciami. Zastanawiam się teraz, czy może moja propozycja była niestosowna, czy po prostu właścicielka sklepu z karmą dla zwierząt zakpiła sobie ze mnie w żywe oczy.
I jeszcze jedno. Chyba dzisiaj (około godziny 20.oo) na zachodniej stronie nieba zobaczyłam... UFO. Jasny, dosyć duży punkt wisiał na niebie i napewno nie była to gwiazda, ponieważ niebo jest zachmurzone. Nie był to też samolot, ani satelita. Więc co? Optuję jednak za UFO. Podobno od jakiegoś czasu Nole pojawiają się nad moim miastem.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przeziębienie.

sobota, 24 stycznia 2009 13:12
I nie chodzi tu o przeziębienie kotów, ale moje. Wypady na działkę przy tej pogodzie zrobiły swoje. Wczoraj jeszcze doprawiłam się chęcią odwiedzenia zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej. Zamiast szybko wracać z działki do domu, nie zważając na przenikliwe zimno, poszłam do "Psiej kości" i oczywiście zmarzłam. Na efekty mojego nierozważnego postępowania nie trzeba było długo czekać. Wieczorem miałam już katar do pasa. Jednak moja wizyta w lecznicy ma także swoje pozytywne strony. Pan lekarz weterynarii, którego, nota bene, bardzo lubię, podarował kotom dwie puszki świetnej karmy. Myślę, że bezdomniakom będzie ona smakować.
Muszę jednakowoż także wspomnieć o wiadomościach, które przekazała mi jedna z karmicielek bezdomniaków. Pod osławioną dziurą w płocie doszło do karczemnej awantury. Karmicielka zauważyła, że pewna pani, mająca działkę w sąsiedztwie mojej - podeszła do kociej stołówki i próbowała kopnąć jednego z kotów. Karmicielka, która akurat dawała kotom jedzenie - oczywiście ostro zareagowała, co z kolei wywołało wściekłość owej "miłośniczki" bezdomnych kotów. Zastanawiam się, ile podłości może mieścić się w człowieku. Zadziwiające jest także to, że owa "miłośniczka" kotów - rozmawiając ze mną -  litowała się nad bezdomniakami. - Przecież bez pomocy ludzkiej te koty nie mają szans przetrwania - usłyszałam. A może właśnie tej pani zależy by koty nie przetrwały? I na zakończenie dodam, że wcale nie chodzi tu o Olchową, ani o żonę gołębiarza. Wiem z doświadczenia, że karmicielki bezdomniaków - pani Lucyna i pani Włada nie dadzą sobie w kaszę dmuchać i z ową "miłośniczką" kotów też sobie poradzą.  Podobno sprawa "wymiany poglądów" na temat traktowania bezdomniaków ma mieć ciąg dalszy, ale tym razem już nie przy kociej stołówce, ale... w tutejszej parafii. Panie widują się na niedzielnych mszach i podobno znają się dość dobrze. Ciekawa jestem - po której stronie tego konfliktu opowie się Święty Franciszek z Asyżu? Mam nadzieję, że po stronie kotów.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie ma chętnych?

czwartek, 22 stycznia 2009 13:22
Jak niektórzy z Was wiedzą, udzielam się także na serwisie Koty.pl Od czasu do czasu zapisuję tam swoje problemy, dotyczące oczywiście kotów. Kilka dni temu poinformowałam licznych miłośników kotów, udzielających się na tem serwisie, że mam do oddania (nieodpłatnie) jedną budkę styropianową. "Moje" działkowe koty mają w tym względzie już pełny komfort, a  budka, którą wykonałam i która stoi w mojej domowej rezydencji, mogła by się komuś przydać. Oczywiście komuś, komu los bezdomnych kotów nie jest obojętny. Sądziłam w swojej naiwności, że z podarowaniem budki komuś z mojego miasta nie powinno być problemu. W końcu ileż to roboty - wysłać emalię do oferenta, czyli do mnie. Okazuje się jednak, że chętnych na domek dla kotów nie ma. Czyżby liczyły się tylko te piękne kanapowce, prezentowane licznie na kocim serwisie? Aż nie chce mi się wierzyć. A zatem ponawiam moją ofertę, dotyczącą przekazania styropianowej budki w dobre ręce. Wiem, że na Koci zaglądają także Łodzianie. Może jednak komuś ona się przyda?, że nie wspomnę o bezdomnych kotach.

               
               A to jest Batmanek, buszujący latem po ogrodzie Ismeny. Batmanek i jego brat Hektorek właśnie w takiej styropianowej budce przyszły na świat ubiegłorocznej wiosny.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Niespodzianka.

wtorek, 20 stycznia 2009 10:34
Aby wyjaśnić - co z tą niespodzianką, muszę opisać topografię ganka mojej altany. Otóż na ganku stoi stolik, na którym umieściłam dwie styropianowe budki oraz kocią stołówkę. Pod blatem stolika zorganizowałam jeszcze jedno pomieszczenie dla kotów - tak na wszelki wypadek. Wejście do tej "komnaty" znajduje się na poziomie podłogi, więc koty wchodzą tam raczej niechętnie, bo wolą na wszystko patrzęć z góry. Z owego " saloniku" chętnie korzystał jeden z młodych kotów, urodzonych w maju ubiegłego roku, ale to był kot indywidualista. Czyli mówiąc prościej - z tego lokalu mało który z moich podopiecznych korzysta.
Gdy wczoraj, stojąc przy stole przygotowywałam kotom  żarełko, poczułam w pewnej chwili, że coś nastąpiło mi na nogę. Dotknięcie było bardzo delikatne i prawie nie wyczuwalne. Nastąpiło   potem kilka sekund przerwy i nagle z szybkością kosmicznej rakiety z otworu do "saloniku" wyskoczył... no kto? Oczywiście kot. Kot, którego dotąd nie widziałam wśród bezdomniaków. Bure kocisko było tak wielkie, że swoimi parametrami przewyższało nawet Maciusia, czyli koto-żbika. Oczywiście niespodziewane pojawienie się owego kocura wywołało istną panikę wśród innych kotów, które akurat pożywiały się konserwą z puszki. Jednym słowem - zamieszanie było spore, ale wszystko w sumie dobrze się skończyło. Mnie nie wypadało nic innego, jak tylko "salonowego" kota także poczęstować resztkami jedzenia. Skorzystał chętnie i prawdopodobnie  w "salonie" zamieszka na dłużej. Teraz do wykarmienia mam już pięć kotów, nie licząc domowych, czyli Weterankę, Burasię,Pięknego Maniusia,Koto-Żbika, no i tego nowego przybłędę. Niezła gromadka - nieprawdaż?

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Co tam się działo?

sobota, 17 stycznia 2009 18:31
Jak każdego dnia , także i dzisiaj poczłapałam na działkę nie przewidując nic nadzwyczajnego. Owszem. Miałam cichą nadzieję, że gołębiarz odśnieży "swój" kawałek alejki, leżący przy jego działce. Wczoraj już przed zmrokiem znowu pomachałam łopatą by trasę do mojej działki udrożnić. Widział gołębiarz jak odgarniałam śnieg, ale pewnie uznał, że nie ma co się przemęczać i śniegu nie usunął. Czyli - teraz, aby dojść do altany, najpierw brodzę po kostki w śniegu na przestrzeni około dziesięciu metrów, by następnie już gładko pomaszerować do swojego ogródka. Pięćdziesiąt metrów wyczyszczonego chodnika to dla mnie po prostu bułka z masłem.
A wracając do spraw stricte związanych z kocią gromadką - dzisiaj zastałam na ganku altany istny kipisz. Budka Weteranki była przewrócona do góry nogami, dwumetrowy ocieplacz z gąbki - zwykle okrywający budkę był zrzucony - mimo, że przytrzymywały go wielkie kamienie. Cała zawartość polarowa budki była wyciągnięta na zewnątrz a Weteranka wściekła. Do tego wszystkiego sucha karma, stojąca zazwyczaj w miseczce na dachu budki, była porozsypywana po całym ganku. Cóż więc takiego mogło się dziać na ganku? Koty? Inne zwierzaki szukające pożywienia? A może ludzie?, lub człowiek, który koty z działki chciał przegonić? Koty oczywiście nie chciały mi powiedzieć - jaki intruz dokonał tych zniszczeń. Jak niepyszna - zabrałam się do naprawiania szkód, a Weteranka cierpliwie czekała obok, by wreszcie do ustawionej i wymoszczonej na nowo budki wejść. Z dwoja złego wolałabym jednak by tego dzieła zniszczenia dokonały koty, niż ludzie. Kto jednak zrobił ten kipisz - i tak nigdy się nie dowiem. Jeśli były to koty, to muszę stwierdzić, że odbyła się tu niezła naparzanka.
I jeszcze jedno. Ismena, u której mieszkają dwaj synowie Weteranki - Hektorek i Batmanek, wyraziła zgodę na opublikowanie ich "konterfektów" także na tym blogu. Koty prawdopodobnie już wyglądają trochę inaczej niż na zdjęciach. Pewnie zmężniały i dorosły. Mają za sobą już dziewięć miesięcy życia w dobrobycie.
A oto one:

Batman w drewutni.


Hektor też w drewutni

Nie jestem pewna, czy to przypadkiem nie jest jeden i ten sam kot, ale obydwa koty są do siebie tak podobne, że trudno je odróżnić. Na wszelki wypadek dodam jescze jedno zdjęcie jednego z kotów. Może być?


Hektorek, albo Batmanek na orzechu.

Dziękuję Ci - Polu!

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Bardzo dziwne...

czwartek, 15 stycznia 2009 11:09
Jak wiecie - panuje aktualnie istny szał w sprawie Blogera roku 2008. Nie miałam najmniejszego zamiaru brać udziału w konkursach, bowiem uważam, że nie posiadam  żadnych szans na jakieś wyróżnienie, a swoje i tak muszę robić - czyli pisać i pisać  na blogach. I oto dziś okazało się, że moje postanowienie diabli wzięli i to za sprawą pewnego tzw. obywatelskiego portalu, na którym od czasu do czasu się udzielam. Otóż w porannej poczcie dostałam emalię z propozycją zgłoszenia do konkursu... Kociego Blogu. Pewnie nic literalnie z tego nie wyniknie, ale koci jednak zgłosiłam. Niech tam. Od tego głowa nie zaboli, a większa popularność moich działkowych podopiecznych może im tylko wyjść na dobre.
A życie, czyli rzeczywistość i tak skrzeczy. Wczoraj miałam pojechać do śródmieścia w sprawie wyrwania z TOZ-u trochę darmowej karmy dla bezdomniaków. Na wszelki wypadek najpierw wykonałam telefon do tej instytucji by upewnić się, że moja wyprawa ma sens i sprawę uda mi się załatwić. Ponieważ telefonu nikt nie odbierał, nagrałam się na sekretarkę i poprosiłam, by szanowni działacze oddzwonili. Srodze się zawiodłam. Telefonu nijakiego nie było, bo niby i po co mieli by oddzwaniać. Taki gest pewnie przekracza już możliwiości komunikacyjne TOZ-u. Jak baba chce darmowe żarcie dla bezdomnych kotów - niech się osobiście pofatyguje. A to, że będzie sterczeć na zimnie pod zamkniętymi drzwiami owej instytucji - specjalnie nikogo nie wzruszy.
Wybaczcie - moi drodzy - sarkazm, jaki zaprezentowałam powyżej, ale nic innego w tej sytuacji nie przyszło mi do głowy. Ponieważ koty i tak muszą jeść, powlokłam się wieczorem do pewnego wielkiego supermarketu i kilka puszek taniej karmy kupiłam. Wystarczy to na kilka dni. A co potem - zobaczymy. Niełatwe, oj, niełatwe jest życie zarówno opiekunki bezdomniaków jak i jej podopiecznych.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Po przerwie.

poniedziałek, 12 stycznia 2009 23:45
Nie będę się tutaj rozpisywać na temat perturbacji związanych moją utratą dostępu do internetu. Szczegółowo opisałam tę "przygodę" na "Bajdurkach". Kto z Was ciekaw, niech tam zerknie. Co do kocich spraw - donoszę Wam, że kocia epidemia została zlikwidowana. Weteranka jako kot specjalnej troski wróciła do pełnego zdrowia. Dzisiaj nawet wygrzewała się na słonku. Dobra, mięsna dieta też dobrze na nią podziałała. Codzienna porcja surowego mięska to jednak jest to, co koty lubią najbardziej. Acha! Piękny Maniuś znowu odzyskał swoje terytorium. Jest codziennym gościem na ganku mojej altany i chętnie korzysta z kociej stołówki. Jego prześladowca chyba uznał się za pokonanego, bo go od jakiegoś czasu nie widzę. Jest za to koto-żbik, czyli Maciuś - przesympatyczne stworzenie, domagające się głaskania. Maciuś także już nie smarcze i nie kicha. Wczoraj udało mi się zakupić kilka puszek taniej i wcale nie najgorszej karmy w puszkach. Jednak przy apetycie kociej gromadki tych kilka puszek to zaledwie kropla w morzu potrzeb. W środę będę jednak musiała wybrać się do TOZ-u by jakiś większy zapas jedzonka dla moich podopiecznych wyżebrać. Od połowy stycznia muszę zacząć podawać kocicom pastylki antykoncepcyjme. Takie zalecenie dostałam od zaprzyjaźnionych lekarzy weterynarii. Marzec zbliża się przecież wielkimi krokami. A więc - aby do wiosny - moi drodzy. Pewnie z wiosną znowu zacznie się batalia o dziurę w płocie. Nie przypuszczam by wrogowie kotów chcieli tak łatwo zrezygnować z nietolerowania tych zwierząt na działkach. Skoro gołębiarz przegania gawrony siedzące na olchach, to z pewnością kotom też nie przepuści. Pożyjemy - zobaczymy.

Wasza ciotka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  114 159  

Czasu żal...że ucieka.

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

relojes web gratis

Może kiedyś...

Bo ja wiem?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Staram się...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich nat...

więcej...

Koty, jako stworzenia niezależne, zawsze stanowiły przedmiot mojego podziwu, ba - powiem więcej - nawet uwielbienia. Po latach przebywania z nimi pod jednym dachem nie mogę powiedzieć, że znam ich naturę dostatecznie. Zawsze bowiem potrafią zaskoczyć mnie te wyjątkowe zwierzaki czymś zupełnie nowym...Może właśnie dlatego poświęcam im tyle czasu?

schowaj...

Szkoda gadać...

Autorka "Bajek..." ukończyła Kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawczą na U.Ł. Uzdolniona plastycznie - posiada w swym twórczym dorobku kilka wystaw, poświęconych głównie tkaninie artystycznej, która stanowi swoisty komentarz do rymowanych wierszyków adresowanych do dzieci, chociaż nie tylko...

Cyfry to potęga!

Odwiedziny: 114159
Wpisy
  • liczba: 343
  • komentarze: 1557
Galerie
  • liczba zdjęć: 25
  • komentarze: 19
Punkty konkursowe: 2000
Bloog istnieje od: 3732 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl